Zaułkami Bytomia

Relacje z górskich wypraw i innych wyjazdów oraz imprez forumowiczów. Ten dział jest przeznaczony dla osób, które chcą opisać swoje relacje i/lub pokazać zdjęcia ze spotkań nie będących Klubowym Zjazdem lub Górską Wycieczką Klubową.

Moderatorzy: HalinkaŚ, Moderatorzy

Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1708
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: Zaułkami Bytomia

Post autor: buba » 12 marca 2020, 19:37

Tym razem ruszamy w jeden z ciekawszych rejonów - w sektor kamienic ograniczony ulicami: Piekarską, Wrocławską, Powstańców i Piłsudskiego. Region posiadający sporą ilość wewnętrznych kamienic, które żadnym swoim kawałkiem nie przytykają do ulic. Miejsce będące praktycznie jednym, wielkim, zawiłym podwórkiem. Ponoć da się przejść cały nie wychodząc na ulice i forsując jedynie niewielkie murki. Słyszałam, że o tym sektorze powstały opowiadania z pogranicza horroru i fantazy, a również jakaś gra komputerowa. Nie dziwię się - teren ma potencjał!

Na jednym z podwórek leżą rozrzucone rowerki i hulajnogi. Kamienica na lewo i na prawo patrzy na nas ciemnymi prostokątami wyłupanych okien. Ktoś jednak gdzieś tu musi mieszkać. Gdzieś z wnętrza pozornie opuszczonych kamienic łupie wesoła i skoczna muzyka. Rowerki chyba też nie są bezpańskie, ktoś ich czasem używa. Póki co nie porósł ich mech, który gęsto wyściela chodnikowe płyty, którymi jest wyłożone podwóreczko. Kabak bez pytania (i zanim zdążę zareagować) wskakuje na jeden z rowerków i zaczyna jeździć wokół podwórka. Z bramy wychodzi chłopczyk o ciemnej karnacji i zaczyna buczeć, że jego rowerek odjeżdża w siną dal.. Za chwilę z głębi korytarzy wyłania się ojciec, klasyczny Cygan. “Ej ty! To rowerek mojego synka!" Ja mówię, że wiem i zaraz oddamy.. Łapie kabaka, mówie “oddaj rowerek, to chłopczyka”. A kabak “Nie!! Ten rowerek jest przecież opuszczony!” Sytuacja robi się napięta… Cygan proponuje kompromis - jeszcze jedno kółko wokół podwórka i rowerek wraca do właściciela. Na koniec przynoszę rowerek Cyganowi, patrzę mu w oczy i mówię: “przepraszam za tą całą sytuacje…”. Facet chyba nie jest zły. Uśmiecha się niepełnym garniturem zębisk. “Nie ma za co, ja to rozumiem, że czasem się coś tak przyklei” :)

Jak ul. Piekarska to nie może się obyć bez sławnego tramwajka!

Obrazek

Ten nieco nowszy, ale również lubię te modele.

Obrazek

Początkowo podwórka, w które zaglądamy, są dosyć “płytkie”. W tym sensie, że brama prowadzi na placyk otoczony przez kamienice i tyle. Nie ma przejścia dalej...

Obrazek

Obrazek

To podwórko jakieś takie betonowe i okratowane.. Kojarzy mi się ze spacerniakiem w pierdlu ;)

Obrazek

Tu całkiem nowy płot przegradza nam dalszą trasę wędrówki… To żesz to szlag!

Obrazek


Początek naszej wycieczki po labiryntach przy Piekarskiej nie jest więc zbyt rokujący… Już się obawiamy, że zasłyszane opowieści o “wewnętrznym mieście” są zmyślone albo już nieaktualne…

Podwórko z przyrośniętym dywanem

Obrazek

Obrazek

Nieraz wrasta coś solidniejszego! Do jednej z kamieniczek przykleiła się malownicza baszta! Dobudowali ją później? I taka jedna samotna… Moim zdaniem przydałaby się jej koleżanka!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Klatka schodowa o malunkach z rolki. Jakoś coraz rzadziej się takowe spotyka, a bardzo je lubiłam!

Obrazek

Okienko… Widać, że komuś strasznie zależało, aby je zabić i uniemożliwić przeniknięcie do środka…

Obrazek

Czemu? Że niby ktoś tą starą oponę ukradnie?

Obrazek

Tu wycinany schodowy metal nieco już nadgryziony patyną rdzy… Wygląda jak nadkola naszej skodusi ;)

Obrazek

Tu inny deseń wycinanek i ten póki co się opiera dzielnie nadgryzaczom!

Obrazek

Widać ślad po budynku, którego już nie ma… Odszedł w przeszłość… Został tylko jego cień i oddech wyryty na murze sąsiada...

Obrazek

Tylko jaki dziwny kształt musiał mieć ten budynek? Patrząc na ten fragment ukośnego muru przytykający do balkonów?? Co to stało tutaj za dziwo?

Obrazek

No i w końcu bramą widoczną na tym zdjęciu - udaje się nam dostać w poszukiwany rejon! Hurra! On istnieje naprawdę - i jest tak fajny i klimatyczny, że rzeczywistość okazuje się przerosnąć nasze oczekiwania!

Obrazek

Teraz sobie powędrujemy do woli pylistymi ścieżynami pośród wszelakich ruin i zagajników!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ciekawe półkoliste okna ma ten budynek - te na drugim piętrze. Czemu akurat inny kształt niż piętro niżej??

Obrazek

Tu się ktoś wykazał żelazną konsekwencją w zatykaniu okien dyktą…

Obrazek

Obrazek

Tu konsekwencja była jedynie częściowa - albo już dykty zaczęło brakować? ;)

Obrazek


Można przysiąść na chwilę w cieniu drzew i odsapnąć od upału. Na miękko, z oparciem… Wokół śpiew ptaków, bzyk owadów, odległe bulgotanie aut czy tramwajów.. Takie dźwięki, jakie rozchodzą się w upalne, letnie popołudnie. Takie ciężkie, lepkie i palące słońcem w pysk. Takie, gdy każdy cień i każdy kawałek zieleni daje wytchnienie i przerwę od mrużenia oczu... Tu nie brakuje ani zieleni, ani rozwalisk, w cieniu których można przysiąść i delektować się ciszą... Aż się nie chce wierzyć, że jesteśmy praktycznie w centrum dużego miasta

Obrazek

Kawałek dalej biesiada rodzinna!

Obrazek

Coś mi wlazło w kadr! Chyba jakieś dziecko nawiało z imprezy? Czy może wypuściło się na samotną eksploracje miejskich labiryntów? Nieduży krasnal wyłania się z chaszczy i cieszy mu się gęba! ;)

Obrazek

Pozostałości auta stają się powoli fragmentem przyrody…

Obrazek

Cieniste podwórko częściowo wykafelkowane.

Obrazek

Obrazek

Faliste dna balkonów…

Obrazek

Boczne przejście do jednej z wielu wewnętrznych kamienic.

Obrazek

Taras na dachu garażu! :)

Obrazek

Siku dozwolone! Na “dwójkę” trzeba pod mur ;)

Obrazek

Nie ma już tego sklepiku… Ciekawe gdzie był? W bramie czy w podwórzu?

Obrazek

A tu całkowicie opuszczone podwórko…

Obrazek

Obrazek

I mur, przez który uda nam się przeprawić, aby kontynuować wycieczkę.

Obrazek

Kolejny zaułek wypoczynkowy!

Obrazek

Mój aparat trochę zaburza kształty i perspektywę, więc tak dobrze nie widać... ale to miejsce miało kształt trapezu. Dachy tych budynków po bokach były znacznie bliżej siebie niż ich podstawy. Zupełnie jakby się to wszystko składało nam nad głową. Albo tylko takie zaburzenie optyczne?

Obrazek

I znów wyboiste wewnętrzne uliczki rozłażą się na lewo i prawo! Gdzie iść? Bo chce się iść wszędzie!

Obrazek

Obrazek

Dzieciarnia najpierw kopię piłkę klasycznie…

Obrazek

A potem wchodzą na wyższy poziom meczu. Dokładnie i dosłownie. Wchodzą na dachy garaży i tam kontynuują futbolowe wyczyny.

Obrazek

Do tej kamienicy musi być wejście od drugiej strony.. Bo część mieszkań jest używana - a wejścia są zamurowane!

Obrazek

Obrazek

Wyłazimy na spory asfaltowy plac przed kamienicą z dachowym grzebieniem.

Obrazek

Opuszczone garaże.

Obrazek

I znów mroczne tryfty… Ta wyjątkowo ciągnie piwnicznym chłodem...

Obrazek

A tu nie wiem co Kabaczka naszło! Chyba z 10 minut tańczyła i śpiewała. Mówiła, że “to dobre miejsce”. Jedna z okiennych babuszek miała chyba dzień ciekawszy niż zwykle ;)

Obrazek

A tu mury, na których się jednak oparliśmy.. Chyba za wysokie dla nas do pokonania? Znaczy co? Musimy zawrócić?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A kuku! Jednak nie wracamy! Przejście odnalezione! Przejście odnalezione!

Obrazek

Zapuszczając żurawia komuś do chałupy ;)

Obrazek

To się nazywa solidna pajęczyna! :)

Obrazek

Bytomskie podwórka otwierają przed człowiekiem szereg nieznanych perspektyw! Może kurs płetwonurków?

Obrazek

Gdzieś w kolejnej bramie…

Obrazek

Obrazek

Ot i wyleźlim. Ot taka fasada! Ot taka zwykła kamienica - jedna z tych, które oddzielają ruchliwe miasto od zielonego labiryntu z innego świata...

Obrazek


cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
PiotrekP
Administrator
Administrator
Posty: 8059
Rejestracja: 22 kwietnia 2009, 11:33
Kontakt:

Re: Zaułkami Bytomia

Post autor: PiotrekP » 13 marca 2020, 17:29

Mieszkałem niedaleko Nadodrza, te podwórka i przejścia między nimi to była zabawa na nas gonili "niebiescy" z Rydygiera.
Góry są piękne i niech takie pozostaną.

Nasze Wędrowanie
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1708
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: Zaułkami Bytomia

Post autor: buba » 13 marca 2020, 23:48

PiotrekP pisze:
13 marca 2020, 17:29
Mieszkałem niedaleko Nadodrza, te podwórka i przejścia między nimi to była zabawa na nas gonili "niebiescy" z Rydygiera.
To byl dopiero kapitalny plac zabaw! :D
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1708
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: Zaułkami Bytomia

Post autor: buba » 14 marca 2020, 13:06

Na kolejną wycieczkę wybieram się sama na rowerze. Ten środek transportu ma zarówno plusy, jak i minusy. Jak wszystko.. ;) Z jednej strony fajne jest, że na spokojnie i bez zmęczenia mogę pokonać większy dystans oraz w razie kłopotów się szybciej i sprawniej ewakuować z miejsca zdarzeń. Z drugiej - nie bardzo mogę zaglądać w wąskie przejścia czy miejsca posiadające schody. Bo zostawianie roweru samego, bez opieki, nie jest raczej najlepszym pomysłem. Jak się jednak okazuje - życie jest nieprzewidywalne i potrafi zaskoczyć - to z rowerem przeskakuję przez ponad dwu i pół metrowy mur ;) Zdarzyła mi się takowa przygoda:
Wjeżdżam w jedną z bram. Dalej podwórko sprawia wrażenie opuszczonego. Podłoże jest wyboiste. Zsiadam z roweru i go prowadzę. Fajne widoki, więc wyciągam aparat. Ręce mam tylko dwie, więc się skupiam na tym, aby nie upuścić aparatu i nie wywalić roweru. Na tyle się więc rozkojarzam, że umykają mi dwie postacie siedzące w zaroślach. Dwóch kolesi doi browarki. “Ej ty! Co ty tu robisz? Szukasz tu kogoś? To nie park, żeby tu łazić! Tu nie wolno wchodzić!” Jeden z kolesi wstaje i idzie w moją stronę.. Na wszelki wypadek wsiadam na rower, odwracając go w kierunku przewidywanej drogi ewakuacji... Dwa obroty pedałów i jestem na ulicy.. Ale postanawiam spróbować z gościem pogadać, po ludzku.. “To powiesz mi w końcu czego tu szukasz, hę???” Trza coś powiedzieć... Pytam więc, czy przez to podwórko dojadę do ulicy X. Bo powiedzieli mi, że tu jest skrót. I staram się zrobić najbardziej debilną minę jaką potrafię ;) Kolesie zaczynają dumać. Tędy? Czy tamtędy? Jakby nie rozważali, wychodzi, że przedostanie się tam jest realne, ale po drodze jest mur. Dość wysoki. Samemu to jeszcze, ale z rowerem to wyzwanie. Widać, że oni lubią wyzwania. Tłumaczę, że nie chce robić kłopotu i lepiej się już pożegnam i pojadę naokoło.. Ale kolesie się nakręcili na pomoc zbłąkanej duszyczce - i chyba nie ma odwrotu.. ;) Udaje się zbudować podest z czegoś co wygląda jak podkłady kolejowe i podsadzić mnie na mur. Zeskoczenie z drugiej strony nie nastręcza problemów - tam jest chyba o metr niżej.. Trochę mam obawy czy przypadkiem na tym etapie kolesie nie znikną razem z moim rowerem, ale ułamek sekundy później rower prawie spada mi na głowę. Odsuwam się, rower z potwornym chrzęstem uderza o beton… Mam wątpliwości czy po takiej przygodzie jeszcze będzie jeździł.. (później okazuje się, że wręcz mu to pomogło - przerzutki się zaczęły zmieniać - mimo że od roku tego nie robiły ;)

Na tym się jednak nie kończy moja przygoda. Trafiam “od tyłu” na jakieś podwórko. Zamieszkałe i takie z gatunku bardziej eleganckich. Odmalowane, łyse, pokratowane… No właśnie. Nie mogę wyjść na ulice, bo drogę przegradza mi krata. No żesz to szlag! I jeszcze taka krata, że i od zewnątrz i od wewnątrz potrzeba klucza, aby ją sforsować. Stoję więc jak głupia i szamotam się z okrągłą klamką… Na nic.. Wychodzi jakaś baba. Pytam czy otworzy mi drzwi. Odmawia. Bo to teren prywatny wspólnoty lokatorskiej, obcym wstęp wzbroniony. I mam sobie wybić z głowy, że jakiś przybłęda tu wejdzie bez zaproszenia! “Proszę panią.. Ale ja nie chcę tu wejść. Ja chcę wyjść!!!” Baba mierzy mnie wzrokiem, potem kratę, a potem znów mnie… Fakty są niezaprzeczalne - jakkolwiek irracjonalnie by brzmiały. Mina kobity jest więc bezcenna! Lekko jąkając się pyta: “Aaale jjjak się tu znalazłaś?”. Mówię jej więc, że spadłam z nieba - co poniekąd i przy pewnym uproszczeniu - jest zgodne z prawdą ;) I babka mi nie otwiera kraty. Po prostu wchodzi na klatkę i zamyka za sobą bramę. Z hukiem. Taką bramę też na zamek. Jest tu domofon. Ale domofon jest na zewnątrz kraty. Próbuję do kogoś zadzwonić. Niestety mam za krótką rękę, aby sięgnąć do guzików przez kratę (no bo jestem po jej złej stronie). Próbuje znaleźć patyk. Jasne… Na tym podwórku nie ma żadnej rośliny ani śmiecia… No nic.. Nie wyjdę stąd… Wspinam się na mur. Kolesie od piwka siedzą gdzie siedzieli. W tej samej konfiguracji i pozycji co poprzednio. Jeden na wpół leżąco, drugi podparty na kolanie, z nogą na nogę. Myślę, że jakby wrócić w to miejsce za milion lat - to oni też tam będą siedzieć. Są elementy świata, które są niezmienne. Wołam do nich, że chyba muszę wrócić, bo tam jest krata. I to chyba brzmi dla nich jak kolejne wyzwanie ;) Sprawnie przeskakują mur. Podchodzą do kraty. Jeden traktuje ją z buta. Krata się grzecznie otwiera. Pytają czy jeszcze w czymś pomóc. Mówię, że chyba nie ;) W podzięce daje im flaszeczkę. Specjalnie zabrałam na takie okazje. Oni naprawdę zasłużyli. Cieszą się. Pół flaszeczki leci w gardziele jeszcze przed powrotem przez mur. No dobra… A ja teraz muszę objechać pół miasta, żeby wrócić tam, gdzie chciałam być… Dobrze, że mam rower ;)


Zaglądam dziś w podwórka w rejonie ul. Żeromskiego. Bramy, które mijałam setki razy. Bo tu, na tej ulicy, chodziłam do liceum. Ale nigdy w życiu w żadną z tych bram nie zajrzałam. Świat, który istnieje obok ciebie i nic o nim nie wiesz, mijasz go na milimetry dzień po dniu, a on siedzi schowany i czeka na swoje dni. Czasem nie nadchodzą one nigdy.. A czasem przychodzi ten dzień, gdy zbaczasz ze zwykłej trasy. I taki dzień nadszedł właśnie dzisiaj!

Wiele podwórek jest pełnych zieleni - jak łąki gdzieś wśród lasu, pełne ziół i kwitnących kwiatów. Krzewy dzikiego bzu, drzewka owocowe! Na wielu współczesnych osiedlach rzecz nie do pomyślenia. Wszystko wydarli by do ziemi i zalali betonem. Tu jeszcze grają świerszcze - bo mają gdzie się ukryć i zamieszkać. Na jednym z podwórek spod kół roweru zmyka mi bażant!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tu jest mniej zieleni, ale jest za to kanapa :) Można się opalać i cały czas trzymać auto za koło albo lusterko.

Obrazek

Kącik uniwersalny - można odpocząć, można zająć się pracą lub sportem ;)

Obrazek

Zakątek biwakowy.

Obrazek

2/3 drzwi

Obrazek

Drzwi dekorowane fragmentami piłek. Ciekawe czy ma to jakieś uzasadnienie praktyczne, czy autorem projektu powodowały jedynie kwestie estetyczno - artystyczne, piłki pełnia funkcje ozdobne i są zobrazowaniem futbolowych zainteresowań i pasji twórcy?

Obrazek

Schody wycinane w nietypowy deseń. Ten, taki jakby roślinki, widzę po raz pierwszy.

Obrazek

A kuku! W jednak bramie obok też ta sama wycinanka!

Obrazek

Nowa moda - każde podwórko trzeba ozdobić przynajmniej dziesiątką śmietników. Bo dopiero tak jest nowocześnie. Zamiast jednego, starego, metalowego kontenera jak dawniej - trzeba było wyprodukować tysiące i miliony koniecznie plastikowych kubłów - bo tak dopiero jest ekologicznie... Na wielu podwórkach, z ciekawości, zaglądam do kubłów - we wszystkich dominują butelki. No cóż… skupy to też melodia przeszłości…

Obrazek

Bluszcze wspinają się na mury, rury, płoty i anteny.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie wiem czy wjeżdżali w tą piaskownice, że ją tak dokładnie ogrodzili?

Obrazek

To lubię! Prawie każde okno jest inne!

Obrazek

Obrazek

Na dwie sekundy przed katastrofą! ;)

Obrazek

Ten gołąb wleciał mi prosto w pysk! Dobrze, że gęba była chronion aparatem! Aż se siadłam na kuper! (a że tam był żużel - nie było to zbyt miękkie lądowanie ;) )

Świat widziany z dachu garażu...

Obrazek

Mały budyneczek, przyklejony do kamienic… Ciekawe o jakim był przeznaczeniu?

Obrazek

Obrazek

Nadgarażowa przybudówka. Gołębnik? Czy po prostu składzik rzeczy wszelakich?

Obrazek

Gapią się na mnie czarne, puste otwory niezamieszkałych okien…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A to budynek juz zaraz koło mojej szkoły. Od kiedy pamiętam był opuszczony. Od kiedy pamiętam chciałam do niego wejść - i zawsze był zamknięty na głucho. Miałam nadzieję, że może dziś mam dobrą passę… A gdzie tam - tradycji musiało się stać zadość… ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na tyłach budynku stało auto. I ono nie wyglądało na zaparkowane… Ono wyglądało na ukryte! ;)

Obrazek
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1708
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: Zaułkami Bytomia

Post autor: buba » 18 marca 2020, 18:51

Kolejna część mojej rowerowej wycieczki to rejon ul. Musialika, Alojzjanów. Sprzed 20 lat, pamiętam, że tu była w miarę zwarta zabudowa kamienic. Jakie jest więc moje zdumienie, gdy teraz widzę te tereny! Chyba połowa budynków zniknęła! Rozebrali? Albo zawaliły się same? Kamienice stoją przeważnie pojedynczo, przeplatane sporymi, pustymi placami albo zagajnikami. Teren jest przestronny i zielony… Tu przeważnie nie trzeba wchodzić na podwórko bramą - nieraz wystarczy objechać kamienicę dookoła polnymi lub leśnymi ścieżkami. W wersji rowerowej to całkiem dobre rozwiązanie!

Strasznie mi żal, że nie porobiłam tu zdjęć przed laty… Toż ze szkoły miałam tu rzut beretem! Ciekawe byłoby teraz porównać dokładnie te same miejsca, ale naznaczone upływem czasu…

I teraz pytanie - czy dobrze mi się wydaje, że ta kamienica kiedyś stała przytulona do innych? Bo tak jakoś dziwnie wygląda samotnie… Jakby za wysoka, jakby za chuda, jakby za wąska?

Obrazek

Bo do tej to bank coś przylegało - z obu stron widać ślady po oderwanych fragmentach…

Obrazek

Albo tu… przestrzeń… puste place… Domy urwane jakby w połowie….

Obrazek

Tu chyba też coś stało obok.. Jakby czegoś brakowało? Jak sięgam gdzieś głęboko w zaułki pamięci - to coś mi mówi, że było tu inaczej...

Obrazek

Obrazek

Wszędzie rudość cegły i zieleń. Lubię to połączenie kolorów, takie miłe dla oka!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I nowe desenie schodowych wycinanek. Zbiorę je później gdzieś do kupy w osobną relację!

Obrazek

Komórki, szopki, kamerliki, gołębniki, domeczki na kurzej stopce!

Obrazek

W krainie powiewającego prania. Ciuchy nabierają aromatu wiatru i słońca, a i powietrze wokół całe się robi przesycone świeżością!

Obrazek

Obrazek

Ten budynek miał chyba inne funkcje niż mieszkalne?

Obrazek

Obrazek

Okna pełne nieba…

Obrazek

Gdy zaglądam do jednej z opuszczonych kamienic: “Ej, kuliżanko! Jeśli ty za złomem to nie masz tu co iść! Ta kamienica (tu wskazuje paluchem na pustostan) jest już cała wyczyszczona, tu ścisza głos - przez nas. Jest czysto. Szkoda twojego czasu… Tłumaczę mu, że ja szukam starych napisów na ścianach. “A to twoje napisy pewnie są, bo nas napisy nie ciekawią. Zatem nasze zainteresowania się nie pokrywają. I sobie nie idą w paradę. Zatem żegnam kuliżankę i życzę miłego dnia!”. Hmmm. chyba badał czy ja nie konkurencja! ;)

Podwórko schowane za wysokim ceglanym murem…

Obrazek

Albo za murem ceglasto - kamienistym.

Obrazek

A tu mur nakrapiany! Jak muchomor! Dla urody? Czy miało to jakieś funkcje praktyczne?

Obrazek

Brama z obrotowym fotelem.

Obrazek

Kolega Socha coś nie jest lubiany na dzielnicy ;)

Obrazek

A tu rzut oka na “promenadę” - nowy, szeroki chodnik przecinający dzielnice... Nie wiem czy to była tutaj najpotrzebniejsza inwestycja, czy po prostu trzeba było wydać kase? Równolegle przebiega promenada z dawnych lat.. Też szeroka, z asfaltu, ale już nieco liźnięta patyną...

Obrazek

Ale trzeba przyznać, że siłownię to zrobili porządną! Takiej pod gołym niebem to jeszcze w żadnym mieście nie widziałam! Pozostaje mieć nadzieję, że nie skończy na pobliskim złomie...

Obrazek

Ścieżki, podwórka, ulice, wszystko otulone zielenią. Miłe, pyliste zaułki przepełnione grą świerszczy... Jest niesamowicie cicho a w powietrzu unosi się spokój. Czy tu zawsze tak jest? Czy to z racji na wakacje? Albo wtorkowe wczesne popołudnie? A może to ten upał? Dziś dobija pod 40 stopni!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przysiadam sobie na jednym z murków celem zjedzenia drugiego śniadania. Ledwo rzuciłam rower w trawę i wyjęłam produkty - podchodzi do mnie jakiś koleś o wyglądzie i zapachu żulika - i zaczyna coś nawijać po niemiecku. Niemiecki to ja kiedyś miałam w szkole (i nawet się lubiłam go uczyć - w odróżnieniu od zawsze znienawidzonego angielskiego), ale to było ponad 20 lat temu, więc pamiętam ogólnie NIC. Nie wiem czemu koleś wziął mnie za obcokrajowca i to jeszcze zza zachodniej granicy? Czy tam jeżdżą na takich obdrachanych rowerach i żreją pasztety podlaskie na murkach pod krzewami dzikiego bzu? Albo to o te warkocze chodzi? Że tam te kelnerki z Oktoberfest takie mają? (acz one mają też w pakiecie większe cycki i bardziej na wierzchu ;) ) Gdy wyjaśniam gościowi, że ma jak najbardziej do czynienia z tuziemcem, zaczyna on klasyczny wstęp: "Kierowniczko, czy mogę o coś zapytać?" Można się już domyśleć o co biega. Chce na piwo. Mówię mu więc, że sama bym chętnie piwko wypiła, ale niestety mi kasy nie starczyło. Co jest zresztą zgodne z prawdą - ubrałam dziś inne spodnie i zamiast planowanych 50 zł w kieszeni - miałam tylko 10. Starczyło więc tylko na chleb, pasztet, musztardę i dużo wody. Jak się popyla na rowerze przy +40 stopniach - to się chce pić (5 litrów wypiłam za dzień wycieczki). Koleś kiwa głową, patrzy na moje produkty i nagle zaczyna tą głową kręcić z niesmakiem - "ale z tą musztardą to przegięłaś! byłoby na piwo!". Dobry pasztet to można zjeść sam, ale do takiego z puszki? co pies z budą i łańcuchem jest tam zmielony, to moim zdaniem musztarda jest konieczna. Koleś śmieje się z budy i łańcucha, po czym twierdzi, że takową budę (nawet jak z musztardą) to niezdrowo wodą popijać. Wyciąga z siatki piwo - i mi daje. "Masz. Mam dwa. A pod Lidla se pójdę - to jakąś kaskę na kolejne se skołuje. Smacznego i miłej wycieczki". Koleś się oddala, krokiem sugerującym, że dziś już kilka piwek zapodał. Patrzę co trzymam w ręce, już mam otwierać, ale jakoś nieco tracę ochotę.. Karpackie czarne, 9%... To nie będzie ani smaczne ani wskazane dla jazdy rowerem po upale... Coż.. Pakuję piwo do plecaka i jadę dalej. Kilka godzin później zauważam pana w średnim wieku, o sympatycznej gębie, który siedzi na murku w cieniu opuszczonej kamienicy. Podchodzę i pytam "Przepraszam kierowniku, czy mogę o coś zapytać?". Gość wlepia we mnie zdumione oczy. "Bo ja mam piwo na zbyciu. Może by pan miał ochotę?". Odpowiedź jest oczywiście wiadoma. W zamian dostaję pełen pakiet opowieści o okolicy, kto z kim i dlaczego, kogo zadźgali w latach 90 tych, kto wyjechał, a kto wrócił i w które rejony ksiądz po kolędzie nie chodzi z ministrantem, a z ochroniarzem ;)

W świecie różnobarwnych garaży.

Obrazek

Obrazek

Imponujące murale giganty! Chyba malowane na pełnym legalu bo takie staranne...

Obrazek

Obrazek

Huśtawki z dawnych lat.. Jak widać kiedyś stały w cieniu drzew.. Teraz drzewa wymieniono na zestaw śmietników..

Obrazek

Auto dopasowane w klimatach do zabudowy.

Obrazek

To jakaś reguła - że głównie opuszczone są partery kamienic?

Obrazek

Obrazek

A tu wygląda - jakby na dachu wypatroszonej kamienicy siedzieli ludzie przy stolikach. Zrobili kawiarnię na dachu? Jakieś eleganty winko z kieliszków popijają! Że co?

Obrazek

Obrazek

Okazuje się, że pomiędzy kamienice wklinowano nowy hotel! I po prostu perspektywa bywa myląca! ;)

Obrazek

A kawałek dalej już kończy się miasto... pola, łąki, zagajniki... I szutrowa droga wiedzie w dal...

Obrazek

Obrazek

Jadę sobie ścieżynką wśród zarośli, murków i gruzowisk. Mijam dziecko. Na oko 4-5 lat. Zupełnie samo. I jeszcze niesie (a raczej ciągnie za sobą) worek większy jak ono! Widać, że jest mu ciężko, co chwilę przystaje, sapie, ociera pot z czoła. Maleństwo - coś jak mój kabaczek. Sprawa mi nie daje spokoju, zawracam i pytam malucha, że może mu pomogę nieść ten worek. Można przewiesić przez rower i choć kawałek będzie mu lżej. Dzieciak kręci głową, w jego oczach widać strach, stara się trzymać dystans ode mnie przynajmniej 3- 4 metry. W końcu porzuca worek i daje drapaka w krzaki. Na tyle, że znika daleko za jakimś murem. Co za licho! Zaraz mi się przypominają historie o sysunach! Czuję zimny dreszcz na plecach. Ale jednak ciekawość jest silniejsza. Zaglądam do porzuconego worka. Kafle piecowe. Stare, połupane, ładnie rzeźbione kafle. W różnych deseniach i kolorach. Ten worek waży z 20 kg! Nie dałabym za bardzo rady pomóc w niesieniu... Miejsce to opuszczam dosyć szybko ;)

cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1708
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: Zaułkami Bytomia

Post autor: buba » 24 marca 2020, 14:18

Plan jest taki, aby przejechać ulicą Witczaka i pozaglądać w kamienice przy niej stojące. Głównie jest chęć odwiedzenia północnych krańców tej trasy - bo tam nigdy nie byłam. Więc sunę w rejon ulic o wdzięcznych nazwach - Wesoła, Krucza, Tramwajarzy, Kruszcowa, Stawowa. Jakoś bardzo lubię, gdy ulice nie nazywają się od nazwisk. Kult jednostki był dla mnie zawsze czymś niezrozumiałym i odpychającym. I jakie to by było wygodne! Nie byłoby parcia, aby ciągle te nazwy ulic zmieniać. Mogłyby się zmieniać systemy polityczne i ich guru, a Skośna, Wąska, Wyboista, Skowronków czy Gąsienic - mogłyby istnieć latami.

Gdzieś na trasie przystaję i robię zdjęcia ściany budynku. Akurat tak wyszło, że jest tam napis dotyczący pewnej drużyny piłkarskiej. Podchodzi do mnie trzech kolesi w kapturach. “Ej ty, ty chyba nie stąd. Komu kibicujesz?” (pamiętam, że ujęli to nieco inaczej, ale teraz nie potrafię odtworzyć dokładnych słów). Mówię im, że nikomu. Chłopaki nie mogą uwierzyć - chodzi na dwóch nogach, ma głowę i ręce - a nie kibicuje?? Co to więc za dziwo? Tłumaczę im więc, że to chyba takie męskie hobby, że baby to zwykle nie interesuje piłka i to że jacyś kolesie za nią biegają. Chłopaki od razu oponują, że to nie tak, wcale nie tak, że oni mają koleżanki co to i szalik noszą, i “przypier*** w ryj jak trzeba”. Mówię im, że widać różne są baby - są i takie co płeć zmieniają i zapuszczają wąsy, ale to chyba nie jest rzecz godna pochwały i naśladowania ;) Tu chyba trafiłam w jakiś czuły punkt. Od razu sypie się stek wyzwisk, obelg i wszelakich innych wyrazów braku szacunku i zrozumienia dla takowego zjawiska ;) A potem pękają ze śmiechu, że muszą zapytać Andżelikę - kiedy zapuszcza wąsy! Andżelika chyba jest jakaś czołową “kibicką” (czy jak to się mówi) w tym rejonie. Na tym etapie, mimo początkowych napięć, rozmowa staje się już taka bardzo miła i koleżeńska. Dopytują co mnie sprowadza w te strony - raczej nie do końca typowe na wycieczkowej mapie Polski. Mówię, że wspomnienia. Tu nieopodal chodziłam do szkoły, nieraz się tu łaziło, piwo po zaułkach piło, a to nawet w piosence było “bo człek wraca tam gdzie pił”. Nikt z ekipy nie zna tej piosenki.. Cóż.. Kaczmarski chyba nie jest zbyt modny w klimatach kibicowskich. Ale fraza z piosenki chłopaków zainteresowała - no bo taka bliska sercu. Jak ktoś nie kojarzy piosenki to link: https://www.youtube.com/watch?v=qaINls5Ondo
Chłopaki domagają się, żebym im znalazła w necie i puściła na telefonie tą piosenkę. Wyciągam więc im pokazać mój 10 letni telefon, któremu jest równie po drodze z internetem jak mnie z drużynami piłkarskimi ;) Chłopaki się trochu ze mnie podśmichują, że “oj tam widzę, że u was na Mechtalu to cieniutko.. A my myśleli, że tu u nas bida!” Trochę ich to chyba dowartościowało, bo zaraz wyciągają swoje smartfony i dość długo, szczerząc zęby, puszczają nimi (tzn. telefonami nie zębami) świetlne zajączki po ścianie kamienicy. No i szukają piosenki. Na pewno nie cała (twierdzą, że sporo tekstu jest przynudne) ale są fragmenty, które ich zachwyciły! Np. “człowiek z pawiem na kolanie dowie się, że żyje”. Od razu wszyscy naraz zakrzykneli - “Kamil! To o Kamilu”. I wyją ze śmiechu pół godziny. I obiecują, że na każdej domówce, gdzie uczestniczy Kamil - będą tą piosenkę puszczać. Od razu umieszczają ją Kamilowi na tablicy na fejsbuku oraz wysyłają do przynajmniej 20 kumpli. No cóż.. Myślę, że Andżelika i Kamil by mnie nie polubili. I mam nadzieję, że nigdy ich nie spotkam. Nawet celowo, na potrzeby relacji, zmieniłam im imiona ;)
Aha! Żegnamy się w miłych nastrojach i rowerkiem odjeżdżam w świat. I uświadamiam sobie - że nie dowiedziałam się komu ekipa kibicowała. Mogę się domyślać, ale wprost jakoś to nie padło… Szalików nie mieli - przy +40 stopniach to chyba nawet tacy ultrasi ich nie noszą ;)

Szyb Witczak można obejrzeć jedynie zza płotu.

Obrazek

Za wieloma budynkami wala się dużo mebli. Całkiem porządne meble! Wygląda jakby je ktoś z okien powyrzucał?

Obrazek

Obrazek

Garaże raczej już nieużywane - przynajmniej w tym sezonie..

Obrazek

Obrazek

Dwie ceglane kamieniczki. Ta opuszczona z jakiejś takiej nietypowej żółtej cegły?

Obrazek

Chyba kiedyś tu był sklepik!

Obrazek

Jak widać okna się “kupią”w jednym miejscu - i wolą przebywać w stadzie ;)

Obrazek

Jakiś antymeloman tu działał ;)

Obrazek

I znów ażurowe schody…

Obrazek

Obrazek

A tu zapomnieli powycinać?

Obrazek

Jak widać komuś bardzo zależało na utrudnieniu przechodzenia górą, przez mur…

Obrazek

Zaułek gdzie zatrzymał się czas… Może jedynie to okno trochę burzy kompozycję, bo takie za plastikowe? ;)

Obrazek

Drzwi, które otworzył mi wiatr… Chyba wiatr… Dwukrotnie.. Więcej tego dnia wiatru nie widziano... ;) Musiał mieszkać wyłącznie w tej bramie…

Obrazek

Tu podobna brama - ale bez zasiedlającego ją wiatru. I z innym schodowym deseniem otworków.

Obrazek

Kamieniczki zjadane przez zieleń… To chyba zemsta za to, co się robi z roślinami na osiedlach… Biorą odwet!

Obrazek

Obrazek

Takie chodniki lubię! :)

Obrazek

Obrazek

Jedna ze spokojniejszych bytomskich uliczek. Jedno z tych miejsc, gdzie wydaje się, że zabiegany i wyjący hałasem świat tak naprawdę nie istnieje… Że był tylko jakąś ułudą i przebiciem z piekła.. No bo przecież wszystko, co jest wokół, wypełnia tylko cisza, z rzadka przerywana brzękiem jakiejś zagubionej pszczoły!

Obrazek

Te pszczoły to jednak nie były zagubione… One dobrze wiedziały co chcą w życiu. One leciały do malw. Ja niby pszczołą nie jestem, ale malwy też mnie ciągną jak magnes! O ile świat byłby piękniejszy, gdyby każdą tuję można zmienić w malwę! Albo przynajmniej co drugą ;) (a każdego psa w kota! :P

Obrazek

Obrazek

Widzimy różne losy dwóch balkoników… A zaczynały pewnie podobnie….

Obrazek

Praca wre…

Obrazek

Ileż różnych wejść do tajemnych schowków!

Obrazek

Nagarażowy gołębnik.. Gołębi już chyba nie ma, ale jest za to bilbord.… Smutny znak czasu...

Obrazek

Jakoś partery najczęściej są opuszczone..

Obrazek

Obrazek

Na sprzedaż...

Obrazek

Tu jakiś blaszany książe po czerwonych dywanach wyjeżdża! ;)

Obrazek

Kamieniczka urwana w połowie… W ogóle dużo pustki tu przy Witczaka… Chyba w ciągu ostatnich 20 lat to połowa kamienic zniknęła…

Obrazek

Te jeszcze stoją - ale jak długo im się to uda?

Obrazek

Obrazek

Brodząc w trawach po pas..

Obrazek

A tu maleńka kamieniczka! Jak dla krasnoludków. Wciśnięta pomiędzy duże i mruga żółtymi okienkami!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Brukowane podwóreczko z gatunku cienistych. I tylko szum liści… Nie! Nie tylko… Ktoś jeszcze gra na trąbce.. Albo na rogu? Nie zidentyfikowałam.. Czy z któregoś z mieszkań? Czy gdzieś zza murku? Miałam kiedyś sen.. Że szłam za głosem trąbki i wleciałam go kanału.. Nie idę więc szukać źródła melodii.. Tu też słychać! ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Oj Roger… Coś ty odpierdzielił??? ;) Dla wielu to tylko gryzmoł i objaw wandalizmu… A być może czai za tym historia godna opisania? ;) Tylko jej nie znamy?

Obrazek

A tu podwórko inne niż wszystkie. Mała kamieniczka przylepiona do dużej. Kominy jak kiełki na wiosnę pną się ku słońcu… Czy to tylko po to, aby nie dymić tym dwóm samotnym okienkom, zabłąkanym na bezkresnej, równej ścianie? A w ślady kominów już suną brzózki! Jeszcze parę lat i dorównają im wzrostem!

Obrazek

Czy tylko mi wiruje w oczach? A poziom czy perspektywa przestają mieć znaczenie i okazują się być kwestiami całkowicie umownymi i wymyślonymi..

Obrazek

I teraz pytanie - to zielone.. Ono celowo tak wisi? Czy kiedyś było jakoś podparte?

Obrazek

Jedno podwórko, a tyle pytań, tyle wątpliwości, tyle spostrzeżeń, tyle miejsc “za które można się zaczepić wyobraźnią..” :)

W krainie, gdzie jeszcze każdy balkon może być inny. Gdzie jeszcze nie wtłoczono ludzi w szablony, jednocześnie przekonując ich, że to jedyna właściwa droga i oczywiście wszystko dla ich dobra…

Obrazek

Amatorzy zabaw w piasku już dawno wyrośli…

Obrazek

I teraz inaczej spędzają czas…

Obrazek

A tu akurat nieco inny rejon - bo koło parku. Tu linia opuszczenia kamienicy przebiega pionowo... Fryzjer się nie wyłamał!

Obrazek

Prześladuje mnie dziś facet w białej czapce. Nie wiem kim jest, ale ciągle wychodzi mi naprzeciw. Gość raczej starszy, nieco przygarbiony, lekko kulejący. W białej czapce z daszkiem, a na niej jakimś czarnym orłem, gryfem, coś w tym rodzaju. Gdy mijam go w pierwszej bramie - nie robi na mnie wrażenia. Ot jakiś dziadek sobie kuśtyka. Gdy mijam go drugi raz, w innej bramie nieopodal - to pomyślałam - “ten to kurde łazi w kółko”. Gdy wpadam na niego trzeci raz - robi mi się dziwnie. No bo przypadek - ale poniekąd dziwny. Po raz kolejny spotykam go znów, ale w rejonie miasta dosyć oddalonym. Ja mam rower. A on znowu wychodzi mi z podwórka naprzeciw. I tym razem jakoś dziwnie przenikliwie patrzy mi w oczy. Siadam na rower i w trybie przyspieszonym oddalam się - uznając zwiedzanie tego rejonu na dziś za zakończone. I tak już miałam stamtąd odjeżdżać. Jakąś godzinę później rozważałam czy jeszcze nie pozapuszczać się w podwórka na ul. Brzezińskiej. Stoję tak z tym rowerem u wlotu ulicy, patrzę na ten rozprażony beton walący dosyć mocno pod górę. I jakoś mi się nie chce. Dużo już kilometrów dziś natrzaskałam, nogi trochę bolą, a do domu jeszcze mam te z 7-8 km. Coś mnie odpychało od tej ulicy. No ale skoro już tu jestem? Tak blisko? Szlag wie kiedy znów akurat mnie tu rzuci. Przemogłam się. Wjeżdżam w pierwsze podwórko. I kto siedzi tam na ławce????? Ten dziadek.. Ten sam… W tej samej białej czapeczce. Nie uśmiechnął się na mój widok. Wbił tylko oczy i siedział jak słup soli. Jak myślicie? Zwiedziłam podwórka Brzezińskiej?? ;))

I był to chyba jeden z szybszych moich powrotów do domu. Gdy zziajana wlazłam do klatki schodowej, już w Miechowicach - zrobiło mi się słabo. Przede mną szedł koleś w białej czapeczce! Gdy usłyszał kroki na schodach - to się odwrócił. Ufffff… To był tylko sąsiad! ;)



cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1708
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: Zaułkami Bytomia

Post autor: buba » 26 marca 2020, 14:36

Istnieją dwa główne rodzaje podwórek. Te na wpół opuszczone, pełne chaszcza i objęte mniej lub bardziej malowniczą rozpierduszką. Oraz te wyremontowane na błysk, wymalowane, cuchnące świeżą farbą, wydarte do ziemi z roślinności i zalane betonem według najnowszych standardów. Ja odnalazłam również te trzecie. Jakoś najbardziej wpadły mi w oko i ujęły za serce. Podwóreczka zagospodarowane, zaopiekowane z inicjatywy oddolnej. Gdzie niekoniecznie została włożona zaraz wielka kasa, ale widać pomysł i poświęcony czas. Gdzie liczy się głównie chęć okolicznych mieszkańców. Bo podwórka, zarówno te zruinowane jak i te odnowione, są cholernie powtarzalne. Widać zarówno popadanie w chaos jak i uleganie generalnym remontom piszę się przez kalkę, raczej bez specjalnego indywidualizmu...

A każde z tych czterech napotkanych - było inne i zapadające w pamięć. Każde było sobą i opowiadało jakąś historię o swoich gospodarzach.

Na Brzezińskiej, to w ogóle ktoś zaszalał! Przykład co można zrobić ze starego muru. Część bluszczu jest prawdziwa - a część namalowana. Dodano również okienka, okienniczki, balkoniki, latarenki - a nawet rower! Wokół pełno zarośli, krzewów, pnączy. Są ławeczki i chyba nawet mała fontanna! Jak mini ogród botaniczny w środku miasta.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przy opuszczonej kamienicy na Siemianowickiej - wypielęgnowany ogródek. Drzewka, trawa, tuje, pnącza wspinające się na stare mury. I trzciny w kępach. Specjalnie tu przywiezione. Pomalowane opony, dużo kolorowych kwiatków. Widać, że ktoś to miejsce lubi.

Obrazek

Obok garaże i kilku panów coś tam majsterkuje. Tata do nich macha i chwali ogródek. Panowie puchną z dumy. Mam wrażenie, że ten ogródek to ich oczko w głowie. No i godzina nie nasza! :) Oj gaduły straszne! Ale rozmawia się tak miło! Kilka opowieści zapada mi szczególnie w pamięć. “Te pnącza to chmiele. Wiecie kto je tu posiał? Żule! Skręcają w bramę, sikają pod ścianą. A wcześniej pochlali piwa. W ich żyłach i moczu płynie więc prawie sama zupa chmielowa! Jak sikają to sieją! I chmiele rosną na potęgę! Co roku jest ich więcej!” ;)

Albo kolejna opowieść: “Z dwa lata temu to było. Młode małżeństwo jedzie autem. Zatrzymali się przed przejazdem kolejowym w Bańgowie. Szlabany opadły, pociąg nie jedzie. A babce chce się strasznie siku. Nie wytrzyma do domu. Już wieczór, ciemno, idzie w krzaki. I nagle jej mąż słyszy - “Auuuuu, ratunku!” A tam nastąpił atak. 17 ran kłutych! Gość biegnie: “Ania! Żyjesz? Co z tobą?” A Ania słabym głosem postękując “K… siadłam na jeżu!”

To też gdzieś w tym rejonie. Nie pamietam jaka ulica. Też zielono, wysoki mur porasta bluszcz. Ławeczki, stolik, grill. Wszystko pod czujnym okiem krasnoludka!

Obrazek

Na Korfantego brama pomalowana przez czas w moro prowadzi w podwórko. Nic nie podejrzewając włazimy…

Obrazek

A tam ogród! Mimo braku dostępu do ziemi (całościowo betonowe podłoże) udało się sprowadzić tu zieleń - drzewka i kwiaty siedzą w donicach. Zaułek z huśtawką, basenikiem, klombami, szafkami, kolorowymi ozdobami i obrazkami na ścianach! Jakoś od razu tak wesoło i przyjaźnie!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nawet stare zabawki odnalazły tu bezpieczną przystań!

Obrazek

Tak mało trzeba, aby podwórko wśród na wpół opuszczonych kamienic stało się takie przytulne. A może właśnie tak dużo?? Bo trzeba chcieć - a to jest chyba najtrudniejsze!
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1708
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: Zaułkami Bytomia

Post autor: buba » 30 marca 2020, 15:02

Do odwiedzenia podwórek przy ul. Brzezińskiej mieliśmy póki co trzy podejścia ;) Raz wypłoszył mnie stamtąd tajemniczy dziadek w białej czapce - pisałam o tej postaci pod koniec jednej z poprzednich relacji. Kolejny raz przemknęliśmy tamtędy ze znajomymi, ale dosłownie przebiegliśmy ulicą w 5-10 minut, bo bardzo się już spieszyłam do domu. Jesienią zahaczyliśmy jeszcze kawalątek tej ulicy na spacerze z rodzicami i kabakiem, ale wszyscy byli już zmęczeni i nie chcieli kontynuować wycieczki. Trzeba będzie zatem kiedyś wrócić na dokładniejsze poszwendanie się, a nie tylko dziki galop. Ulica ta jest wyjątkowo ciekawym miejscem na mapie Bytomia - ze względu na dużą ilość zachowanych starych, poniemieckich napisów na ścianach kamienic. Tu jest tego taka masa!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie mogę sobie odmówić zajrzenia, choć na chwilkę, w czeluście tej kamienicy!

Obrazek

Ten górny napis to chyba nawet jakimś gotykiem wymalowali!

Obrazek

Wnętrza parteru.

Obrazek

Te szyny na podłodze to chyba jakieś sztaby dla wzmocnienia konstrukcji budynku? Bo pociąg to tu chyba raczej nie jeździł ;)

Obrazek

Z drugiej strony budynku wydłubana w pustakach dziura wyprowadza nas na podwórko.

Obrazek

Całe jest zasypane gruzem, dechami, starymi meblami i niesamowicie gęsto zarosłe. Nie widać podłoża! ;) Cieżko wręcz oszacować czy podwórko jest (było) trawiaste? Czy może wybetonowane?

Obrazek

Obrazek

Stan sufitów powoduje, że rezygnuje ze wspinaczki na wyższe kondygnacje kamienicy. Pewnie się da, ale trochę się boję, że to się wszystko obwali. Poza tym, jak pisałam wyżej - dziś nietypowo, wszystko w pośpiechu. Jak ja nienawidzę się spieszyć!

Obrazek

A z zewnątrz kamienica wygląda całkiem porządnie! W życiu bym nie powiedziała, że w środku aż taka demolka!

Obrazek

Drugie podwórko na tej ulicy, gdzie, nieco w biegu, wsadziłam łeb. Jak widać i tu dziura pozwoliłaby zwiedzić wnętrza kamienicy - acz obawiam się, że tylko kabak by się zmieścił ;)

Obrazek

Nowatorski sposób na suszenie prania - prosto na ścianie! tzn. jak sobie poradzić nie posiadając balkonu!

Obrazek

Skądinąd bardzo ładna sukienka! :)

Obrazek

Przytulone (lub wręcz wkomponowane w kamienice) kapliczki. Jacyś religijni ludzie musieli tu mieszkać. Na innych ulicach jakoś tego nie widziałam.

Obrazek

Obrazek

Kwiaty! Dużo kwiatów!

Obrazek

Obrazek

Zakaz wstępu… no właśnie czego wprowadzać tu nie wolno? To pies? Koza? Lama? ;)

Obrazek

Widać odcisk nieistniejących już pokoi…

Obrazek

Solidny mur… jakiś taki wręcz za gruby? Czy to może też fragment kamienicy, której juz nie ma?

Obrazek

Obrazek

Gdzieś na ulicy w najbliższym rejonie..

Obrazek

Obrazek

Wrócę tu jeszcze! Tak na spokojnie.. Bo pośpiech to mój najgorszy wróg... Widać nie do trzech - ale do czterech razy sztuka! ;)


cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1708
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: Zaułkami Bytomia

Post autor: buba » 04 kwietnia 2020, 20:17

Na początek dwie historie napotkane w bytomskich zaułkach:

Wspinam się z kabakiem krętymi schodami klatki schodowej. Połowa mieszkań opuszczona, drzwi pomurowane. Jedne z wciąż zamieszkanych drzwi się otwierają. Babuszka. W jej oczach połączenie przestrachu z bojowością i przenikliwością emerytowanej policjantki: “A wy kto? A wy po co? Kogo szukacie? Tu nie wolno!”. Mówię jej, że szukamy starych napisów, fotografujemy schody. Babcine zakłopotanie wręcz wzrosło. Ma wypisane na twarzy: “myślałam, że to zwykłe złodziejaszki, a to jakieś niebezpieczne wariaty”. Kabak do babci: “Nie bój się! Nie mamy broni!”. Drzwi oczywiście w mgnieniu oka się zamykają i barykadują ;) Co kabaka naszło???? W pełni rozumiem babcie! Jak ci czterolatek wyskakuje z takim hasłem - to chyba nie jest dobrze! ;)

Przy sklepiku mija nas jakaś kobita z małym chłopcem. Właśnie odpakowują lody i zamierzają je chyba tu spożyć. Chłopiec wskazuje na kabaka i pyta: "Mamusiu, czemu ta dziewczynka ma taką dziwną czapkę?" - "Bo ona ma wszy, Brajanku, jak dzieci mają wszy to muszą nosić czapeczki nawet latem". Uśmiecham się do babki i mówię, że w tego typu czapkach to się hoduje pluskwy, wszy lepiej rosną w takich wełnianych - i jednocześnie wykonuję gest wytrzepywania kabaczej czapeczki na chodnik. Rozmowa nie była kontynuowana. Brajanek zaczął płakać, a jego mamusia schowała lody do torebki i gdzieś poszli szybkim krokiem ;)

Dzisiejsza wycieczka dotyczy okolicy ulic Siennej, Kopalnianej i Pszczyńskiej. To taki trójkąt dawnej zabudowy wciśnięty pomiędzy dwie ruchliwe szosy i tory kolejowe.

Docieramy tam przez tunel - jeden z niższych wiaduktów jakie w życiu spotkałam!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Cały nasyp, którym co chwile przemykają towarowe pociągi, to jeden wielki busz zieloności.

Obrazek

Jest tu niedaleko jeszcze jeden tunel pod torami, ale ten o zastosowaniu jedynie pieszym. Na jego ścianie jest ciekawy malunek. Nie wiem co chciał nim wyrazić autor - ale kabaczek zaraz woła - “To Hatifnaty!” Trochę podobne… tylko że Hatifnaty są przecież białe! Kabaczę na wszystko ma wytłumaczenie :”Bo one były białe, a potem wpadły do węgla!” No tak. Przed chwilą mijaliśmy dwóch panów, którzy ładowali łopatami do piwnicy węgiel zwałowany na chodnik. I oni też już biali nie byli ;)

Obrazek

Na początek rzuca się w oczy opuszczona kamienica. Ciekawe, że tabliczkę z adresem ma taką bardzo nową? Czy jak wieszali tabliczkę - to jeszcze była zamieszkana?

Obrazek

Z dzieciństwa też pamietam sporo opuszczonych kamienic... Ale była jedna wielka różnica - wtedy nikt im nie murował okien... Teraz to jakaś mania prześladowcza.. I pewnie jakby podliczyć - całkiem spora kasa... Bo pustaki czy zaprawa (z tego co wiem) raczej na drzewach nie rosną...

Obrazek

Rodzinnie przez chaszcz!

Obrazek

Wbijamy na kolorową klatkę schodową o pięknych poręczach i schodach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

O tam pójdę! Na sam dach!

Obrazek

Nie Majka, zostaw tą deskorolkę… Ona nie jest twoja… Tak, ten ktoś to napewno zauważy. Nie, nie biegamy tak szybko ;)))

Obrazek

Samotna kamieniczka wśród bujnych zarośli… Mam poczucie, że ona kiedyś miała tu doborowe towarzystwo… ale została sama na placu boju…

Obrazek

Obrazek

Chyba tylko połowa (albo nawet mniej?) lokali jest w niej zamieszkanych, reszta zamurowana…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdzie zniknęły oryginalne poręcze? Zaczęli rozbierać budynek zanim zniknęli ostani mieszkańcy? Złomiarze potajemnie wywieźli??? Bo te wszystkie porecze to jakby dosztukowane naprędce później... Nawet tak siedzą na "słowo honoru"..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W krainie zielonych chodników.

Obrazek

Tu inna kamieniczka… Też chyba nie zawsze stała taka sama...

Obrazek

Kamienice przytulone do zabudowań przemysłowych… No i plac, pusty plac, gdzie pod nogami chrzęści stara cegła.. Zawsze mam takie dziwne uczucie idąc taką “ścieżką” - bo mam poczucie, że idę po czyjejś historii i wspomnieniach…

Obrazek

Sporo kamienic ma świeżo otynkowane boczne ściany. Nie w tym jednym rejonie Bytomia to zauważyłam. Zwykle myślałam, że jak jest fundusz na remont tylko jednej ściany budynku - to zazwyczaj jest to fasada, a nie boczek? A może z boczku bardziej wieje i trzeba go docieplić?

Obrazek

Krajobraz ze śmietnikiem. Zrobiony celowo, bo bardzo lubię blaszane kontenery. Teraz coraz rzadziej spotykane i w imię ekologii zastępowane plastikiem…

Obrazek

A tutaj bardzo solidna kamienica, w dobrym stanie - i o przedziwnym kształcie!

Obrazek

Obrazek

Zaułek z czarnym oknem w tle… nr 1...

Obrazek

nr 2

Obrazek

Mury bezokienne.

Obrazek

A tu grupka ciekawych w kształcie kamienic - ze spadzistymi daszkami i drewnianymi balkonikami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sporo w okolicy można napotkać niekompletnych aut.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Auto w podobnym stanie żywotności jak drzewo, pod którym zacumowało...

Obrazek
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1708
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: Zaułkami Bytomia

Post autor: buba » 12 kwietnia 2020, 23:20

Ulica Siemianowicka jest bardzo ruchliwa - autobusy, auta, wszystko się gdzieś śpieszy i gna w obłędzie na złamanie karku.. Ściana kamienic tłumi hałas i tumult, wystarczy przejść przez bramę i nurkujemy w innym świecie - spokojnym, cichym i z lekka zapomnianym...

Jak zwykle kilka historyjek z bytomskich zaułków:

Raz mama podskubuje krzaczek, taki o ładnych puszystych kuleczkach - aby szczepkę zasadzić przy domku na wsi. Podchodzi facet o twarzy wytatuowanej w szkielet ryby i zagaja: “Uważajcie na nich” - tu wskazuje na stojący na ulicy nieopodal radiowóz i spluwa. Oni zawsze się czegoś czepiają. Uważajcie, bo się jeszcze przyj**bią i traficie do pierdla na 15 lat, ch… wie za co.. Tak jak ja. Miłe macie pyski, chciałem was ostrzec!”

Młody chłopak dosyć niepewnie podchodzi i zagaduje - “A wy skąd? przepraszam, że tak wprost zapytam?”. Mówimy, że stąd, z Bytomia. Rodzice mogą nawet dokument pokazać. Chłopakowi oczy się robią jak spodki. “Ja był pewien, że wy gdzieś zza granicy. Z jakiejś Austrii albo innej Australii! To na Miechowicach (dawno żech tam nie był) wszyscy się tak “niecodziennie” ubierają?”.
Zwłaszcza kabak w kaszkiecie w kratkę mu coś chyba nie grał ;)

Na każdej wycieczce przychodzi taki moment, o jakim rzadko się pisze w relacjach. Taki moment, że zachce się siku. Zwykle zwiedzając miasta to jest masakra, ale akurat Bytom (a zwłaszcza jego obrzeża) jest bardzo dogodny od tej strony. Spora ilość nieużytków, zagajników, zarośniętych chaszczem ruin ułatwia takie akcje. I tak jest tym razem. Sunę w stronę szumiących na wietrze brzóz, których pnie przysłania już nieco podeschły wrotycz. Badyle po szyje! Ale chyba się nie uda.. Z zarośli słychać muzykę… Znaczy ktoś tam jest! Ludzi jednak nie widać, a źródło dźwięków zdaje się być bardzo blisko. Porzucam plan kibelkowy, ale idę tam zapuścić żurawia, bo coś mi nie pasuje... Wśród łanów wrotyczu jest niewielka, wydeptana polanka. Na jej środku stoi radyjko. I gra.. Takie dość wiekowe pudełko, gdzieś 10 na 20 cm. Do niego kablem podpięty jest mały głośniczek. W powietrzu czuć perfumy. I fajki. Na ziemi leżą wypluwki słonecznika. Na bryle pokruszonego betonu stoją 3 butelki Żubra. Jedna pusta, przewrócona, a dwie pełne jakiegoś płynu w ⅓. Mam wrażenie, że wtargnęłam w środek imprezy. Tylko ludzi nie ma.. Wyparowali? Domysł był taki, że coś biesiadników odwołało? Pobiegli gdzieś i zaraz wrócą? Na pobliskim podwórku spędziliśmy jeszcze z 20 minut. Nikt nie szedł we wrotycz… Zajrzałam tam jeszcze godzinę później. Bez zmian.. tzn. radyjko przestało grać, ale nadal leżało w tym samym miejscu..
P.S. Nie użyłam tych zarośli na kibelek. Jakoś nie przywykłam wykonywać takich czynności przy ludziach. To chyba tak niegrzecznie.. Nawet jak są niewidzialni ;) Znalazłam inne krzaki ;)

Na jednym z podwórek stoi rozmontowany samochód. Wygląda na to, że chyba trafił tu nie do końca legalnie. Słyszę rozmowę zza uchylonego okna. “Mietek, k… ktoś foci auto… Te zdjęcia nie mogą wypłynąć! Lecimy do niej? Kto to jest? Kto ją przysłał? Może z policji? Albo z gazety? K… już po nas!” Spokojny głos Mietka: “Nie rób wiochy! Zdjąłem blachy, nie ma też już żadnych numerów. Zostaw ich. To jakieś jebnięte artysty. Mówię ci - oni to potem będą malować albo napiszą wiersz. Ja się znam na ludziach..”

(niestety zdjęcia były robione pod słońce i wyszły tak niesamowicie "artystycznie" prześwietlone, że żadne się nie nadaje aby je umieścić w relacji... Cóż... Będziemy kiedyś musieli podjąć się ich namalowania! ;) Nie ma wyjścia! :D


Wydawałoby się, że jest tu mur - a za nim kamienica.

Obrazek

A tu ci niespodzianka! Jeszcze jedna, mniejsza kamieniczka się tam ukrywała!

Obrazek

Ekipa zwiedzaczy podwórkowych - w komplecie! :)

Obrazek

Klatka schodowa i malunek z rolki! W blokach też kiedyś tak malowali, ale potem przestali…

Obrazek

Solidna brama! Teraz chyba prowadzi do ogródka, a dawniej do klubu “Joker”!

Obrazek

Obrazek

Maszyna… Nie mam najmniejszego pojęcia do czego mogła służyć… Jedynie z maglem mi się nieco kojarzy…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ściana częściowo pobielona…

Obrazek

Nie wiem czy autoserwis działa, ale telefon już na bank nieaktualny..

Obrazek

Obrazek

Ten chyba wciąż czeka na swoją kolej ;)

Obrazek

Tapeciarza również nie znaleźliśmy…

Obrazek

Po lewej naturalny skalniaczek.

Obrazek

A na prawo jakiś solidny hangar!

Obrazek

Podwórze jakieś takie za przestronne… Cosik tu kiedyś stało...

Obrazek

Obrazek

Bujny krzak śnieguliczek! Jako dziecko zawsze zrywałam owoce i rozdeptywałam. Fajnie trzaskały. Już dawno tych krzaków nie spotkałam. U nas na osiedlu wszystkie wycieli... Jest więc okazja pokazać kabakowi jak śnieguliczka robi bach bach!!

Obrazek

Drzwi na podwórko ktoś zabił dechami???

Obrazek

Ładna posadzka!

Obrazek

Brama była otwarta. Acz zapewne jakby była zamknięta - to też by nas to nie powstrzymało! ;)

Obrazek

I znów wędrujemy na górę schodami. Ta klatka jest wyjątkowo wąska i ciemna. Na zdjęciach tego nie widać bo oświetlona fleszem. Ze schodami chyba nie wszystko w porządku bo podparte drewnianymi belami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A na tym podwórku wszystko jest jakieś półkoliste!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek do mojej relacji: “Krajobraz z rurą”: https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... w-tle.html
Raczej z rynną - ale rynna to chyba też rodzaj rury? ;)

Obrazek

Dwa białe auta i dwie eksploratorki miejskich zaułków :)

Obrazek

Chyba ktoś na lekkim haju ta kamienice budował ;)

Obrazek

Kolorowe desenie..

Obrazek

Obrazek

Te drzwi z prawej się leciutko otworzyły. Wyjrzała z nich głowa kota. Popatrzyła na nas, po czym się schowała. I drzwi się zamknęły.. Wersja nr 1 - kot potrafi obsługiwać okragłą klamkę. Wersja nr 2 - “weź no Mruczek sprawdź co za nieproszone goście tu łażą. Wersja nr 3 - głowa kota była sztuczna, a w środku była kamera. Wersja nr 4 - ???? ;)

Obrazek

Nie wiem jak reszta kamienicy, ale ta brama wygląda jakby się miała niebawem zawalić!

Obrazek

Zielony zaułek...

Obrazek

Inne zakątki pełne kwiatków i pnączy!

Obrazek

Obrazek

A tu wielkie podwórko otoczone częściowo murem, częściowo kamienicami. Pośrodku trzy rzędy komórek.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ktoś się uniezależnił od klatki schodowej.

Obrazek

Drzwi do komórek opowiadają różne historie… Tu ślady po gołębiach, tu zamki tak pancerne, jakby trzymano tam co najmniej bursztynową komnatę, tu wyraz sympatii piłkarskich, tu znów kartka z jakąś odezwą czy informacją, która padła ofiarą deszczy i słońca… i już na zawsze pozostanie tajemnicą…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Solidny hydrant.. Pewnie niejedne złomiarz się ślini na jego widok!

Obrazek

Tabliczka z dawnych lat.. Inne czasy, inny Rozbark...

Obrazek

Zbiera się na burze....

Obrazek
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1708
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: Zaułkami Bytomia

Post autor: buba » 19 kwietnia 2020, 14:24

Jest w Bytomiu taka dzielnica co się zwie Łagiewniki. Jakoś tak się złożyło, że nigdy tam nie byłam, nawet przejazdem. Szczerze mówiąc to niewiele o niej słyszałam. Moja biała plama na bytomskiej mapie… Do dzisiaj! Bo dzisiaj właśnie suniemy ku Łagiewnikom. Uderzamy w te strony z Karoliną, jej dzielnym autkiem, które świetnie się maskuje we wszelakich zapomnianych zaułkach niezależnie od sławy, jaka je otacza.

Na sam początek zaglądamy na cmentarz. Ale nie taki zwykły cmentarz tylko taki… leśny. Nie chowano tu bogatych i wpływowych obywateli, którzy by prześcigali się kto ma wypaśniejszy grobowiec i nawet zza światów chcieli, aby sąsiad z parceli obok pokichał się z zazdrości… Nie, nie te klimaty.. Grzebano tu niegdyś ofiary epidemii cholery czy tyfusu, biedaków albo znalezione gdzieś przypadkiem i niezidentyfikowane ciała, za których pochówek nikt nie chciał sypnąć monetą. Trafili tu też zmarli jeńcy pracujący w kopalni “Łagiewniki”. Ot taka zbieranina gdzieś z peryferii społeczeństwa, których nawet po śmierci nie chcieli widzieć w reprezentacyjnych częściach miasta. Dziś spoczywają sobie w zapomnieniu wśród buszu zieloności. Takiego buszu, że ja kurcze nie wiem czy w ogóle znajdziemy to miejsce???

Obrazek

W końcu się udaje je odszukać. Nagrobek zachowany z napisami jest tylko jeden.

Obrazek

Namierzamy też dwa inne, ale już bez śladu liter do odczytania.

Obrazek

Obrazek

Obok jest też cmentarz wojenny.

Obrazek

No a potem suniemy dalej i wjeżdżamy między łagiewnickie familoki. Porzucamy auto i zaczynamy piesze zwiedzanie gdzieś w rejonie ulicy Cyryla i Metodego. Tyle wiem. Potem to mi sie już jak zwykle pokiełbasi gdzie jestem. Nie mam zbyt dobrej orientacji w miejskiej dżungli ;) Raczej łażę jak dziecko we mgle, po trzeciej przecznicy już kompletnie nie wiedząc, gdzie zawędrowałam. Zwłaszcza na takich chaotycznych wycieczkach, gdzie człowiek biegnie w stronę losowo wybranej bramy, która go zauroczyła, a w czasie biegu nagle zakręca w stronę przeciwną - bo coś innego przykuło uwagę akurat bardziej. Więc z góry przepraszam za brak dokładniejszych informacji i namiarów na sfotografowane obiekty. Po prostu tyle zostało w pamięci - że gdzieś w Łagiewnikach ;)

Nie lubię zamkniętych bram. Wkurzają mnie i gdy na nie trafiam mam ochotę zawyć jak ranny wilk. Ale ta - i w swoim zamknięciu daję radę. Ładne rzeźbienia. Jej jednej wybaczam, że nie ustępuje pod naporem na klamkę.

Obrazek

Obrazek

A ta brama to ma jakiś dziwny kształt! Strasznie wąska i do tego wysoka!

Obrazek

Obrazek

A to wielka miłość Karoliny - strzałki LSR (LuftSchutzRäume). Są to strzałki wskazujące drogę do schronów. Ile ona już tego znalazła! Coś niesamowitego! Dużo strzałek TUTAJ: http://www.straznicyczasu.pl/viewtopic.php?f=351&t=1943
Wcześniej to ja w ogóle nie wiedziałam, że takie coś istnieje!

Obrazek

Obrazek

Włócząc się uliczkami, często jesteśmy pod czujnym okiem okiennych babuszek. Takich co to podparte na poduszce działają dużo sprawniej i bardziej konsekwentnie niż jakikolwiek miejski monitoring ;) Ale tu nie babuszka nas obserwuje. To okno należy do ośmiu łap!

Obrazek

Taki jakiś dziwny budyneczek. Niski, bez okien… pancerne drzwi… Ki czort?? Cegła łączona z żółtym nieregularnym kamieniem…

Obrazek

A tu doklejona, wisząca weranda!

Obrazek

Niby jedna, ciągła ściana kamienicy, a jakaś taka kanciasto nieregularna!

Obrazek

Bujny, zielony ogródek. Widać ktoś go bardzo lubi i wkłada w niego kupę pracy i serca! Miło się patrzy na takie miejsca! (mimo że pod słońce, zmuszające do maksymalnego mrużenia oczu - a i aparat się poddał ;)

Obrazek

Obrazek

Sympatyczny ozdobnik napotkany gdziesik na elewacji.

Obrazek

Od zewnątrz niby taki zwykły rząd budynków.. Nic nie przykuwa większej uwagi…

Obrazek

Obrazek

Natomiast od podwórka.. rzucają się w oczy niesamowite balkony! Jak doklejone do kamienicy kolorowe, drewniane pudełka! Pierwszy raz chyba widzę taka kamienicę. Ten rodzaj balkoników raczej kojarzy mi się z blokami z wielkiej płyty! Pozornie to wszystko tutaj wydaje się zadbane i w dobrym stanie. Jednak pogawędka z kilkoma miejscowymi osobami wyprowadza nas z błędu… Wszystko się sypie… Stąd prowizoryczne osłony wejść do klatek schodowych, stąd siatki pod dachem, aby na balkony nie leciał grad kamyków… Ponoć klasyka - szkody górnicze… Nic nie poradzisz na “teren czynny sejsmicznie” - siła wyższa…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wnętrza klatek prezentują się miło - wycinane schody, stare tabliczki znamionowe a i nowe kolorowe obrazki ścienne tworzą przytulny wygląd!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest i w rejonie krzyż pokutny!

Obrazek

Na jednym z podwórek suszy się coś dziwnego. Takie długie, szmaciane, wypchane czymś rury…

Obrazek

Niewielki sklepik meblowy zabity na głucho…

Obrazek

Krajobraz z tygryskiem…

Obrazek

Krajobraz z torowiskiem...

Obrazek

Obrazek

Czerwone schody - nieczęsty widok!

Obrazek

Gdzieś w kolejnych bramach…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tu największą uwagę przykuwa deseń tej górnej rury. Czemu toto takie powyginane?

Obrazek

Boczna, pylista uliczka…

Obrazek

Cudny zielony zakątek! Widać, że mieszka tu jakaś bratnia dusza kochająca rośliny!

Obrazek

Na początku myślałam, że ta rura - to rynna… Ale ona wchodzi w mur - i znika…

Obrazek

Chyba resztki jakiegoś starego napisu.

Obrazek

Zakątek biesiadny w cieniu rozłożystych drzew..

Obrazek

Jedno z bardzo przestronnych wewnętrznych podwórek..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wychowana na blokowisku raczej przywykłam, że garaże występują stadami - tu rozrzucone są one bezładnie, w miejscach losowych. I każdy jest inny - rozmaitość formy cieszy oko!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie wiem czy zakład wciąż działa… ale tabliczka chyba taka z dawnych lat się zachowała…

Obrazek

W krainie ceglanych murów… Kamienice płynnie przechodzą w ogrodzenia!

Obrazek

Obrazek

W kilku miejscach można wypatrzeć malwy!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Co to za sztaby przy podłodze? Po co one? W tej jednej bramie są takowe…

Obrazek

Obrazek

Tak to mija nam dzień... Snujemy się tu i tam... Wędrujemy sobie uliczkami… a raczej kręcimy się jak g… w przerębli ;) Miejscowi więc często przyglądają się nam badawczo, wzrokiem jakim się mierzy osoby niespełna rozumu ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1708
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: Zaułkami Bytomia

Post autor: buba » 21 kwietnia 2020, 18:02

W ciągu minionego roku odwiedziliśmy kilkadziesiąt bytomskich bram, klatek schodowych i podwórek. Niektóre zapadły w pamięć - z racji na swoją oryginalność, spotkane tam osoby czy śmieszne sytuacje. Inne utonęły gdzieś w zaułkach pamięci, pomieszały się z pozostałymi ze względu na swoja powtarzalność czy nijakość. Bramy prezentowały różny stopień odrapania, odnowienia czy opuszczenia. W jednych pachniało kapuśniakiem, w innych intensywną konwalią, rybą albo kiblem. W jednych miałam ochotę zostać dłużej i wręcz przysiąść na schodach z kanapką, w innych - potrzeba dłuższego przebywania była dużo bardziej ograniczona. Ale była tylko jedna brama, na wspomnienie której dostaję gęsiej skórki, a na plecach pojawiają się zimne kropelki potu… Nie wiem czy jej zdjęcia są w stanie oddać wrażenie? Zapewne nie… Bo upiorność gromadzącej się tam atmosfery była składową wielu czynników - dźwięków, zapachów, światła, stojącego powietrza, jak również “scenek rodzajowych” odbywających się prawie pod moimi nogami. A przede wszystkim tego, że cała atmosfera tego miejsca była zupełnie niespodziewana, wlazłam tam oczekując kolejnej bramy takiej jak wszystkie… No a tak nie było.. No ale może po kolei…

Wracaliśmy właśnie z wycieczki w rejon ulicy Mickiewicza. Było późne, marcowe popołudnie, słońce się już dawno schowało za linie kamienic, a z każdego zaułka zawiewało chłodem. Powietrze na ulicy było rześkie i jak na miasto dosyć czyste i orzeźwiające. Nie planowaliśmy już zwiedzania, a raczej szybką teleportację na dworzec autobusowy i powrót do domu. Przecieliśmy ulice Piłsudskiego, której ruchliwość i ogólna atmosfera centrum miasta zdaje się zupełnie nie wiać tajemniczością. Zawinięci mocno w kołnierze kurtek skręciliśmy w boczna ulice prowadzącą w stronę rynku. Mijaliśmy właśnie jedną z (na pozór) zwyczajnych kamienic - gdy zwróciła naszą uwagę otwarta krata prowadząca w ciemną otchłań bramy. Pierwsza myśl, która się pojawiła to “zajrzeć”. Bo otwarta krata = jesteś dzieckiem szczęścia - bo zapewne innym razem krata będzie zamknięta. W takich momentach trzeba łapać chwile - i jak to mówią: kuć żelazo póki gorące. Kamienica z zewnątrz wydaje się być porządna, choć późniejsze przyjrzenie się jedynemu zdjęciu “od ulicy” sugeruje, że większość lokali jest jednak już opuszczona.

Obrazek

Sam “przepust” bramy jest maksymalnie ciemny. Zdjęcie zrobione z błyskiem, więc wygląda zupełnie inaczej niż to co wtedy widziałam. Powietrze nagle robi się jakieś inne - nieruchome, ciepłe i jakby gęste.. I troche przesycone zapachem padliny...

Obrazek

Zwykle każda z takich bram kończy się “światełkiem w tunelu”, bo widać na jej końcu jasność podwórka. Tu dalej też jest ciemno.. Bo wchodzimy w podwórko o tak małej podstawie, że chyba o żadnej porze dnia nie docierają tu promienie słońca. Po prostu czarna studnia! Na ziemi nie ma prawie ździebełka trawy - tylko gruz, śmieci i klepisko. Zadzierając głowę wysoko, gdzieś tam majaczy niebo, ale jakoś dziwnym trafem akurat teraz napłynęły na nie ciemne, skłębione chmury.

Obrazek

Czy ktoś tu jeszcze mieszka? Część okien zapchana jest dyktą lub rozbita, ale niektóre są jakby całkiem nowe. W jednym z okien pali się przyćmione światło, więc na pewno ktoś tam teraz jest…

Obrazek

Nie jest to podwórko zachęcające do dłuższego przebywania. Wrażenie klaustrofobii jest tu przytłaczające. Zupełnie jakby te czarne ściany miały się zawalić na głowę, im dłużej patrzysz w górę - to jakby to wszystko się zwężało w oczach! Jakby zaraz miało się zamknąć gdzieś tam u góry, jakby te mury rosły, a przestrzeń stopniowo ciemniała... Teraz też, dużo intensywniej niż wcześniej, dolatuje mnie zapach.. Początkowo łącze go z niewywiezionymi śmieciami, ale zalatuje nie ze śmietnika a z klatki schodowej! Zaglądam.. Przy schodach leży martwy kot.. Jego stan sugeruje, że albo został zagryziony albo coś go zaczęło zjadać później… No i chyba leży tutaj już dosyć długo…

Wspinam się po schodach… zapach padliny powoli ustępuje na rzecz aromatu spalenizny, moczu i przetrawionego alkoholu.

Obrazek

Mdłe światełko wyłania wielobarwne liszaje zacieków na ścianie. Każdy krok po schodach odbija się jakby echem gdzieś w oddali... jakby schody skrzypiały, ale nie pod stopą, tylko dwa piętra wyżej...

Obrazek

Nagle słyszę tupanie i jakiś tumult kilka metrów od siebie. Automatycznie łapa zaciska mi się na buteleczce z gazem, którą w takich momentach zawsze mam w podręcznej kieszeni. Szkoda, że złapałam za gaz a nie za aparat… Kilka metrów przede mną schody przecina kilka szczurów - wielkich i tłustych jak koty! Przypominam sobie kota z parteru.. Nie ma wątpliwości kto rządzi w tej bramie! Takich szczurów gigantów to jeszcze nigdy nie widziałam. Jeden z nich przystaje i rzuca mi spojrzenie, tak mądre, że robi mi się z lekka zimno. Te czarne oczy ma jakieś takie.. ludzkie. Jakby zaraz miał coś powiedzieć...Na szczęście chyba nie wyglądam jak apetyczny posiłek. Szczur prycha z odrazą, otrząsa się i biegnie za swoimi towarzyszami. Między schodami a murem jest spora szczelina, wszystkie gęsiego tam nurkują, tylko majtające ogony przecinają powietrze...

Obrazek

Zza jednych z drzwi słychać jakby dźwięki pozytywki. Takie jak to były dawniej grające kartki urodzinowe. Jakaś prosta, skoczna melodia, wygrywana na zabawkowym pianinku o dziesięciu przyciskach... Przez szczeliny między drzwiami a futryną wydobywa się też jakby mgła? Jakby kurz? Tak jakby ktoś trzepał starą kanapę w ostrych promieniach słońca? Piętro wyżej słyszę pisk. Ktoś stanął szczurowi na ogon? Po pisku następuje jakby charczenie i skrzyp schodów, a ścianie przede mną miga cień... I nie jest to cień szczura...

Na tym etapie postanawiam zakończyć zwiedzanie tej klatki schodowej i bramy. Przypomniałam sobie, że przecież się spieszymy na autobus! ;)

Obrazek

Obrazek
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1708
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: Zaułkami Bytomia

Post autor: buba » 27 kwietnia 2020, 18:42

Kiedyś, bardzo dawno temu, chyba byłam jeszcze w podstawówce, jechaliśmy ulicą Szyby Rycerskie. Juz kompletnie nie pamiętam dokąd i w jakim celu. Zostało w pamięci jedynie poczucie dzikości, pustki i tajemniczości. Wokół było dużo ruin, zarośli i pustych terenów poprzemysłowych. W połączeniu z nietypową nazwą ulicy wspomnienie tego miejsca pozostało jakieś takie niesamowite i intrygujące. Jakoś przez długie lata nie było okazji, aby tam wrócić i zweryfikować to pierwsze wrażenie sprzed lat...

Wracając z Łagiewnik i jadąc ku Kolonii Zgorzelec, zawijamy w rejon dawnej Huty Zygmunt. Huta od prawie 20 lat już nie działa. Pozostały jedynie pojedyncze budynki...

Obecnie nie znaleźliśmy już nawet tego napisu… Zdjęcie z googlemaps z 2018 roku..

Obrazek

Choć wszystko wskazuje na to, że ów napis powinien się znajdować między tymi budynkami ze zdjęć poniżej.

Obrazek

Obrazek

Ten budynek zdaje się być jeszcze do czegoś używany…

Obrazek

A ten zdecydowanie mniej… Od zawsze bardzo żałuję, że nie opanowałam umiejętności wspinaczki po murze.. Chętnie by się zajrzało do jednego czy drugiego okienka, które jest tak zachęcająco otwarte…

Obrazek

Ceglany budynek mocno porasta juz nie tyle trawą co krzewami.. Ale brama wygląda na całkiem nową...

Obrazek

Dzielna samochodzina zwana “Archimedesem” nas tu przywiozła! Nieprawdaż, że on się wszędzie super maskuje? Na jakimkolwiek wygwizdowie by go nie postawić - to wygląda jakby tam stał od zawsze i był wkomponowany w otaczający krajobraz!

Obrazek

Wpadamy tu tylko na chwilkę - 15 minut to zdecydowanie za mało na zwiedzenie takiego miejsca i poczucie jego klimatu… Cóż… trzeba będzie wrócić i coś więcej pomyszkować po okolicznych zaroślach… np. taka droga idąca gdzieś w dal wydaje się być dosyć rokująca.. jakieś nietypowe słupy zdobią jej pobocza!

Obrazek

Zatrzymujemy się też na chwileczkę przy ceglanych budynkach przy ulicy Szyby Rycerskie. Droga wzdłuż kamienic jest zrobiona z mojej ulubionej trylinki! Jakoś jest taka reguła - jeśli gdzieś jest droga wykładana trylinką to jest to klimatyczne miejsce. 99.9% sprawdzalności!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ciekawe okablowanie domu! Istna pajęczyna!

Obrazek

A na rogu świeżutka cegiełka! Pewnie ta ciemna też tak wyglądała w czasach swej młodości. Ciekawe co wygryzło dom tak akurat na samym rogu? A może coś w niego wjechało? Bo te dwa nowe słupki dają do myślenia! ;)

Obrazek

A tu owe domy od podwórka. Nie było już czasu zajrzeć ani do bram, ani za komórki, ani w okoliczne zarośla… Może kiedyś jeszcze tu mnie przywieje i pozwoli kontynuować tą relacje, która jest tylko migawką w przelocie...

Obrazek

Obrazek
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1708
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: Zaułkami Bytomia

Post autor: buba » 01 maja 2020, 15:21

Bytomska Kolonia Zgorzelec jest położona na totalnym odludziu. Powstała w początkach XX wieku dla pracowników pobliskiej huty Hubertus (po wojnie nazwanej hutą Zygmunt). To 34 niewielkie, ceglane, podobne do siebie familoki. Osiedle otaczają lasy, dolina Bytomki, stawy i tereny poprzemysłowe. Nawet zdjęcie satelitarne pokazuje jak odosobnione (jak na miasto) jest to miejsce.

Obrazek

Na terenie osiedla nie widzieliśmy żadnego sklepiku - i szczerze mówiąc nie wiem dokąd podążają mieszkańcy w celu zakupów - czy na Godule, Szombierki czy Chropaczów? Chyba, że nikt nie chodzi piechotą?

Wrażenie odosobnienia potęguje fakt, że włócząc się pomiędzy zabudowaniami chyba z pół godziny - nie spotkaliśmy żywej duszy. Było pochmurne letnie popołudnie i chyba w obawie przed nadchodzącym deszczem wszyscy schowali się w domach? A szkoda, bo miło by było pogadać z kimś miejscowym o tym ciekawym i sympatycznym osiedlu!

Obecnie nie wszystkie budynki są zamieszkałe. Całkiem sporo z nich ma napisy “zakaz wstępu” czy “wyłączone z użytku”. Do żadnego z pustych domów nie udaje się nam wejść (a nawet zajrzeć przez okno) - bo okna i drzwi są bardzo skutecznie i skrupulatnie pozamurowywane. Ponoć opuszczone domy mają być wyremontowane i przeznaczone na nowe mieszkania do zasiedlenia. Kiedyś w przeszłości był już taki plan - chciano tu zrobić dzielnicę dla artystów, ale coś, nie wiedzieć czemu, nie wypaliło. Nie wiem czy zabrakło funduszy, czy może artystów, którzy by się chcieli tu osiedlić i realizować założony plan?

A tu poniżej to budynek dawnej piekarni i pralni - tyle znalazłam w internecie. (zwiedzając to miejsce myślałam, że to raczej kaplica? albo młyn! ;) ) Ponoć jest plan przerobienia tego budynku na świetlicę. Szkoda, że nie było możliwości zobaczyć jego wnętrz. Ciekawe czy gdzieś są dostępne chociaż zdjęcia?

Obrazek

Trzy wejścia do kanałów? Albo innych schronów? I tak zaraz koło siebie??

Obrazek

Tego brakuje na większości osiedli! Miejsce, gdzie można autku zajrzeć pod brzuszek! Kiedyś wszędzie takie bywały, a teraz poznikały jak sen… I czołgaj się po chodniku jak dureń, mordą po asfalcie…

Obrazek

Słyszałam, że niektóre babeczki dobierają kolorystycznie buty do torebki. A może inne osoby dobierają auto do ram okiennych? ;) Nieprawdaż, że się ładnie komponuje?

Obrazek

Jakiś zapalony miłośnik motoryzacji tu działa w rejonie!

Obrazek

Obrazek

Ślady generalnego remontu w jednym z familoków.

Obrazek

Obrazek

Są i domy wydmuszki, zasiedlone tylko przez ptactwo… Mają teraz one wyraj na tych strychach! Nikt ich nie niepokoi!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tu dla odmiany nie mur a dykta chroni wnętrza przed wzrokiem niepożądanych eksploratorów…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I chyba złomiarze się do ankrów dobrali?…. :(

Obrazek

Obrazek

Słyszałam kiedyś teorie, że okna na czerwono malowali górnicy, a na zielono hutnicy. A kto malował w kropeczki? Może artyści? W końcu takowi mieli się tu osiedlać? :)

Obrazek

To jest chyba rondo! Albo po prostu klomb?

Obrazek

Dużo tu ukwieconych, miłych ogródków!

Obrazek

Obrazek

Kolorowe życie w cieniu ruin…

Obrazek

Chyba będą kwietniki! Sprawa widać w toku!

Obrazek

Obrazek

Przydomowy zestaw wypoczynkowy.

Obrazek

I poddrzewny...

Obrazek

Wypoczynko - grillowo - ogniskowy.

Obrazek

Nie wiem czemu - ale strasznie lubię wszelakie fotele i kanapy w terenie - TUTAJ relacja z takowych miejsc nie tylko w Bytomiu.
https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... renie.html

Zaułek biwakowy.

Obrazek

Bytomska riwiera.

Obrazek

A tu to pełen wypas! Altanka, huśtawki nadrzewne i cały zakątek biesiadny w tle! Niezmiernie cieszy oko takie miłe zagospodarowanie terenu!

Obrazek

Pachniało to nieco jak kolejowe podkłady! Takim aromatem karbolu czy jak się tam ten impregnat nazywał? Czyżby więc była tu gdzieś nieopodal jakaś linia kolejowa, która właśnie definitywnie zakończyła swój żywot?

Obrazek
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1708
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: Zaułkami Bytomia

Post autor: buba » 08 maja 2020, 17:18

O “Szybie Południowym” dowiedziałam się dopiero kilka lat temu - i to z internetu. Jak to możliwe? Mieszkać w Miechowicach prawie 20 lat - i nigdy, przenigdy, nic o tym miejscu nie usłyszeć? Ani w szkole, ani na podwórku, ani od sąsiadów czy znajomych? Żadnego odległego echa, legendy czy opowiastki przy ognisku… Nic... Przedziwne...

Pamiętam, jak za czasów podstawówki czy liceum oglądałam różne filmy czy czytałam opowiadania o podziemiach pod Książem, tunelach koło Wałbrzycha czy innych sztolniach gdzieś w zachodniej Polsce, rozważając jaki to ten Dolny Śląsk tajemniczy i nafaszerowany legendami. I ani by mi do głowy wtedy nie wpadło, że jedną z takich historii mam na wyciągnięcie ręki - kilka kilometrów od domu...

Szyb Południowy kopalni Miechowice to jedno z bardziej tajemniczych i owianych legendami miejsc w Bytomiu. Wybudowano go w początkach XX wieku, a już w latach trzydziestych został on wyłączony z użytku - ponoć z racji na wybrane zapasy węgla w okolicy i nieopłacalność jego utrzymywania. Szyb ów jest położony na uboczu, na peryferiach kopalni i nie miał żadnego wpływu na wydobycie w pozostałej części. Przypomniano sobie o nim w roku 1944. Wycofujący się z Górnego Śląska hitlerowcy rozpoczęli rekonstrukcje szybu, acz cała akcja była utrzymywana w wielkiej tajemnicy i wykonywały ją ekipy spoza Śląska. Kilka miesięcy później widziano w okolicy kursujące ciężarówki z jakimś ładunkiem w skrzyniach, a odnowiony szyb został niebawem wysadzony w powietrze. Dziwnym trafem jednocześnie zniknęli też jeńcy z przykopalnianego obozu pracy. Co woziły ciężarówki i czy rzeczywiście to coś trafiło w czeluście szybu? Sprawa obrosła w legendy, jak to zazwyczaj bywa w takich sytuacjach. Snute są opowieści o dokumentach gestapo zawierających namiary na ich tajnych agentów, dziełach sztuki wywożonych wgłąb Rzeszy w czasie ucieczki przed Armią Czerwoną, kosztownościach czy tajemniczych wynalazkach. Jedna z hipotez zakładała też użycie szybu jako wielkiego cmentarza, gdzie wrzucono ciała jeńców i robotników przymusowych, którzy “widzieli za dużo”. Miejscem ukrycia “tego czegoś” miał być najprawdopodobniej chodnik na poziomie 370 m.

Za PRLu sprawą zajmowala sie komisja badająca zbrodnie hitlerowskie. Jednak z nieznanych przyczyn nigdy nie udało się dotrzeć do owego chodnika, mimo że można to było łatwo zrobić z okolicznych, podówczas działających kopalń. Zawsze pojawiały się jakieś przeszkody natury biurokratycznej. Krążyły też przypuszczenia, że w szybie mogły się znaleźć ofiary nie tylko hitlerowskich zbrodni, ale również radzieckich, jako że kilkuset mieszkańców Miechowic zostało zamordowanych przy okazji “wyzwalania”.

Całkiem niedawno, bo około roku 2013, temat wrócił. Zaczął węszyć katowicki IPN szukając śladów podejrzewanego tutaj ludobójstwa. Był pomysł i plan obecnych prywatnych właścicieli dawnej zabrzańskiej kopalni “Pstrowski” na dotarcie do chodników na “tamtym poziomie”. Ponoć były podejmowane próby przekopania się i z dołu, i dotarcia z góry. Ale dalej sprawa się rozmywa. Jakieś konkretne prace były prowadzone, ponoć bardzo zmieniła się wentylacja w okolicach szybu, tworzyły się wokół podejrzane wiatry i wiry. Czy było to związane z przebiciem się do tego właśnie chodnika? Oficjalna wersja głosi, że się nie udało tam dotrzeć - ze względu na zły stan kopalni, zbyt duże koszty i niebezpieczeństwo. Tajemnica więc póki co jest nierozwiązana - lub jej rozwiązanie nie zostało szeroko upowszechnione ;) A działania sprzed kilku lat - dołączyły do listy niewyjaśnionych zagadek...

Szyb był również badany po wojnie przez radiestetów, którzy twierdzili, że jest tam ukryte złoto. Były też współczesne badania za pomocą wysłanej tam kamery. Kamera powiedziała, że nic tam nie ma, żadnych skrzyń ani nic innego, co by potwierdzało legendy sprzed lat.

Wybieramy się tam minionego lata z Karoliną i Klamerką. Wyboista droga pełna kałuż prowadzi z zabrzańskiego Osiedla Młodego Górnika w las… Zagajniki gęstnieją, a w powietrzu czuć zapach postindustrialnej przeszłości. Gdzieś tu, pośrodku niczego, przekraczamy granicę Zabrza i Bytomia. Gdzieś tu trzeba porzucić auto i wbijać w gęste krzaki.

Obecnie szyb jest dosyć trudno znaleźć. Wśród gęstego lasu wystaje tylko betonowy “czop” zamykający wlot do podziemi, który w letnią część roku ledwo co przeziera gdzieś spomiędzy pokrzyw i innych zarośli.

Obrazek

Obrazek

Przez szczeline widać wnętrze z wielką dziurą.

Obrazek

Do budynku podszybia da radę wejść każdy - tzn. o ile się nie boi ciemności i że sie pobrudzi. Zjeżdżamy na zadkach po pochyłości.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Do szybu nie schodzimy - brak umiejętności, sprzętu a przede wszystkim odwagi. Włazi się zapewne gdzieś tędy..

Obrazek

Obrazek

Ja to głównie przyszłam sobie tu posiedzieć na kanapie i popatrzeć na ścienną mapę świata :) Wiedziałam, że to tu znajdę! (jeśli to czytasz - to pozdrawiam! :) ) Kanapa niestety już trochę nasiąkła wilgotnym oddechem podziemi, więc nie bardzo dało się usiąść normalnie...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ciekawy opis jednej z eksploracji szybu przez prawdziwych koneserów gatunku znajduje sie pod linkiem: http://eksploratorzy.com.pl/viewtopic.php?f=21&t=4211
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
ODPOWIEDZ