13-15.07 - Na frydlandzkich blankach (Góry Izerskie)

Relacje z górskich wypraw i innych wyjazdów oraz imprez forumowiczów. Ten dział jest przeznaczony dla osób, które chcą opisać swoje relacje i/lub pokazać zdjęcia ze spotkań nie będących Klubowym Zjazdem lub Górską Wycieczką Klubową.

Moderatorzy: HalinkaŚ, Moderatorzy

Awatar użytkownika
Pudelek
Turysta
Turysta
Posty: 2918
Rejestracja: 23 czerwca 2008, 17:43

13-15.07 - Na frydlandzkich blankach (Góry Izerskie)

Post autor: Pudelek » 26 lipca 2012, 21:13

Czeskich gór nigdy nie za wiele, więc po trójstyku przyszła kolej na czeską część Gór Izerskich.

W piątek wieczorem, po pewnych perypetiach drogowych, przyjeżdżamy do naszej bazy, jaką jest miasteczko (a właściwie miasto) Hejnice (Haindorf) przycupnięte u stóp Izerów. Miejscowość jest malownicza, pełno tutaj starych sudeckich domów, a najbardziej znanym zabytkiem jest bazylika mniejsza oraz dawny klasztor franciszkanów.

Obrazek

Na ulicach jest jednak dziwnie pusto jak na piątek wieczór, większość przemykających stanowią śniadzi młodzieńcy wraz ze swoimi partnerkami. Na szczęście posilić się i zjeść można :)

Śpimy na kempingu nad rzeczką Smědą, który charakteryzuje się nieproporcjonalnie wielką liczbą psów tam nocujących. Jakieś 70% ludzi ma psa, najczęściej o postawie szczura i takiej odwadze ;) Nad kempingiem króluje główny cel jutrzejszej wyprawy - formacja skalna Frýdlantské cimbuří (Friedlander Zinne), czyli frydlandzkie blanki, bo podobno są podobne do murów zamku we Frydlandzie. Ten ostatni tylko widziałem z daleka, więc nie porównuję :)

Obrazek

W nocy trochę pada, ale w sobotę pogoda jest doskonała - słońce, ale nie upalnie. Trasa na dziś jest stosunkowo krótka, lekka i przyjemna, żadnego pędzenia, żadnego zasuwania i bicia rekordów.

Najpierw idziemy przez wioskę, mijając kolejne przydrożne krzyże i pojedyncze gospodarstwa, później wchodzimy w las i szlak biegnie wzdłuż Černeho potoku, który na swoim biegu tworzy różne wodospady i kaskady. Mijamy je jednak, pnąc się w górę w okolicy pełnej skał i kamieni. Jakże ta część Izerów jest inna od tych, znanych z polskiej strony.

Obrazek

Po jakimś czasie na lewo znajduje się odbicie na pierwszy punkt widokowy, Hajni kostel. Wspinam się tam nie bez wysiłku i ze skały obserwuję widok, głównie na same Hejnice, bo od wschodu ograniczają go drzewa.

Dalszy odcinek to mniej lub bardziej skalista ścieżka, która eliminuje kolejnych turystów niedzielnych (a właściwie sobotnich), którym wysiadają płuca i słabo sobie radzą na nierównościach w klapkach i sandałach :D

Kolejne odbicie z zielonego szlaku to żółty na Frýdlantské cimbuří. Skały są rozległe, tworzą małe skalne miasto. Na zachodnich skałach, zwanych Brandfels, znajduje się punkt widokowy - wejście na główną, sterczącą skałę umożliwia drabinka, jest też kilka zabezpieczeń w postaci barierek, ale zbyt swobodnie się tutaj poruszać nie można. Na skale stoi krzyż, obrońców wymiotło...

Obrazek

tutaj już rozległa panorama, praktycznie dookoła - oprócz Hejnic doskonale widać m.in. Smrk oraz Stóg Izerski. Po podziwianiu widoków robimy krótką przerwę, w znalezionej skrzynce przybijam sobie pieczątkę, ale sielankę przerywają czarne chmury, które zjawiają się znienacka, na szczęście po chwili przemijają z wiatrem.

Wracamy do zielonego szlaku, który jest od tego miejsca znacznie bardziej łagodny, wręcz płaski, nie ma już też tylu skał. Dochodzimy do żółtego szlaku, swoistej magistrali, który przypomina już te Izerskie z okolic Orla i Chatki Górzystów - płasko, iglasto, szerokie trasy. Niestety, na drodze są betonowe podkłady (w końcu to Czechy), ale na szczęście można iść trawiastym środkiem. Tutaj jest już sporo ludzi, wielu klapkowiczów i rowerzystów. Z ulgą kończymy ten odcinek, przechodząc na czerwony szlak i zatrzymujemy się przy wodospadzie Černý/Velký Štolpich. Zdjęcia nie oddają jego potęgi - ma około 30 metrów, woda z hukiem spada po kilku 3-5 metrowych kaskadach.


Obrazek

Czerwony szlak jest bardzo przyjemny - wije się w górę pomiędzy skałami, widać resztki jego umocnień oraz słupków pochodzących z pewnością sprzed 1945 roku. Następnie wchodzimy w rzadszy las liściasty, ale skał nie ubywa, czeka nas jeszcze wejście na kolejny skalny punkt widokowy - Ořešník (Nußstein). Wejście na sterczącą do góry skałę jest zabezpieczone poręczami, a pomocne są także wykute schody, ale i tak u osób z lękiem wysokości spowoduje zwiększone tempo bicia serca :D Zresztą kilka osób już stąd spadło i bynajmniej nie przeżyło...

Kolejny interesujący widok i po raz kolejny jako główny temat służą Hejnice.
Obrazek

Tutaj też sterczy krzyż (okazuje się, że nie było go tylko na pierwszym "kościele"), ma upamiętniać dwóch zakonników, którzy z tego miejsca udali się w dół, w swój pierwszy i ostatni w życiu lot...

Końcówka szlaku to zejście do Hejnic - początkowo lasem, potem polami oraz wzdłuż domów. W miasteczku zaglądamy do środka bazyliki - brzydka nie jest, ale wyposażenie jak na świątynię barokową dość ubogie. Ponieważ wewnątrz nie można robić zdjęć bez zezwolenia to muszę sam go sobie udzielić :)
Obrazek

Udaną wędrówkę wieńczymy wizytą w lokalnej spelunie, w papierosowym dymie i skajowych siedzeniach.

W niedzielę rano pogoda nie jest już tak dobra, skał z kempingu nie widać. Początkowo chcieliśmy odwiedzić zamek we Frydlandzie, ale zostawiamy go na kiedy indziej i jedziemy do dawnej osady drwali i węglarzy Smědavy (Wittighaus), gdzie stoi mocno komercyjne schronisko oraz znajdują się parkingi. Co ciekawe - na jednym chcą 30 koron za cały dzień, na drugim 60 za godzinę (przynajmniej tak parkingowy mówił) - nie ma to jak zdrowa konkurencja :lol:

Na weekendowy deser górski zostawiamy sobie drugi najwyższy szczyt czeski czyli Jizerę (Siechhübel) - na szczęście szlak to nie asfalt tylko drobne kamyczki. Po drodze mijamy dawne czechosłowackie fortyfikacje graniczne, których w tej okolicy pełno.

Samo podejście na Jizerę do forsownych nie należy, szczyt to grupa skał (z krzyżem oczywiście). Widoki są ograniczone, od północy ciągną gęste chmury, jest nieprzyjemnie i chłodno (termometr w bogato wyposażonej skrzynce turystycznej wskazywał 9 stopni).
Obrazek

W drodze powrotnej do auta łapie nas deszcz, ale teraz to sobie może :) Ponieważ jest wczesna pora, powrót na Śląsk postanawiamy maksymalnie opóźnić, zwiedzając sobie różne miejsca po drodze. Nie mam dokładnych map drogowych tych terenów, więc zygzakami dojeżdżam do Kořenov, gdzie obok ewangelickiego kościoła stoi kilka bunkrów. Przyszedł mi też do głowy pomysł zajrzenia do Harrachova i obejrzenia słynnych skoczni - obejrzenie było maksymalnie szybkie, bo Harrachov to miejscowość mocno nieprzyjemna, Krupówki w mniejszej i mniej zatłoczonej wersji. Potem, jadąc nieco na ślepo docieramy do osady Horní Polubný (dzielnicy Kořenova), gdzie, jak się okazuje, już przed godziną byliśmy, tylko wjechaliśmy od drugiej strony! Korzystając z okazji przyglądam się niszczejącemu kościołowi, cmentarzowi pełnemu starych grobów, a także czemuś, co było kiedyś (albo jest obecnie stylizowane) czechosłowackim PGR-em.
Obrazek

Potem już bez błądzenia - dłuższy spacer po Vrchlabi, w którym sporo pięknych domów z podcieniami oraz innych zabytków.
Obrazek

Potem jeszcze obiad w Trutnovie (niestety, bez wizyty w browarze), który ma bardzo ładny rynek, a w dodatku muszę tu kiedyś zawitać na spokojnie w związku z pamiątkami po roku 1866. Potem miałem się już nie zatrzymywać, ale jak jechać spokojnie dalej, jak przy drodze drewniane dzwonnice, barokowe kościoły oraz tęcze na tle burzowych chmur... :)

Obrazek

Pełna galeria w linku:
https://picasaweb.google.com/PudelekIV/ ... ryIzerskie#
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś"
Królik
Turysta
Turysta
Posty: 6226
Rejestracja: 22 lipca 2007, 23:27

Post autor: Królik » 26 lipca 2012, 21:16

Pudelek Fajna wycieczka, fajna relacja, fajne zdjęcia, ale to
Pudelek pisze:obiad w Trutnovie (niestety, bez wizyty w browarze)
jest niewybaczalne :lol:
Awatar użytkownika
Darek
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 1330
Rejestracja: 28 października 2011, 20:47

Post autor: Darek » 26 lipca 2012, 22:08

Po co czytać przewodniki turystyczne ?, wystarczą relacje Pudelka pełne ciekawych informacji i zdjęć.
:brawo:
Włóczęga: człowiek, który nazywałby się turystą, gdyby miał pieniądze.
(J. Tuwim)
Anonymous

Post autor: Anonymous » 27 lipca 2012, 8:28

Darku co racja to racja :lol:
spacerowicz
Turysta
Turysta
Posty: 547
Rejestracja: 24 lipca 2010, 21:38
Kontakt:

Post autor: spacerowicz » 27 lipca 2012, 8:45

No nareszcie zobaczyłem pełną panoramę z Oresnika - my mieliśmy nieco deszczową.
Pudelek pisze:Potem miałem się już nie zatrzymywać, ale jak jechać spokojnie dalej,
Mam to samo - z wypraw do Czech nigdy nie udało nam się zrealizować w 100% planowanych miejsc bo zawsze coś ciekawszego wyłoniło się za rogiem. No i nie do przecenienia jest klimat czeskich małych miasteczek z ich gospodami i zaułkami.
włodarz
Turysta
Turysta
Posty: 2230
Rejestracja: 01 grudnia 2011, 19:09

Post autor: włodarz » 27 lipca 2012, 9:32

Czytałem relację i zastanawiałem się czy gdzieś już tego nie widziałem. A to Pudelek ruszył śladami spacerowicza. No i dobrze. Relacja relacją, ale nie ma to jak zobaczyć na własne oczy.
Vision

Post autor: Vision » 27 lipca 2012, 11:16

Świetna relacja, szczególnie ta na picasie. Z zaciekawieniem dotrwałem i doczytałem do końca :) Okolice przednie bardzo :8)
Awatar użytkownika
janek.n.p.m
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2034
Rejestracja: 07 października 2007, 12:43

Post autor: janek.n.p.m » 27 lipca 2012, 12:40

A gdzie zdjęcia w majtach? ;)
"Żaden zjazd przygotowaną trasą narciarską nie dostarcza tak głębokiego przeżycia jak, najkrótsza nawet, narciarska wycieczka. Wystarczy, że zjedziecie na nartach z przygotowanej trasy, a potem w dziewiczym śniegu nakreślicie swój ślad. Jaką radość, jaki entuzjazm wywoła spojrzenie za siebie, na ten ślad na śniegu, na to małe dzieło sztuki!? To może pojąć jedynie sam jego autor". T. Hiebeler
Awatar użytkownika
Pudelek
Turysta
Turysta
Posty: 2918
Rejestracja: 23 czerwca 2008, 17:43

Post autor: Pudelek » 27 lipca 2012, 15:42

Królik pisze:jest niewybaczalne :lol:
na usprawiedliwienie dodam, że było już trochę późno, a Krkonosza kupiłem w sklepie w Nachodzie :)

Darek pisze:Po co czytać przewodniki turystyczne ?, wystarczą relacje Pudelka pełne ciekawych informacji i zdjęć.
dziękuję za docenienie :D garści informacji o knajpach też mogę dostarczyć ;)

Mam to samo - z wypraw do Czech nigdy nie udało nam się zrealizować w 100% planowanych miejsc bo zawsze coś ciekawszego wyłoniło się za rogiem. No i nie do przecenienia jest klimat czeskich małych miasteczek z ich gospodami i zaułkami.
to nawet nie tylko klimat czeskich miejscowości - ja po prostu tak mam, że jak jadę i coś widzę to staję, choćby na parę zdjęć. Zawsze mogę później doczytać, co widziałem.

włodarz pisze:Czytałem relację i zastanawiałem się czy gdzieś już tego nie widziałem. A to Pudelek ruszył śladami spacerowicza. No i dobrze. Relacja relacją, ale nie ma to jak zobaczyć na własne oczy.
ten rejon miałem zaplanowany od kilku miesięcy, spacerowicz mnie trochę wyprzedził, no i zrobił dłuższą trasę :) mogłem to skonfrontować potem na żywo

janek.n.p.m pisze:A gdzie zdjęcia w majtach? ;)
samemu to już nie robi wrażenia, a moi dotychczasowi majtkowicze zrobili się ostatnio jacyś wstydliwi :lol:
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś"
ODPOWIEDZ