Czas nie goni nas czyli skodusia na Kaukaz

Relacje z górskich wypraw i innych wyjazdów oraz imprez forumowiczów. Ten dział jest przeznaczony dla osób, które chcą opisać swoje relacje i/lub pokazać zdjęcia ze spotkań nie będących Klubowym Zjazdem lub Górską Wycieczką Klubową.

Moderatorzy: HalinkaŚ, Moderatorzy

Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 2225
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Post autor: buba » 28 września 2016, 20:45

Robert J pisze:
buba pisze:Tu tez pierwszy raz widze traktor ciagnacy przyczepe kempingowa :)
A ja już kiedyś widziałem :)

Obrazek
Co to byl za zlot podrozniczych traktorow? :lol: Slyszalam wprawdzie kiedys ze koles ursusem przejechal Ameryke Poludniowa, ale on chyba bez przyczepy ;)
ninik pisze: Do tego zamku próbowałem dojechać osobówką, niestety nie dało rady...
No to dobrze ze nie probowalismy! a przeszlo nam to przez glowe!
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2285
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35

Post autor: Robert J » 28 września 2016, 21:02

buba pisze:Co to byl za zlot podrozniczych traktorow? :lol: Slyszalam wprawdzie kiedys ze koles ursusem przejechal Ameryke Poludniowa, ale on chyba bez przyczepy
Nie wiem. To chyba byli miejscowi robiący za atrakcję na grossglockner hochalpenstrasse. Jeździli do góry i na dół. Ale to nie jedyny raz kiedy widziałem coś takiego. W innej części Austrii też takiego cudaka widziałem ;)

Obrazek
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 2225
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Post autor: buba » 30 września 2016, 21:15

Ty moze tam jest tak pod gore ze zwykle auto nie wciagnie takiej masywnej przyczepy? i wynajmuja se "szerpa"??? :lol:
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 2225
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Post autor: buba » 30 września 2016, 21:15

Na wulkany jedziemy z Bercy przez Policiori. Po drodze mijamy jakas osade cyganska, gdzie kazde auto opada chmara dzieciakow wyciagajac łapy po kase i podarki. Chyba musi tu przejezdzac sporo turystow i musza byc hojni dla Cyganiatek. Dorosli siedza pod domami (faceci) albo wieszaja pranie, czyszcza wiadra, karmia kury (baby).

Obrazek

Obrazek

Juz z daleka widac reklame obiektu.

Obrazek

Wulkany blotne wystepuja w roznych czesciach swiata. Sa to miejsca gdzie z duzej glebokosci wydobywa sie na powierzchnie gaz i zabiera ze soba ziemie, bloto, wode. Dlatego tez wszedzie prosza i przestrzegaja aby przy kraterach nie palic ognia bo moze byc bum. Wczesniej bylismy przy takich na Krymie, na polwyspie kerczenskim, kolo Bondarenkowa (tu stare zdjecia stamtad: https://goo.gl/photos/A6oT84NBMiz4MzD76 Inne wulkany wystepuja tez w Azerbejdzanie, Iranie, USA czy Indonezji. Nocujemy na kempingu “La Hangar”. Miejsce jest rewelacyjne i ma w sobie zdecydowanie cos z klimatu studenckich baz namiotowych (z ta roznica ze tu sie nie zabrania spozywania alkoholu tylko go sprzedaje :D )

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na terenie jest sklepik w ktorym nigdy nie brakuje zimnego piwa. Sa wiaty z piecykami czy grilowiskami. Jest kibelek kucany. Namioty mozna stawiac gdziekolwiek. Obsluga bardzo mila.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Oprocz nas nocuje tu rumunska para. Potem wychodzi na jaw ze to matka z synem, z szoku nie mozemy wyjsc dlugo. Widac ze chlopak jest ciut mlodszy, moze 5 lat? No gora 10! Przyjezdzaja tu co roku na dwa tygodnie. Rozwiesili hamak, rozpostarli daszek, postawili stolik z krzeslami i sobie siedza. Maja pilke, rakietki i latajacy dysk. Robia wrazenie bardzo szczesliwych. Przyjezdzaja tez Niemcy terenowa ciezarowka ktora przerobili na domek. Auto chyba wygodne do mieszkania i dzielne w terenie- ale chyba ma jedna wade- cholernie rzuca sie w oczy. Ale i tak mi sie podoba! Ciekawe tez czy na granicach stoja na pasie z tirami?

Obrazek


Zagladaja tez na chwile Polacy ktorzy probuja robic awanture ze dojscie/dojazd na wulkany nie jest odpowiednio oznaczony. Wogole sprawiaja wrazenie ze sa na wakacjach za kare. Wulkany sa malo atrakcyjne, dzieciom jest za goraco, baby sa oburzone kiblem bez siedzacej porcelany, faceci marudza ze bedac kierowcami nie moga sie napic zimnego piwa. Na nocleg na szczescie nie zostaja, jada marudzic gdzie indziej. Stawiamy namiot gdzies kolo snopkow i owocowych drzewek.

Obrazek

Obrazek

Na terenie kempingu podczas naszego pobytu sa sianokosy!

Obrazek

Obrazek

Kolejnego dnia nigdzie nie jedziemy tylko lazimy po wulkanach. Najpierw zapodajemy na te polozone nad polem namiotowym.

Obrazek

Obrazek

Wulkany robia bul bul, zapodajac nieco zapachem topionego asfaltu. Bąbelki sa roznej wielkosci i ksztaltu. Wbrew pozorom wydobywajace sie na powierzchnie bloto wcale nie jest jednobarwne, w niektorych kraterach tworzy rozniste mazaje roznych barw.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widac ze sa okresy w roku gdy plynacego blota jest wiecej- susza nie oszczedzila i wulkanow. Łazimy tu sobie chyba z godzine, gapimy sie w kratery i bulgoczace kaluze, nacieramy blotem i wygrzewamy do slonca.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kabak z ochota wlazi nozkami w plynaca rzeke mazi. Pelzajac wykazuje ogromna chec wpadniecia do krateru- ciagnie ją tam jak magnes.

Obrazek

Obrazek

Plynace blotko tworzy meandrujace rzeczki, wąwozy

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

oraz ciekawe desenie

Obrazek

Obrazek

Mamy szczescie byc prawie sami wsrod bulgajacych stozkow i iscie ksiezycowego krajobrazu. Ale chyba nie zawsze tu jest tak dobrze... Do kolejnych wulkanow idziemy asfaltowa droga nagrzana sloncem jak patelnia. Nie ma ani jednego drzewka ktore mogloby dac schronienie w odrobinie cienia.

Obrazek

Drugie wulkany sa bardziej zagospodarowane, jest przy nich knajpa i hotel. Spotykamy tam Polakow z Bialegostoku ktorzy jezdza kamperem i wjezdzaja nim w rozne ciekawe miejsca. Opowiadaja np. o noclegu sprzed roku gdzie pol nocy wokol auta chodzil niedzwiedz i szabrowal dzikie wysypiska smieci po biwakujacych. Byly to tereny na poludniowy wschod od Braszowa, niedaleko drogi 1A, miedzy jeziorem Tarlung a wioska Cheia. Jak kiedys sobie kupimy busa to tez pojedziemy tam spac :) Poza tym polecamy sobie nawzajem rozne ciekawe miejsca w rejonie i nie tylko. Tu teren wulkanonosny jest mniejszy ale stozki sa tu wyzsze i ciekawsze formy ziemne plujace blotnista mazia.

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Jeden ze stozkow wyglada jak pochylajaca sie postac.

Obrazek

Obrazek

Jest ponoc jeszcze jedno zgrupowanie wulkanow w rejonie, najmniejsze, ale go juz nie znalezlismy. Wieczorem przychodzi do nas wlasciciel pola i wyraznie chce nam cos sprzedac. Chyba chodzi mu o ser. Pytamy wiec jaki? Gosc przyklada palce do glowy imitujac rogi i robi muuuuuu. Czyli ze nie kozi lub owczy, ale czy bialy czy zolty, czy twarog czy twardy wedzony to sie nie dowiemy, dobra bierzemy jaki jest! Mam nadzieje ze nie kupilismy wlasnie krowy :) Rano okazuje sie ze rzeczywiscie chodzilo o ser, bialy, twardy, lekko podwedzany. Cos pysznego! Pol zjadamy od razu. Zal nam ze nie zamowilismy wiecej tego specjalu!

cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2285
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35

Post autor: Robert J » 01 października 2016, 19:11

buba pisze:Ty moze tam jest tak pod gore ze zwykle auto nie wciagnie takiej masywnej przyczepy? i wynajmuja se "szerpa"??? :lol:
Stromo jest, ale raczej samochód da radę pociągnąć przyczepę pod górę. Ale nieźle kombinujesz :D
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 2225
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Post autor: buba » 03 października 2016, 9:47

No to jedziemy w strone morza. W okolicach Policiori mijamy krzyz przydrozny ktory nam przypomina nieco ormianski chaczkar. A moze krzyz pokutny z Dolnego Slaska?

Obrazek

Kolo Sapoca znow bujana kladka, chyba najwezsza z tych co poki co widzialam. Tęższa osoba mialaby problem sie przecisnac.

Obrazek

W Vaduu Pasil nietypowy malowany znak drogowy uwzgledniajacy wiele detali

Obrazek

Kawalek dalej pomnik z kolorowym zolnierzem i ptaszyskiem z krzyzem w dziobie

Obrazek

Ciekawe mocowanie anten satelitarnych- w pionie, na jednym slupie.

Obrazek

Dalej suniemy bocznymi drogami przez Jirlau, wsrod pol uprawnych spalonych sloncem. Widac ze woda jest tu cenna bo pojawiaja sie przydrozne studnie, widac zadbane i otoczone opieka. Niektore sa zdobione, inne polaczone z miejscem do odpoczynku lub biesiady. Prawie jak w Moldawii, mimo przeciecia granica widac ze to ten sam narod i cos ich nadal łączy np. sympatia do studni przydroznych :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na tej drodze mijamy malo aut, za to sporo roznistych pojazdow zaprzegowych, glownie zwożących siano.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
W Filipesti znow napotykamy cerkiew o malowanym wnetrzu.

Obrazek

Jest otwarta wiec sobie wchodzimy i ogladamy wszystkie zakamarki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zwraca uwage zdobiony piec kaflowy ktory zapewne w chlodne zimowe dni ogrzewa wnetrze swiatyni. Chcialabym trafic na msze gdy wsrod spiewow slychac trzaskanie ognia w piecu, a zapach dymu miesza sie z aromatem kadzidel!

Obrazek

Po chwili przybiega babuszka i poczatkowo robi wrazenie ze chce na nas nakrzyczec. Jednak gdy zauwaza na rekach gugajace niemowle to zlosc natychmiast jej znika z twarzy i zaczyna sie wdzieczyc do malenstwa. Kabak prawie sciaga jej chustke z glowy a babuszka jest tym zachwycona. Caly czas cos nam opowiada, pokazuje, widac bardzo chce pogadac. My tez jej opowiadamy rozne rzeczy ale niewiele z tego wynika. W kolejnych wioskach tez mijamy cerkiewki, rokujace malowanym wnetrzem, ale niestety sa zamkniete

Obrazek

Obrazek

W miasteczku Ianca znow nas opadaja Cyganieta z wyciagnietymi łapami. Myslalam ze jak im zaczne robic zdjecia to sie spesza i pojda ale gdzie tam!

Obrazek

Oprocz zebrajacej dzieciarni maja tu tez samolot

Obrazek

W Braili nieco sie gubimy trafiajac w tereny postindustrialne o kaluzach jak jeziora .

Obrazek

Na obrzezach tego miasta przeplywamy Dunaj. Jest to tutaj juz bardzo solidna rzeka po ktorej plywaja ogromne statki wygladajace na morskie.

Obrazek

I promy wożące m.in. skudusie :D

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Na brzegach machaja dzwigami portowe maszyny do zaladunku. Skrzyp ich zardzewialych łap miesza sie z chlupotem wody o nasze burty. Nie pachnie morzem ani wodorostem. Wszystko przycmiewa won benzyny i smaru. W przesianym pylem powietrzu rozszczepiaja sie promienie wiszacego juz dosc nisko slonca.

Obrazek

W Luncavita mijamy dziwny przystanek. Na nim namalowani jakby swieci ale w dosyc nietypowy sposob. Postacie sa smukle, w sukniach o pstrokatych barwach i dziwnych nieprzytomnych twarzach. Troche jakby wizja na jakims haju, po grzybach albo czyms jeszcze lepszym. Postacie kojarza sie bardziej z galeria artystyczna lub komuna hipisow niz kosciolem..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W Isaccea sporo ruin

Obrazek

Przy drogach towarzysza nam rozniste krzyze i kapliczki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Popularne w tym regionie sa kapliczki oszklone, do ktorych sie wchodzi przez plastikowe drzwi.

Obrazek

Obrazek

Wzdluz Dunaju jedziemy w strone morza, tzn poki co w strone zatok, jezior i okolodunajskich bagien…

cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 2225
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Post autor: buba » 04 października 2016, 16:12

Wieczorem docieramy do Sarichioi, wioski nad morzem, tzn w tej czesci Rumunii, na polnocy, gdzie sa zatoki, pooddzielane od pelnego morza polwyspami,mierzejami i innymi naddunajskimi rozlewiskami. Rok temu byl tu na rowerach eco z Michalem i bardzo polecali kemping Zorile Albe. Zatem go szukamy. Gdy wjezdzamy do wioski juz sie sciemnia. Za ostatnim rzedem domow, na samym brzegu odnajdujemy cos co mogloby byc tym kempingiem. Wszystko jest jednak pozamykane i jakby troche opuszczone. Droge przegradza szlabanik, furtka zamotana pordzewialym lancuchem, chodniki zarastaja rozne chwasty. Daleko w tle, na gorce, widac domek ale nawolywanie niewiele pomaga. Stad tez nie widac czy dom jest zamieszkaly. W zapadajacym zmierzchu udaje sie jednak wypatrzec w obejsciu trzy wykoszone swiezo trawniki- wiec ktos tu bywa.. Trzeba zatem popytac po domach. Przed jednym z nich stoi grupka ludzi. Ide wiec do nich i probuje cos zagadac po angielsku: “kemping Zorile Albe, spac w namiocie, wszystko zamkniete” i patrze wyczekujaco.. Ekipa widac radzi sobie z angielskim jeszcze gorzej ode mnie, bo zaczynaja sie ze soba naradzac z ktorego domu wyłuskac jakiego sasiada aby mogl sie ze mna porozumiec. Przez chwile mi sie wydaje, ze musze juz ze zmeczenia miec jakies omamy, ale wydaje mi sie ze oni rozmawiaja ze soba po rosyjsku. Hę? Ki diabel? Czy moze mysmy przejechali jedna granice wiecej niz nam sie wydawalo? Moze my juz jestesmy na Ukrainie? Pomysl jednak szybko wydaje mi sie totalnie niedorzeczny, nie ma takiej mozliwosci zebysmy nie zauwazyli Dunaju i unijnej granicy. Chyba ze wkroczylismy w inny wymiar ale to rowniez nie zdarza sie przeciez zbyt czesto ;) Prawda okazuje sie jednak inna-zdecydowanie jestesmy nadal w Rumunii ale trafilismy do wioski zamieszkanej przez mniejszosc narodowa i religijna- rosyjskich staroobrzedowcow, ktorzy stanowia tu grubo ponad polowe mieszkancow. Na tym etapie faktycznie przypomina mi sie tabliczka miejscowosci na wjezdzie, zapisana w dwoch jezykach.

Obrazek

I to ze widzielismy na ulicy dwoch facetow z brodami do pasa. Ze starowiercami spotkalismy sie juz na wyjazdach kilkukrotnie- w Wodziłkach na Suwalszczyznie, w gruzinskiej Dzawachetii i nad Dunajem- po drugiej stronie granicy, w ukrainskim Wiłkowie. Jest to grupa wyznaniowa ktora w XVII wieku nie uznala reform w kosciele prawoslawnym i postanowila zachowac dawne obrzedy i tradycje. Jako ze innym nie zawsze sie to podobalo, staroobrzedowcy czesto osiedlali sie na zadupiach, w miejscach trudnodostepnych i pustych. Delta Dunaju i jej rozlewiska byla jednym z takich miejsc. Ponoc miejscowosci takich jak Wiłkowe czy Sarichioi jest tu calkiem sporo. Odnosnie poszukiwanego miejsca noclegowego zostaje nam wskazany odpowiedni domek z poleceniem aby mocno łomotac w drzwi bo gospodarze moga juz spac o tej porze. Faktycznie wychodzi nieco zaspany gospodarz, otwiera szlaban i futke. Rozbic sie mamy gdzies na trawce, gdzie mamy ochote. A pogadamy jutro bo teraz jest noc. Dobranoc. Gospodarz znika w domku na gorce a my zostajemy sami. W przepastnym ogrodzie pelnym roznych szopek i budyneczkow, wiat i altanek. Dokladne ogledziny terenu wokol zostawiamy sobie na rano. Aha! W czasie otwierania szlabanu udalo sie dowiedziec ze pędza tu domowe wino i buklaczek otrzymalismy. Jeszcze tylko nocna kapiel w morzu, ktore jest cieple, plytkie i pelne roslinnosci. Zanurzenie sie w nim jest cudowne po calym dniu gotowania sie w aucie. Nie wiem tylko czemu , jak kapie sie w nocy w nieznanym zbiorniku wodnym, to zawsze boje sie topielcow czy jakis nieznanych podwodnych stworow.. Taki irracjonalny strach ze jakas oslizgla łapa zlapie mnie za noge i wciagnie w odmety... Rozstawiamy namiot przy jakiejs starej łodzi, pod owocowym drzewem. Zaraz obok znajdujemy kilka metalowych krzesel i stolik, ktore ustawiamy na zarosnietym zielskiem brukowanym placyku.

Obrazek

Wino jest kwaskowate i pyszne. Zaraz staje mi przed oczami podluzna łodz, bezmiar wody w ujsciu rzeki do morza, chlodny jesienny wiatr łopoczacy w trzcinach na bezimiennych wysepkach i łachach piachu.. Niesamowite jak jakis aromat moze natychmiast przywolac wspomnienia, szybciej i dokladniej niz jakiekolwiek zdjecie czy opowiesc. Przy kazdym łyku znow jest listopad 2009 a my krążymy po ukrainskim Wiłkowie i tamtejszych rozlewiskach. Ten sam smak. Identyczny. Widac to smak Dunaju… Z miejsca gdzie postawilismy namiot widac morze. Odziela nas od niego tylko plot i waski pas nibyplazy gdzie samotnie stoi skodusia. Ksiezyc odbija sie w rownej tafli zatoki, wiatr nawiewa zapach glonu i starego impregnowanego drewna. Wiatr jest niesamowicie cieply. Wpelzamy do spiworow wsrod grania cykad i z mocnym postanowieniem ze zostaniemy tu dluzej niz planowalismy. A na skodusi znow sie nam cosik zalęglo!

Obrazek

Wczesny poranek ogladany w drodze do kibelka

Obrazek

Rano wychodzac nad morze trafiam na moment gdy Jakub (gospodarz) wypuszcza kaczki. Biegna grupka i chlup do wody. Jakos nigdy morze nie kojarzylo mi sie z plywajacym po nim przydomowym inwentarzem. Ponoc nie ma tu duzego zasolenia, woda jest praktycznie slodka jak w calym Dunaju. Nie zdarza sie tez aby kaczuchy gdzies daleko odplynely i sie zgubily.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wokol woda, trzciny, łodzie, rybackie kladki i majaczaca z oddali cerkiew

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dzis dokladniej ogladamy teren kempingu. Kiedys byla tu chyba spora knajpa, sladem po niej sa wiaty z lodowkami i bardzo duza ilosc starych zelaznych krzesel. Czesc z nich pelni nadal klasyczne funkcje, inne sluza do podpierania lodzi albo wrastaja wkomponowane w zywoplot

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na terenie jest kilka zewnetrznych umywalni i piecykow

Obrazek

Namiotowiska. Spalismy w dwoch roznych miejscach, bo co drugi dzien trawniki sa podlewane z automatycznej sikawki przez caly dzien a nie bylismy pewni wytrzymalosci naszego namiotu na 12 godzinny obfity opad ciagly ;)

Obrazek

Obrazek

Sniadanie przygotowuja nam gospodarze i puszczaja nam polski kanal w telewizorze. Odbiornik przykrywaja kurtka bo wlasnie zaczelo lekko kropic a stol stoi na dworze, pod pergola z winorosli.

Obrazek

Leci akurat program o polskich zolnierzach na misjach i co tam jedza. A jedza dokladnie to co my- jajecznice i ogorki! Zona Jakuba, Katja przynosi kabaczkowi cale pudlo zabawek, bo maja wnuczke w podobnym wieku. Najwieksza atencja ciesza sie nakrecane rozowe myszki ktore z wielkim chrobotaniem jezdza po stole i wpadaja do jajecznicy.

Obrazek

A na obiad oczywiscie ryba!

Obrazek

Dzis wloczymy sie po wsi. Najpierw idziemy obejrzec cerkiew. Sa dwie- starowiercow i rumunska. Przy tej pierwszej spotykamy babuszke.

Obrazek

Obrazek

Babuszka jest z gatunku takowych co do swojej religii podchodzi w sposob bardzo ortodoksyjny, zeby nie powiedziec fanatyczny. Rozmowa zaczyna sie od stopek niemowlecia ale szybko schodzi na religie. Wlasnie ta ich jest ta jedyna prawdziwa, pierwotna, wlasciwa i ukochana przez Boga. Inne odlamy chrzescijanstwa to schizmy, herezje i sekty. Najbardziej ze wszystkich błądza prawoslawni Rumunii- bo maja szanse sie nawrocic a jednak tego nie robia. Jednoczesnie ponoc sporo mlodych z wioski wyjezdza i przechodzi na inne wyznania albo co gorsze- wogole wyrzeka sie Boga. Babuszka twierdzi ze sa przekupywani ale nie udaje sie ustalic przez kogo. Jej dzieci i wnuki trwaja w religii przodkow, za co ona codziennie modli sie dziekczynnie. Mowi ze nie ma nic gorszego jak porzucenie tradycji przekazywanej przez pokolenia. Pytam czy nas uwaza za heretykow. Oczywiscie. Czy powinnismy sie wedlug niej nawrocic na stare prawoslawie. Oczywiscie. A co z naszymi babciami? Ktore od pokolen wychowywaly nas w innej religii, bo inna byla zawsze zwiazana z terenem z ktorego pochodzimy i na ktorym zyjemy. Babuszka sie zacukala… Prawdziwa religia czy zlamanie tradycji pokolen? Chyba zadalam jej za trudne pytanie… Zmienia wiec temat. Opowiada ze marzy o pielgrzymce do Jerozolimy ale poki co nie ma funduszy. Za to niebawem jada grupa z okolicznych wiosek do Moldawii, do jakiegos skalnego monastyru gdzie zyje 3 mnichow, kultywujac religie sprzed lat. Nadstawiam ucha dokladniej. Jaka to miejscowosc? Czy wie jak nazywa sie ten klasztor? W ktorej czesci Moldawii? Babcia niestety nie pamieta, twierdzi ze nie zna sie na geografii i zawiezie ich tam bus. A moze nie chce zdradzic tajemnicy zagubionego w skalach klasztoru komus, kto jest heretykiem.. ;) Babuszka opowiada tez o roznych zwyczajach okolicznych, np. ze lokalne kobiety musza nosic caly czas chustke na glowie, nie tylko do cerkwi. Przez to czesto w innych srodowiskach sa brane za muzulmanki, co bardzo je irytuje. A teraz maja post na Piotra i Pawla. Wogole maja 5 postow w roku i moga wtedy jesc tylko chleb bez masla i ziemniaki popijajac woda. Zadne ryby. Wieczorem pytam o to Jakuba, ktory tez wyznaje lokalna religie. Mowi ze to bzdura, ze w poscie ryby mozna jesc a i wino pic bez ograniczen. Bo to przeciez i Chrystus lubowal sie w tym trunku, a jego powinnismy nasladowac. Oni robia 500 litrow wina rocznie. Nie robia z wlasnych winogron tylko sprowadzaja z wioski 50 km dalej gdzie ich znajomi maja slodsze i lepsze odmiany tych owocow. Dowiadujemy sie jak nalezy sprawdzac mus z winogron czy nalezy dodawac cukru. Wrzuca sie jajo albo ziemniak i patrzy czy plywa. Jak tonie to trzeba dodac 200 g cukru. Łazimy wsrod starych chat, z ktorych czasem ktoras kryta jest jeszcze strzecha (te ze strzechami juz zwykle sa niezamieszkane). Wiekszosc domkow ma ganeczki, okiennice, podrzezbiane dachy i oplata je winorosl.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niektore maja orginalne zdobienia.

Obrazek

Rzadki widok- morze a nad nim wies, nie kurort. Nadmorska miejscowosc a w niej normalne sielskie wiejskie zycie, nie halasliwe tlumy turystow…

Obrazek

Obrazek

Jedna z drog na “plaze”

Obrazek

Czasem mozna przegapic jakis znak drogowy..

Obrazek

A tu cerkiew rumunska.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W centrum mijamy bardzo sympatyczna spelune. Wnetrze wyglada bardzo zachecajaco ale jest puste. Spora grupka facetow siedzi z nieznanych przyczyn na zewnetrz, gdzie nie ma stolikow tylko krzesla jakby ze starego kina. Nikt nic nie je ani nie pije. Siedza i gadaja. Chwile sie im przysluchuje ale nie moge tego poskladac do kupy w jakas logiczna calosc. Kilku z nich ma dlugie do pasa brody. Chetnie bysmy sie przysiedli albo cos zamowili, ale obawiamy sie ze moze nie wypada? Raz ze nie ma miedzy nimi kobiet i dzieci, a dwa ze jesli maja tu post a my wyskoczymy z piwem w rece i kotletem to moze byc jakos niezrecznie ;) Nieopodal knajpy takowa mozaika

Obrazek

Siedzimy tez na brzego morza, obserwujac zmagania rybakow z sieciami, zaladunek ryb czy konserwowanie lodzi.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kapiemy sie wsrod glonow i kudlatych opon.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dostrzegamy wsrod podwodnych zarosli trzy spore weze co troche gasi nasza radosc z pluskania sie.. Ale skoro nie zezarly kacząt to chyba nie sa badzo niebezpieczne? Jeden z wezy ma w paszczy rybe. Pytamy Jakuba o wodne weze. Mowi ze nie slyszal zeby kogos ugryzly. Acz on z Katja sie nigdy nie kapia bo nie lubia ;)

Obrazek

Wieczor spedzamy z Katja i Jakubem ktorzy puszczaja nam na komputerze rozne filmy, glownie z imprez u nich organizowanych. Co roku przyjezdza np. grupa 50 Czechow i wtedy caly ogrodek wyglada jak woodstock a na nadmorskim brzegu plona wielkie ogniska i gotuja sie wielkie gary rybnej zupy. Kiedys z inna ekipa piekli jagnie na ogniu. Wszyscy zdazyli pobiesiadowac, upic sie i isc spac a jagnie sie pieklo, pieklo i nad ranem wciaz bylo twarde. Sa tez filmiki z jakas polska ekipa. Jeden gosc jest niezmordowany, chyba przez godzine spiewa rozne piosenki probujac rozruszac reszte grupy. Ukrainskiej piosenki “Pidmanuła” zna chyba 50 zwrotek!

Obrazek

Zabieramy tez kabaczę aby poznawalo zwierzeta gospodarskie. Dluzsza chwile obserwuje kury na wybiegu.

Obrazek

Potem Katja przynosi najladniejsza swoja kure do blizszego zapoznania. Kura jest kudlata, jakby w spodenkach i skarpetach. Jakas egzotyczna i ponoc bardzo droga.

Obrazek

Obrazek

Ale i tak nie kura a ogrodek cieszy sie najwiekszym zainteresowaniem niemowlat. I mozliwosc biegania w kolko, i skubanie winorosli.

Obrazek

Obrazek

W dlugie zimowe wieczory Jakub projektuje nietypowe litery do cerkiewnych ksiag. Swiete teksty sa tam pisane w jezyku starocerkiewnoslowianskim i niektore litery sa zupelnie dziwacznych ksztaltow (jestem zachwycona zdziwioną litera w kapeluszu- to moja ulubiona!) Pierwsze litery akapitow powinny byc ozdobne. W roznych komputerowych programach mozna takowe rysowac. I tak nowoczesnosc miesza sie ze stara religia nieuznajaca zadnych zmian...

Obrazek

Obrazek

Obrazek


cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Marshal23
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 568
Rejestracja: 20 stycznia 2014, 12:57

Post autor: Marshal23 » 05 października 2016, 11:17

Z zapartym tchem czytam te Wasze wojaże.Naprawdę Super. Czekam na jeszcze
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 2225
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Post autor: buba » 05 października 2016, 11:43

Marshal23 pisze:Czekam na jeszcze
Bedzie jeszcze duzo, mysle ze do wiosny masz co czytac :D
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
Hania
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 226
Rejestracja: 04 grudnia 2012, 17:18

Post autor: Hania » 05 października 2016, 12:01

Marshal23 pisze:Z zapartym tchem czytam te Wasze wojaże.Naprawdę Super. Czekam na jeszcze
dokładnie tak samo mam :zoboc: :D :D
Nawet najdłuższa droga zaczyna się od jednego kroku ...
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 2225
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Post autor: buba » 07 października 2016, 11:56

Nasza dalsza trasa wiedzie do wsi Enisala. Na rozlewiskach przed wioska stoja zacumowane dwa stateczki. Na pierwszy rzut oka robia wrazenie opuszczonych i chcemy je zwiedzic. Gdy podchodzimy blizej stwierdzamy pomylke- suszy sie jakies pranie, wisza dywany a za łodziami stoi terenowka. I teraz pytanie- czy ktos mieszka na stale na tych lodkach czy moze inni turysci zeskłotowali je przed nami? :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Potem suniemy w strone zamku na wzgorzu. Chyba polowa murow jest odbudowana a spora czesc zamku jest udekorowana metalowymi schodkami barwy niebieskiej. Na wejsciu siedzi ciec i pobiera haracz.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widoki z murow sa fajne, na rozlewiska, bagna, zatoczki i lagodne trawiaste wzgorza.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na okolicznych drogach czasem tworza sie korki

Obrazek

Obrazek

Potem odwiedzamy Babadag- dosyc senne miasteczko z meczetem w centrum i wyprazonymi sloncem ulicami. Pewnie gdyby nie slawa zwiazana z tytulem ksiazki Stasiuka duzo mniej turystow by tu zagladalo.

Obrazek

Obrazek

Co mozna jeszcze powiedziec o tym miasteczku? Ze jest tu 1034 km z Lipowca w Beskidzie Niskim

Obrazek

Obrazek

Na jego obrzezach zatrzymujemy sie pod cerkiewka, gdzie wystepuja ogromne owady. Ten akurat juz nie zyl ale jego wielkosc byla dosc porazajaca- z 10 cm?

Obrazek

Obrazek

Z Babadag jedziemy boczna szutrowa droga w strone dwoch wsi- Ruska Slawa i Slawa Czerkieska- tam tez mieszkaja starowiercy i stamtad Jakub bierze owoce na swoje pyszne wino. Wzdluz drogi ciagna sie pasieki, glownie takie mobilne, gdzie ule stoja na ciezarowkach. Jeden gosc jest jakis niezniszczalny. Pozostali chodza w ubraniech kosmonautow, z zaslonietymi twarzami, a ten w podkoszulce golymi rekami pszczoly maca!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Okolice wypelnia miarowe brzeczenie. Taki dzwiek jak czasem latem mozna uslyszec pod dojrzala lipa tylko duzo duzo glosniejszy. Akurat trwa podkurzanie pszczol, wiec na wszelki wypadek jedziemy z zakreconymi oknami ;) Wszedzie roznosi sie zapach dymu. Droga jest oznakowana po bokach czerwonymi szmatami, takie jak czasem wisza po lasach w czasie polowan. Czy to tu tez ma znaczyc ze teren niebezpieczny - z racji na te pszczoly? Nie mamy pojecia, ale cieszymy sie ze nie musimy tej trasy pokonywac pieszo. Pola wokol żółca sie jak u nas w maju. Z daleka faktycznie jakby rzepak.

Obrazek

Ale to sloneczniki, cale łany slonecznikow!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mijamy tez sporo wypasow.

Obrazek

Obrazek

Czesc drogi przebiega wawozem.

Obrazek

Obrazek

Kolo Slawy Ruskiej mam znaczone na mapie trzy klasztorki. Dlugo kluczymy wsrod wiejskich zabudowan i udaje sie znalezc tylko jeden z nich. Monastyrek jest ukryty w dolince wsrod niewysokich gesto obrosnetych kozuchem roslinnosci gor. Brama jest otwarta, ludzi nie ma. Za murami sa dwie cerkiewki i kilka domow mieszkalnych. Widac ze trwaja prace remontowe- wymiana cerkiewnych dachow.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przy drodze stoja znaki kierujace do jakiejs atrakcji turystycznej, chyba twierdzy. Jedziemy chwile za nimi i ukazuje sie naszym oczom cos takiego

Obrazek

Gdzies po drodze byl jeszcze taki budynek a raczej ruiny czegos, co zwykla chalupa raczej nie bylo. Ludzi jakos wymiotlo wiec ostatecznie z nikim nie pogadalismy.

Obrazek

Okrążamy tez jezioro Babadag o stromych urwistych brzegach i pelne ptactwa.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 2225
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Post autor: buba » 08 października 2016, 14:08

Plany na dzis sa proste, a przynajmniej tak sie nam poczatkowo wydaje. Znalezc fajna dzika plaze, rozlozyc sie tam namiotem i oddawac sie radosci biwakowania, lepienia zamkow z piasku i kapieli. Kilka miejsc mamy poleconych przez roznych ludzi. Najpierw jedziemy w okolice Histrii. O tych miejscach opowiadali nam przy wulkanach spotkani Polacy, ci od kampera. Byli tam kilka lat temu. Zajezdzamy zatem do Histrii. Sa tam jakies ruiny za wstep do ktorych trzeba placic, jest tez spory parking i srednio wygladajaca knajpa. Slabo.. Wjezdzamy wiec w boczne gruntowe drogi ktorych platanina wije sie tu i tam. Czesc z nich sie konczy gdzies w polach. Morza nie widac. Ide kawalek pieszo rozeznac teren albo wyjsc na jakies wzniesienie aby sie rozejrzec. Nie bardzo. Wszedzie tylko lataja szerszenie giganty, grube jak palec majace swe nory w ziemi. Nic tu po nas.

Czasem trafi sie jakies jeziorko lub rozlewisko ktorego brzegi porasta uprawa slonecznika. W tle majacza jakies dziwne goreczki, wygladajace jakby je ktos tu sztucznie usypal. Moze kurhany?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wsrod wiatrakow dostrzegamy jednego indywidualiste ;)

Obrazek

Jedziemy do Corbu. Tam znajomi byli kilka lat temu, postawili namiot na plazy i bylo cudnie, widzialam na zdjeciach. Kilka lat potrafi jednak spaprac niejedno miejsce. Kilka lat temu to wszedzie bylo fajniej. Wszystko schodzi na psy, jak widac Rumunia rowniez.. Przy drodze dojazdowej stoi jakas wielka tablica z wrażymi jak przypuszczamy napisami. Przy plazy nielepiej. Droge przegradza szlaban a pas wzdluz calej plazy jest przekopany glebokim rowem- zeby nie wjedzac. Namiotow tez stawiac juz nie wolno- jak nam mowi jeden z plazujacych. Idziemy kawalek wzdluz morza, faktycznie nie widac ani pol namiotu. Przy drodze w jakis zasmieconych krzakach stoi zagubiony kamper z Warszawy. On pewnie tez mial informacje z dawnych lat… Nic tu po nas..

Obrazek

Obrazek

Jedziemy dalej na poludnie. W Navodari ogromne zaklady przemyslowe. Kominy, orurowania, dzwigi, pątanina torow pelnych cystern. Zaladunek, przeladunek, dzwigi skrzypia, a kolumna samochodow smiga i trabi gdy ide poboczem aby wdrapac sie na mostek i porobic zdjecia. W tle jakies ogromne statki! Zastanawiam sie jak przedrzec sie i obejrzec port.. Ale chyba nie ma sensu- za jakis czas bedziemy w porcie zupelnie legalnie! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kawalek dalej opuszczone bloki ktore ulubilo sobie wodne ptactwo.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na to jak wyglada Konstanta lepiej spuscic zaslone milczenia. Tlum, ryk, zgielk, scisk, nerwowosc, pospiech, obłęd.... Jesli pieklo istnieje to musi byc choc troche podobne. Jeden fajny wiezowiec udaje sie wypatrzyc- jak jakies ufo :)

Obrazek

Obrazek


Jedziemy do Kostinesti jako ze mamy informacje ze z tamtejszej plazy widac solidny wrak statku. A my takowych wrakow wszedzie szukamy :) Wrak jest a jego zardzewialy kadlub pomalowali w fajne grafiti. Rozwazamy wypozyczenie rowerka aby podplynac blizej ale wszechobecny tlum lekko nas zniecheca. To kolejna plaza ktora na namiot sie nie nada. Chyba by nas zadeptali. Choc rowerki wodne ciekawe- z wmontowana zjezdzalnia. Jeszcze takich nie widzialam.

Obrazek

Cykamy pare zdjec statku, zjadamy jakies potwornie slodkie ciastko ze zwartej sciany kramow., zalujac ze jednak nie wybralismy hotdoga. Jedziemy dalej. Nic tu po nas…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kolejny namiar mamy na miejscowosc Olimp. Tez sprzed kilku lat. Poczatkowo rokuje niezle. Dzielnica nadmorska jest zarosnieta i jakby troche zapomniana. 6 hoteli wiezowcow z ktorych 3 sa opuszczone ale niestety zamkniete.

Obrazek

Obrazek

W rejonie jest tez plaza z falochronem z betonowych kotwic, łodzia i widokiem na jakies radary, duza ilosc sieci i slupow.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I “nasz” kemping, Fajny bardzo ale tez opuszczony.. Drzwi dawnej bramy zawiazane lancuchem. Ale furtka otwarta. Moze by i tak tam spac? Wchodze krok ale natychmiast sie cofam. Szczeniaczek. Duzych rozmiarow. W tle slysze skowyt. Zapewne jego mama. Nie mam ochoty wejsc z nia w blizsza znajomosc. Kątem oka zauwazam ze w tle stoi jakas kanapa, garnki. Chyba ktos zasiedlil juz to miejsce przed nami. I wyglada na to ze gosci nie lubi… Nic tu po nas…

Obrazek

Obrazek

Jedziemy dalej. Slonce coraz nizej. Kabak ziewa coraz szerzej. Nam tez juz oczy sie zamykaja ze zmeczenia. Chyba nawet od rana nic nie jedlismy oproz tego ciastka z kramow w Kostinesti. Ile mozna tak napier@$#% przed siebie i szukac szczescia w miejscu gdzie go nie ma? Zbyt szybko pochwalilismy rumunskie wybrzeze zachwyceni sielska atmosfera Sarichioi… Mamy juz wszystkiego dosc… Byle gdzies postawic namiot i moc wreszcie zniknac z tych zatloczonych drog pelnych ludzi miotajacych sie w obłędzie. Zatrzymujemy sie na czyms co sie zwie “Eurokemping”. Jak cos ma “euro” w nazwie to wiadomo ze nie bedzie to nic fajnego. Ale nam jest juz wszystko jedno.. Kemping jest nowy i zatloczony, stoi w cieniu jakis budujacych sie hoteli. Każą nam zawiesic na namiocie numerek a na rece przypinaja obrzydliwe odblaskowe opaski. Czuje sie jak znakowane bydlo. Maja tu osobne zlewy do mycia owocow i osobne do mycia naczyn. Informuja o tym ogromne kartki w kilku jezykach i o karach wynikajacych z pomylenia zlewow. Osobno sa tez oczywiscie umywalki. Jest ich kilka, nie wiem wiec czy w jednej wolno myc tylko rece a w drugiej zęby? A czy kible tez sa osobne na mniejsza i grubsza potrzebe? Jakis chlopak myjacy pomidora w umywalce szybko pada ofiara “czujnosci obywatelskiej” i jacys Szwajcarzy czy inni Austriacy biegna do recepcji z donosem.. Boze, co za koszmar! I sa ludzie co siedza tu dwa tygodnie? Na terenie kempingu jest tez basen. W srodku plywa jakis koles w piance, pletwach i masce pletwonurka. Hmmm.. nie lepiej w morzu? ktore jest stad 5 minut drogi? Juz o godzinie 20 grupa dzieciakow zostaje brutalnie wyproszona z basenu przez obsluge “bo juz ciemno i nie wolno byc w wodzie” a basen zostaje otasmowany i otabliczkowany. Ciekawe czy tasmy sa pod prądem i czy pole minowe wokol tez zapodali.. Nie zdziwiloby mnie to.. Namiot stawiamy gdzies przy murze, tu jakos najluzniej

Obrazek

Gdzies po drodze jakies muzeum marynarskie na wolnym powietrzu. Przy jakiejs jednostce wojskowej chyba. Za cholere nie pamietam gdzie to bylo...

Obrazek

Obrazek

Rano postanawiamy dac ostatnia szanse rumunskiemu wybrzezu. Jedziemy do Vama Veche. Ponoc tu ma byc dzika plaza, taka w hipisowskich klimatach, nudysci, zapach ziela i te sprawy. Przed oczami mamy krymska Lisia Buchte, wcisnieta pomiedzy skaly rozlegla zatoke pelna wesolych wolnych ludzi… Tu tymczasem pakujemy sie w srodek miejscowosci gdzie jest klasycznie po nadmorsko-rumunsku czyli tlum, wrzask i wycie klaksonow. Sa jakies odrazajace przepelnione kempingi za kupe kasy, plaza pelna parasoli stylizowanych na slomiane a z glosnikow dudni techno, o glosnosci przeznaczonej chyba dla ludzi o mocno uposledzonym sluchu. To chyba nie tu…

Obrazek

Miejsce ktorego szukamy jest faktycznie gdzie indziej, na poczatku miejscowosci. Jedno co sie zgadza z opisem to to ze tu mozna biwakowac za darmo. I chyba z racji ze gdzie indziej zniknely takie miejsca to teraz cala Rumunia spragniona dzikiego i taniego wypoczynku zgrupowala sie akurat tutaj. Przyczepy kepingowe stoja zderzak w zderzak, a jedni wylewaja pomyje prosto pod nogi tych co wypoczywaja na lezakach.

Obrazek

Obrazek

Chwile kraze miedzy przyczepami. Jedno jest pewne - roznia sie one od kamperow ze wczorajszego “eurokempingu”. Nikt ich tu nie poleruje. Niektore obudowane sa jakimis dechami. Inni wogole pobudowali sobie prowizoryczne domki z dykty i innych dostepnych materialow. Ktos zapodal łoze z baldachimem. Widac ze ludzie przyjezdzaja tu na dluzszy pobyt. Gdzies brzeknie gitara, gdzies przemkna golasy o lekko nieprzytomnym spojrzeniu. Miedzy przyczepy nie wcisniemy namiotu ani skodusi.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Za przyczepami zaczyna sie piekna pusta ukwiecona łąka a w dole widok na morze.

Obrazek

Ale niech nikogo nie zmyli ten piekny obrazek. Wlasnie jestesmy w kiblu. Tych wszystkich z tych dziesiatkow przyczep. Ilosc odchodow tozsama ilosci przyczep… Dziwny taki kibel, nie ma ani pol krzaczka… Tu tez zdecydowanie nie ma miejsca na nasz namiot… Zaraz za kiblem zaczyna sie uprawa, jakies zboze rosnie.

Tu rowerki wodne tez maja fantazyjne ksztalty

Obrazek

Schodzimy ze skarpy. Skrzypia drewniane schodki prowadzace na plaze. Na piasku jest kilka knajp. Tez przepelnione, ludzie siedza na krzeslach, na pufach ale tez gdzie popadnie na ziemi. Wszystko jest tu jakies klaustrofobiczne, za male w stosunku do ilosci chetnych, jakby nieprzygotowane i zaskoczone naglym najazdem dziesiatek, setek i tysiecy milosnikow rumunskiego wybrzeza. Dalej jest bardzo waska plaza zapchana namiotami. Namiotom nie wroze dobrze- wyglada na to ze albo skarpa sie na nie osypie albo przyplyw zabierze. Miedzy namiotami caly czas chodza ludzie. Wte i wewte. Jakis chlopak probuje czytac ksiazke w wejsciu swojego namiotu. Non stop zgarnia ze stron ksiazki piasek ktory bryzga spod stop przechodzacych. Chlopak to jakies wcielenie cierpliwosci, z obojetna mina zgarnia ten piasek, zgarnia i czyta dalej. Jak jakas maszyna pozbawiona emocji. Jakby go to nie ruszalo, zgarnia i zgarnia, wyciera zapiaszczone oczy. A moze gniew sie w nim zbiera powoli? I jak w koncu wstanie to zabije? Zupelnie jakby sie rozbic na srodku deptaka… Miejsce chyba byloby najfajniejsze z “otwartego rumunskiego morza” gdyby zabrac stad ¾ ludzi … Ale nie w weekend, nie w lipcu.. Moze by tu przyjechac np. w jakas listopadowa srode? Nic tu po nas..

Bez najmniejszego cienia zalu zegnamy nadmorska Rumunie. Nie wiem jak ludzie moga tu spedzac swoje urlopy. Nam wystarczylo poltora dnia. I mamy serdecznie dosc. Konczymy chyba raz na zawsze nasza krotka i łzawa przygode z rumunskim wybrzezem. Pelni nadziei na lepsze jutro wjezdzamy do Bulgarii. Trzeba byc dobrej mysli! Tam musi byc lepiej. Juz na granicy czujemy w powietrzu ze wkraczamy w jakis inny swiat. Nagle jak za dotknieciem czarodziejskiej różdżki znikaja tlumy, milknie wrzask. Na granicy jestesmy sami….

cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 2225
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Post autor: buba » 10 października 2016, 10:58

Na bulgarskiej granicy pytamy straznika w budce o winiety, bo ponoc na wszystkie drogi trzeba tu miec jakis oplacony papierek. Tzn toperz pyta bo on sie po angielsku umie dogadac. No i toperz dostaje opierdziel za ten angielski. “Cos pan oszalal? Polak z Bulgarem po angielsku? slowianskie narody? Mamy swoje jezyki, dogadamy sie! Anglia wyszla z UE, koniec angielskiej dominacji we wschodniej Europie!”. Probujemy przepraszac i sie tlumaczyc, ze ogolnie sie zgadzamy z nim, ale tak z przyzwyczajenia powiedzielismy bo w Rumunii to nie szlo sie inaczej dogadac. “To moze w Rumunii. Ale tu jest BUŁGARIA. Tu jest inny kraj. Tu jest inaczej”- tu wskazuje na powiewajaca niebieska flage- “powiesili to, ale zapamietajcie, tu jest granica, byla, jest i bedzie”. Na tym etapie dociera do nas ze gosc mowi do nas po polsku, nieraz przekrecajac wyrazy czy zjadajac koncowki, ale mowi do nas po polsku.

Pierwsza miejscowosc za granica zwie sie Kosmos. Polecal to miejsce Ukrainiec z Izmaiłu, ktory nocowal u Jakuba w Sarichioi. Skoro mu sie podobalo u Jakuba i w Kosmosie, to i nam w Kosmosie podobac sie powinno. Wita nas brama jak ze starych osrodkow wypoczynkowych, a za nia knajpa “Czajka”. Zjadamy tu jakies pyszne danie ktore troche przypomina pewne odmiany ukrainskich czanachow- mieso, ziemniaki, sos pomidorowy a na tym topiony na cieplo ser…

Obrazek

Do kibelka idzie sie przez ogromna sale wypelniona spiewem mieszkajacych tu jaskolek.

Obrazek

Obrazek

Przed knajpa- wlasciwy znak na wlasciwym miejscu.

Obrazek

Za nadgryzionym zebem czasu plotem stoja w cieniu starych drzew namioty, przyczepy i wiaty. Tu i my sie osiedlamy. Kolo nas rozbili sie Litwini. Jak sie okazuje szukamy na wyjazdach podobnych klimatow i obiektow z historii dosc niedawnej. Nie wiem wiec jakim cudem nie slyszeli o litewskim Grutas Parkas, ktory im polecamy. Oni za to odwdzieczaja sie nam informacja o Cybince. "A wiecie ze Staliny to nie tylko w Gruzji stoja? Jedzcie w lubuskie...". A wieczorem obok rozklada sie bulgarska impreza, cudnie spiewaja, troche jak w cerkwi.

Obrazek

Obrazek

Pomiedzy namiotami stoja nie tylko auta, rowniez pojazdy niespalinowe. Wszystko spowija zapach spadlych kilka dni temu mirabelek.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na wszystkie sprzety pobliskiego placu zabaw wspinaja sie stada slimakow.

Obrazek

Nad samym morzem stoja fotele i kanapy a wokol nich rosna kłosy zboz

Obrazek

Obrazek

Plaza szeroka, czesciowo piasek, czesciowo “rakuszecznik”.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdzieniegdzie stoja rozsiane luzno namioty, na plazy rowniez.

Obrazek

Kawalek za Kosmosem jest przystan rybackich lodek

Obrazek

Vama Veche jest stad kilka kilometrow, a inny swiat.. Graja mi w glowie slowa pogranicznika “Tu jest inaczej”. I jeszcze nie raz te slowa sie nam przypomna. Choc z czasem poczucie “inaczej” sie zatrze, bo do dobrego czlowiek jakos przywyka niezmiernie szybko. Dzis jedziemy obejrzec wybrzeze na poludnie od miasta Szabla. W miasteczku dostrzegamy nietypowy typ wschodniego kablowska. Co to za kokardki i po co?

Obrazek

Miedzy Szabla a Tjulenowem trafiamy na przedziwny brzeg. Jest latarnia morska a kolo niej ogromne śmigła i kotwica, ponoc jakies pomniki zwiazane z jednostka wojskowa ktora tu sie niegdys znajdowala (i chyba czesciowo nadal cos dziala bo dalej jest plot z zasiekami). Przy kotwicy jakas babka sprzedaje magnesiki i gliniane garnuszki. Gadam z nia po polsku. Ponoc sie nauczyla dawnymi laty gdyz bardzo duze ilosci naszych rodakow wypoczywaly niegdys na bulgarskim wybrzezu. W Polsce byla raz, z kolezanka, na handel pojechala, na stadion w Warszawie. Ale cos im z tym handlem nie za dobrze poszlo bo szybko wrocily, skarżąc sie na “nieuczciwa konkurencje Ukraincow”.

Obrazek

Obrazek

Za latarnia sa jakies opuszczone platformy w wodzie, zasiedlone przez ogromne stada kormoranow. Kormorany w morzu? Zawsze ten ptak kojarzyl mi sie z jeziorami!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jakies dzwigi stoja, ciezko sie polapac czy cos buduja czy wlasnie rozbieraja. A moze po prostu stoja bo ktos je kiedys postawil?

Obrazek

Z morza w niewielkiej zatoczce wystaja “zęby smoka”- takie same jak kolo MRU mialy robic za zapory antyczolgowe!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obok opuszczony kemping, kilka domkow, jakis jakby basen i knajpa.

Obrazek

Obrazek

Na wjezdzie stoi stary kraz. Plaza jest tu skalista, pomiedzy kamienie obrosniete rudym porostem ucieka krab..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kolejne wsie sprawiaja wrazenie czegos co bylo wieksze ale zmalalo i popadlo w zapomnienie. Zarosle drogi asfaltowe a przy nich rzedy latarni, chyba juz nie dzialajacych. Nad calym wybrzezem ciagna sie dzikie biwakowiska na spalonym sloncem stepie. Oprocz rozsianych tu i owdzie namiotow, przyczep i kamperow co chwile trafiaja sie jakies ruiny. Ni to fabryczki, ni to kolchozy..

Obrazek

Obrazek

Wszedzie po polach stoja ogromne pordzewiale cysterny, zbiorniki na jakas ciecz. Na wode? Albo na rope? Kiedys chyba bylo tu jakies wydobycie, nadal jakies male szybiki sie trafiaja. Choc teraz to magazynuja chyba tylko powietrze , patrzac na mocno podziurawione od rdzy dna..

Obrazek

Czemu tu az tak pusto? Przegapilismy jakas wojne? A moze tu byl poligon jak na krymskich Generalskich Plazach? Albo morze tu jakies skazone? Caly czas mamy jeszcze w oczach te rumunskie tlumy i tam wystepujace dlugie listy zakazow, wjazdu, biwakowania, palenia ognisk. Tu hula wiatr i wolno wszystko.. “Tu jest inaczej”. Wybrzeze za wsia Kamien Brjag jest takie jak sie nazywa. Wysokie, skaliste, opadajace skarpami do morza. Zejsc do miejsc kapielowych zapewne trudno, ale widoki sa malownicze.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sa tez jaskinie.

Obrazek

Na skalach jest kilka symbolicznych grobow- chyba ofiar tych urwisk. Skakali do morza? Probowali sie wspinac? Zlecieli po pijaku idac do kibla w nocy? Tego sie chyba nie dowiemy..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dosc dlugo jezdzimy polnymi drogami lub lazimy spalona sloncem patelnią, gdzie rosliny sa tak wyschniete, ze tylko chrzeszcza pod butami i rozpadaja sie w pyl.

Obrazek

Obrazek

Probujemy sie dostac do metalowej wiezy.

Obrazek

Obrazek

Wieza jednak nie chce nas u siebie- to otwiera sie przed nami wyrobisko kamieniolomu o pionowych skalach, to droga meandruje miedzy skalami i skreca w inna strone, to wieza znika za pagorkiem a my nie wiedziec czemu idziemy nie tam gdzie trzeba. Raz ide sama obeznac jedna ze sciezek i potem nie moge znalezc skodusi. Ponoc ludzi wodzi na bagnach a tu sie okazuje ze na wyprazonych stepach rowniez.. W koncu odpuszczamy sobie wieze, upal chyba przekracza 50 stopni, a my mimo grubej warstwy kremu zaraz obleziemy calkiem ze skory. Kabak wedruje juz od jakiegos czasu pod parasolem i bardzo sie jej poci nos. Zabawnie wyglada z tym noskiem pelnym kropelek. Nie wiem czy jest to normalne ze niemowle wypija ponad litr wody dziennie? ;)

Na wcinajacym sie w morze polwyspie jest miejsowosc Kaliakra. Tu pojawia sie wiecej turystow. Sa jakies ruiny starozytne ktore wygladaja jak wczoraj postawione, przysloniete kramami z pamiatkami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A posrod tego wszystkiego stoja wojskowe radary. Jakis gosc w mundurze tam łazi i grozi mi palcem gdy widzi wymierzony w niego obiektyw. A ja udaje ze focę mewy :P

Obrazek

Obrazek

Tutejszy brzeg tez jest wysoki, woda jest pelna rozstawionych sieci a jej powierzchnia idealnie gladka

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jako ze w Kosmosie nam sie podoba, to planujemy sprobowac tez z Orbita. Nazwa chyba zobowiązuje :P Szukamy jej ale nikt nic nie wie. Na mapie jest taka miejscowosc,a w rzeczywistosci nie ma. Tam gdzie bysmy sie jej spodziewali jest troche hoteli, ogromna skała i dziwny opuszczony fabryko-zamek. Takiego dziwadła to ja jeszcze nie widzialam!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Budynek musi byc łasym kąskiem dla wielu eksploratorow i/lub zlodziei bo jeszcze nigdy nie widzialam na ogrodzeniach tylu informacji o dziesieciu firmach ochroniarskich ktore go strzega,alarmach dzwiekowych, swietlnych, monitoringu, czujnikach ruchu i kilku dlugich listach co czeka osobe tam zlapana- tzn przeszukanie bagazu, spisanie danych, kontrola osobista, zgloszenie do odpowiednich sluzb, mozliwy areszt, grzywna. Jest jeszcze pare punktow ale nie wszystko po bulgarsku daje rade zrozumiec- pewnie przywiazanie do pregierza, biczowanie a na koniec patroszenie tępa zyletka ;)

Obrazek

Po drodze mijamy jeszcze zarosniety pomnik z czasow minionych- jakis koles z kamieniem. Stoi przy samej drodze a jednak ukryty za chaszczem. Spory placyk i jakby dawne zrodelko, ktore wyschlo. Fajne miejsce noclegowe np. dla podążajacych na poludnie autostopowiczow

Obrazek

Obrazek

Spotykamy tez podobne zrodelko ale dzialajace

Obrazek


cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2285
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35

Post autor: Robert J » 10 października 2016, 16:49

Rumunia staje się coraz bardziej popularnym kierunkiem dla turystów, którzy szukają ziemi jeszcze nieskażonej komercją. Sami jednak się do tego przyczyniają, że się tam zmienia... Wystarczy zobaczyć ile osób było w Rumunii tylko z tego forum w tym roku ;)

Te twoje "śmigła" to śruby napędowe statków, a ten "fabryko-zamek" to zwykły silos.
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 2225
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Post autor: buba » 10 października 2016, 18:39

Robert J pisze:Wystarczy zobaczyć ile osób było w Rumunii tylko z tego forum w tym roku

No nie? istny najazd na Rumunie! :lol: jakbysmy sie zmowili :jezor:

Robert J pisze:Te twoje "śmigła" to śruby napędowe statków
To by sie dobrze komponowalo z kotwicami i wogole miejscem ich pobytu!

Robert J pisze:a ten "fabryko-zamek" to zwykły silos.
silos- z takimi szpiczastymi wiezyczkami? :shock:
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
ODPOWIEDZ