Rowerowe wycieczki Roberta J

Relacje z górskich wypraw i innych wyjazdów oraz imprez forumowiczów. Ten dział jest przeznaczony dla osób, które chcą opisać swoje relacje i/lub pokazać zdjęcia ze spotkań nie będących Klubowym Zjazdem lub Górską Wycieczką Klubową.

Moderatorzy: HalinkaŚ, Moderatorzy

Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2285
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 30 listopada 2019, 21:41

Rowerowy Eurotrip 2019 - Dzień 11/28 - 23.07.2019 - Stambuł !

To była nieprzyjemnie gorąca noc. Ponownie odnoszę wrażenie iż o poranku jestem bardziej zmęczony aniżeli pod koniec minionego dnia. Do drogi zbieram się jeszcze zanim wstanie słońce. A gdy to wynurza się zza horyzontu temperatura drastycznie wzrasta. Od samego początku droga jest pagórkowata, ale o dziwo całkiem sprawnie idzie mi dziś pokonywanie kolejnych wzniesień i kilometrów dość szybko przybywa. Inna sprawa, że staram się ograniczać postoje do minimum bo do Stambułu mam ponad 160 kilometrów, a chciałbym jeszcze tego samego dnia miasto opuścić....

Obrazek

Obrazek

W Vize pierwsze zakupy. Robię kilka fotek i lecę dalej.

Obrazek

Obrazek
Vize

Nawet się nie spostrzegłem jak docieram do Saray. Oczywiście i tu uzupełniam zapasy płynów bo tych to w zastraszającym tempie ubywa. Miasta przez które przejeżdżam nie są dla mnie szczególnie ciekawe. Natomiast wszędzie widzę te sterczące "ołówki" gdzie nie spojrzę tam widoczne są minarety !

Obrazek
Saray

Obrazek

Obrazek

Z Saray jadę ciągle tą samą drogą krajową. Ruch jest znikomy jednak gdy tylko jestem w okolicy większej miejscowości to samochodów znacznie przybywa, ale jeszcze jest znośnie. Natomiast okolica coraz bardziej pagórkowata i zalesiona. Jest to dużym plusem bo nie jestem tak bardzo narażony na oddziaływanie promieni słonecznych, a i natrafiam czasami na obfite w wodę źródełka😀

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Czasami jest tak, że muszę zjechać z głównej drogi do jakiejś miejscowości bo ta ją omija. Nie mogę pozwolić by mi zabrakło wody, więc staram się robić zakupy w niemal każdej miejscowości. I tak np. w Aydınlar naprzeciw meczetu odwiedzam sklep.

Obrazek

Obrazek
Aydınlar

A i byłbym zapomniał..., te tureckie psy są zupełnie nieszkodliwe. Nie miałem z nimi żadnych przygód, a jest ich naprawdę bardzo wiele. Zauważyłem, że większość tych bezdomnych jest kolczykowana podobnie jak chociażby u nas zwierzęta hodowlane.

Obrazek

Obrazek

Jeszcze w tej samej miejscowości musiałem odwiedzić kolejny sklep bo w tym pierwszym nie było piwa 😋 Na wylocie przy głównej drodze kupuję trochę świeżych warzyw u handlarza na straganie. Kawałek dalej jem drugie śniadanie.

Obrazek

Obrazek
Śniadanko

Obrazek

Obrazek

W Oklalı postanawiam zjechać już z głównej drogi i wybieram takie, którymi w teorii będzie bliżej, a wiadomo, że nie zawsze ta najkrótsza trasa jest tą najłatwiejszą. Tak też było i tym razem. Ciągle mam na swojej drodze męczące podjazdy. Nie powiem, ale widoki miałem niczego sobie szczególnie, że w dali widoczna największa aglomeracja Turcji.

Obrazek
Oklalı

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie byłem jednak świadom, że to jeszcze tak daleko do celu. Ciągle jadę, a wydaje mi się iż bardzo powoli przybliżam się do celu wyprawy.

Obrazek

Obrazek
Stambuł już widoczny
No i wiadomo..., dzień w Turcji bez przebitej dętki to dzień stracony 😉

Obrazek
Kolejny kapeć. Tym razem na przedmieściach Stambułu.

Trochę później aniżeli zakładałem docieram na przedmieścia Stambułu. Byłem w małym szoku jak ogromny panuje tu ruch na drogach 3-4 pasmowych. Jeszcze bardziej się zdziwiłem nie widząc żadnych korków, a wszystko odbywało się jakoś tak bardzo płynnie. Prawda, że tam każdy na każdego trąbi, ale nie spotkałem się z jakąś agresją, a trąbienie ma oznajmiać innym uczestnikom ruchu coś w stylu "uwaga jadę". Mam ogromne problemy by się włączyć do ruchu. Stoję na światłach i nie potrafię się wbić na drugi pas. W pewnym momencie zatrzymuje się gościu pikapem, wysiada i podniesioną ręką idzie przez wszystkie pasy w moim kierunku. Oznajmia bym z nim poszedł. Schodzę z nim na pobocze. Pierwsze co to oznajmia mi, że jak chcę żyć to żebym nie poruszał się głównymi arteriami. Ścieżek rowerowych to nie za bardzo tu uświadczę.

Çağrı oferuje się, że mnie podrzuci bliżej centrum bo okazuje się, że to dobre 30 kilometrów przez jedno z najbardziej zaludnionych miast świata. Gościu posiada jakąś dużą firmę i zajmuje się handlem. Często jeździ po Europie w celach biznesowych. Odwiedził swego czasu Łódź. Często na swoje wyjazdy zabiera swój rower górski, którym lubi śmigać szczególnie po Alpach.

Oczywiście zdając sobie sprawę, że mam konkretną obsuwę czasową przystaję na jego propozycję. Zanim podrzucił mnie w "pobliże centrum" to jeszcze zafundował mi wycieczkę na osiedle wieżowców gdzie mieszka, a następnie w okolice gdzie znajduje się jego firma.

Obrazek

Oczywiście i ode mnie wyciąga wiele informacji. Co, gdzie, jak, ile i dlaczego ? To standardowe pytania niemal u każdego kto się wypytuje o moją wyprawę. Bardzo dużo przydatnych i praktycznych informacji otrzymałem od niego. Otworzył mi oczy na kilka ważnych aspektów odnośnie poruszania się rowerem po tak ogromnej aglomeracji. Najlepszym jego stwierdzeniem było "Turcy to niesamowicie przyjaźnie nastawiony naród jednak na drogach to idioci i miej to na uwadze" 😃

Wysadza mnie w miejscu gdzie zaczyna się ścieżka rowerowa przy dworcu kolejowym Halkalı. Wręcza mi swoją wizytówkę jakbym potrzebował jakiejkolwiek pomocy. Ja jednak nie posłuchałem się niektórych jego rad i postanawiam dotrzeć do centrum mimo wszystko bardziej głównymi drogami bo będzie bliżej. Mimo wszystko mam jeszcze do pokonania niemal 20 kilometrów.

Obrazek
Wspólna fota Çağrı.

Stambuł podobnie jak Rzym wybudowano na siedmiu wzgórzach i ja te wzgórza teraz muszę pokonać. Jest ciężko niesamowicie. Trochę stresu na tutejszych drogach jednak się najadłem. Jednak nawigacja sprawnie prowadzi mnie ku centrum. Choć raz mnie zawiodła na takie zadupie, że musiałem wracać. Wyłączam więc selekcję tras dla roweru. Na jednym ze stromych podjazdów pewien chłopaczek na skuterze oferuje się, że mnie pociągnie pod górę. Skorzystałem 😉

W okolicy podwójnej linii murów miejskich wzniesionych przez Teodozjusza Wielkiego natrafiam na ścieżkę rowerową. Są nawet rowery, które można wypożyczyć.

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Jedna z bram wjazdowy w murach miejskich.

Obrazek

Teraz przeciskam się odrobinę wąskimi uliczkami tak jak mnie prowadzi nawigacja, ale dwukrotnie natrafiam na bazary i kombinuję z objazdem bo nie jestem się w stanie poruszać w tak tłumnych miejscach naprzód.

Dlatego uznałem, że szybciej będzie głównymi traktami. Im bliżej historycznego Bizancjum tym więcej reprezentacyjnych obiektów mijam. W związku z tym i coraz większy ruch turystów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Wiele zabytków z czasów Bizancjum

Obrazek

Obrazek

W Stambule znajduje się ponoć 2691 czynnych meczetów, a te najbardziej okazałe to Błękitny meczet będący najwspanialszym przykładem tzw. klasycznego okresu sztuki islamskiej w Turcji.

Obrazek
Błękitny Meczet

Został on wybudowany z zamiarem postawienia czegoś bardziej okazałego od sąsiadującej Hagia Sophia. Pierwotnie świątynia chrześcijańska uważana za najwspanialszy obiekt architektury i budownictwa pierwszego tysiąclecia naszej ery. Wybudowano ją w latach 532-537. Po zdobyciu Konstantynopola przez Turków w 1453 roku dobudowano cztery minarety, a samą świątynię zamieniono w meczet. Obecne jest tutaj muzeum.

Obrazek
Hagia Sophia

Obrazek

Zbliża się zachód słońca. Niewiele mam czasu na objazd okolicy. Tłum turystów z całego świata jest ogromny. Nie to że utrudniają mi poruszanie się tylko ciągle zaczepiają zadając pytania. Najbardziej ciekawska była jedna Amerykanka i dwóch chłopaków z Kazachstanu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Chłopaki z Kazachstanu.

Ogólnie to nie ma dla mnie większego sensu rozpisywać się na temat historii i wszystkiego co warte uwagi by tu zobaczyć. Od tego są dziesiątki przewodników, które znajdziecie w internecie. Zresztą sam niewiele zobaczyłem. Tutaj trzeba by poświęcić myślę tak z minimum 2-3 dni by zobaczyć tylko to co najciekawsze, a ja byłem zaledwie dwie godziny choć z dojazdem do centrum i próbą wydostania się zajęło mi to dobre kilkanaście godzin 😉

Jako miejsce reprezentacyjne jest też bardzo dobrze strzeżone przez wojsko rozlokowane w kilku miejscach w wozach opancerzonych. Teraz trochę jednak żałuję, że spędziłem tam tak mało czasu. Następnym razem bardziej się postaram. No cóż cel zaliczony, więc mogę z czystym sumieniem wracać. W głowie już powoli układa mi się wizja mojej przyszłej trasy, ale aktualnie skupiam się na tym by opuścić miasto.

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Zachowaj odstęp 1 metra od rowerzysty. Nikt tego nie respektuje 😋

Spędzając w tak dużym mieście te kilka godzin w zupełności mi wystarczyło by się przyzwyczaić do warunków panujących na drogach. Chcesz przeżyć ? Jeździj jak inni ! I tak też robiłem.

Obrazek

Obrazek
Ładnie oświetlony niewielki park.

Jeszcze dwukrotnie wpadam do knajpy coś zjeść. Ceny za posiłek wydawały mi się śmiesznie niskie. No i ta serdeczność obsługi. Widząc turystę na rowerze dostawałem za każdym razem coś ekstra od obsługi 😉

Obrazek

Obrazek
Ten zestaw kosztował około 7 złotych 😀

Opuszczenie miasta przyszło mi zdecydowanie łatwiej aniżeli dostanie się do centrum. Tego dnia udaje się pokonać jeszcze dość sporo kilometrów. Samą jazdę kończę w Silivri o pierwszej w nocy. Ponownie nie rozwieszam hamaka bo nie ma za bardzo gdzie. Jestem zmuszony rozwiesić płachtę biwakową na jakimś ogrodzeniu tuż przy drodze bo od północy nadciąga burza....

Obrazek
Pięknie podświetlony most w Dizdariye.

Dystans dnia: 220,37 km
Suma podjazdów: 2464 metry

Galeria dzień 11: https://photos.app.goo.gl/2nFDFK1PfEwoC3F27
cdn...
Awatar użytkownika
PiotrekP
Administrator
Administrator
Posty: 8079
Rejestracja: 22 kwietnia 2009, 11:33
Kontakt:

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: PiotrekP » 01 grudnia 2019, 10:28

Jestem pełen podziwu w temperaturze 40 stopni jechać po asfalcie to ekstremalne doświadczenie. Z góry 40, a z dołu odbija jakieś 70 na plusie. Samochodem z dobrą klimą trudno jechać w tej temperaturze, a co dopiero rowerem.
Góry są piękne i niech takie pozostaną.

Nasze Wędrowanie
Awatar użytkownika
Dżola Ry
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 6067
Rejestracja: 28 czerwca 2009, 23:07
Kontakt:

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Dżola Ry » 01 grudnia 2019, 16:58

To nieustająco dla mnie niepojęte, jak można w tak krótkim czasie przejechać na rowerze takie dystanse i jeszcze tyle zwiedzić i "sfocić"!
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2285
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 01 grudnia 2019, 20:05

PiotrekP pisze:
01 grudnia 2019, 10:28
Jestem pełen podziwu w temperaturze 40 stopni jechać po asfalcie to ekstremalne doświadczenie. Z góry 40, a z dołu odbija jakieś 70 na plusie. Samochodem z dobrą klimą trudno jechać w tej temperaturze, a co dopiero rowerem.
No nie powiem...., miałem momenty, że myślałem iż zaraz zasnę lub zemdleję w tej spiekacie, ale jakoś jednak dawałem rady. Trochę się doświadczenia przez lata na rowerze nabyło ;)
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2285
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 01 grudnia 2019, 20:07

Dżola Ry pisze:
01 grudnia 2019, 16:58
To nieustająco dla mnie niepojęte, jak można w tak krótkim czasie przejechać na rowerze takie dystanse i jeszcze tyle zwiedzić i "sfocić"!
A widzisz Jolu jednak można ! Wszystko to kwestia chęci, determinacji i dążenia do wyznaczonego sobie celu.
Oczywiście lata spędzone na siodełku rowerowym robią swoje ;)
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2285
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 09 grudnia 2019, 23:35

Rowerowy Eurotrip 2019 - Dzień 12/28 - 24.07.2019 - Kierunek zachód, kierunek Grecja !!!

W nocy tylko postraszyło deszczem. Niby zanosiło się na niezłą nawałnicę, ale błyskawice oraz grzmoty pozostały nad cieśniną Bosfor. U mnie jedynie lekko pokropiło. W następstwie przejścia tego niewielkiego frontu atmosferycznego wiatr zmienił kierunek z którego wieje. I ponownie mam w twarz.... 😕

Z rana jest jeszcze na niebie trochę chmur, ale z czasem się wypogodzi. Po przejściu frontu nocą trochę powietrze się ostudziło i dziś mam odrobinę "lżejsze" powietrze 😀

Obrazek

Obrazek

Pierwszym sporym miastem przez które dziś przejeżdżam jest Çorlu. Fajna sprawa z tymi tablicami z nazwami miast gdzie podają ilu aktualnie jest mieszkańców. Akurat to miasto było jedynym zakorkowanym, które odwiedziłem w Turcji. Jednak spowodowane to było remontem największego ronda w mieście. Ludności bardzo szybko tu przybywa patrząc po statystykach, które znalazłem. Miasto również dość szybko się rozrasta i jest raczej dość nowoczesne. Nie mam w planach zwiedzać miasta. Jedynie kilka fotek na głównym placu, przez który i tak wiedzie moja trasa 😉

Obrazek

Obrazek
Çorlu

Obrazek

Natomiast na obrzeżach można natrafić na pozostałości po twierdzy Çorlu. Obiekt pochodzi z VI wieku i do dziś niewiele z niego pozostało. Obok slamsy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A na wylocie oczywiście baza wojskowa. Przed główną bramą czołg M47 Patton.

Obrazek

W Turcji spotkać można wiele kamiennych mostów, które są już wyłączone z ruchu ze względu na swoją małą przepustowość. Obok wybudowane są już nowoczesne przeprawy.

Obrazek

Przed Lüleburgaz przy drodze widać okazały kurhan czyli grobowiec tracki.

Obrazek

Obrazek
Tracki grobowiec.

Obrazek

Lüleburgaz to dość duże miasto. Miejscowi zwą je "Paryżem Tracji" ponieważ jest znacznie lepiej rozwinięte od innych okolicznych miast.

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Lüleburgaz

Obrazek

Obrazek

Miasto znane jest z XVI-wiecznego meczetu i mostu, oba obiekty nazwane na cześć wielkiego wezyra Sokollu Mehmeda Paszy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W mieście spędzam dość sporo czasu. Zaraz gdy tylko wjechałem to trafiam na lokalny sklep "monopolowy" ! No kurde, muszą tam mieć inne piwo niż tylko Efez i Tuborg. I mieli ! Marmara było najlepszym jakie piłem podczas całej tej wyprawy, albo byłem tak bardzo spragniony, że weszło dosłownie na raz.....

Obrazek

Obrazek

Sklep prowadzi cała rodzina, ale z tego co zauważyłem syn jest głową całego interesu. Sklep konkretnie zaopatrzony, a na głównej półce wyeksponowana nasza Wyborowa ! Jest zdecydowanie droższa od miejscowych trunków, których kupuję mały zapas jako prezenty dla znajomych. Musiałem przecież jakoś wydać turecką walutę bo tej mam sporo i sporo jeszcze jej do domu przywiozę 😉
Chłopaczek cały czas chodził ze mną i wypytywał dosłownie o wszystko. A za nami chodziła jego młodsza siostra, która nie rozumiała jednak ani słowa po angielsku, więc rozmowa trwała dwa razy dłużej bo brat musiał jej wszystko tłumaczyć 😉 I tak upływa ponad godzina, ale udostępniono mi internety z komórki, dostałem jeszcze dwie duże butelki wody na drogę, a i tak chcieli bym został u nich na noc. Szkoda bo pewnie bym się skusił tylko nie o tak wczesnej godzinie 😉 Wymieniamy się więc kontaktami, a ja obiecuję, że jeżeli kiedykolwiek zawitam w te okolice to ich odwiedzę ponownie...😋

I tak z zaledwie jedną "chmielowa" przerwą docieram do Babaeski. Miasto znacznie mniejsze, a jednak ja takie bardziej lubię od tych dużych aglomeracji. Ładne miasteczko.

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Babaeski

Obrazek

Opuszczam miasto po zrobieniu kolejnych zakupów. Bardzo szybko uszczuplam jednak zapasy. Piwo mają o mniejszej pojemności.... W międzyczasie zaczepia mnie grupka miejscowych chłopaków próbując się pochwalić jak to dobrze znają kilka słów po angielsku 😉

Obrazek

Obrazek

W ogóle droga krajowa D100 standardem przypomina bardziej nasze autostrady i jedzie się po niej wręcz rewelacyjnie ! Bardzo szybko przemieszczam się dziś na zachód mimo że co rusz mam do pokonania kolejne wzniesienia.
A pisałem już jak to w nocy czasami słychać strzały ? No właśnie jadąc tą drogą co chwila pod kołami błyszczy jakaś łuska....

Obrazek

Obrazek
Prawie jak autostrada....

Obrazek

Właściwie z Babaeski do dzisiejszego celu, Edirne mam 60 kilometrów i chcąc dotrzeć tam przed zachodem słońca muszę mocniej przycisnąć na korby. I udaje się to ! Pierwsze co zwróciło moją uwagę to ciekawe rozwiązanie świateł sygnalizacyjnych na skrzyżowaniach. Świeci dosłownie cały słup !

Obrazek

Obrazek

Pierwotnie miasto było zamieszkiwane przez plemiona trackie. W II wieku naszej ery zostało rozbudowane przez cesarza rzymskiego Hadriana, a nazwę zmieniono na Hadrianopolis. W 378 roku w jego pobliżu rozegrała się bitwa gdzie Goci rozgromili armię rzymską i pozbawili życia cesarza Walensa. W czasach bizantyńskich Adrianopol był stolicą prowincji Macedonia.

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Edirne

W drugiej połowie XIV wieku miasto zostało zdobyte przez Turków osmańskich i wówczas to nazwali miasto Edirne. W 1413 roku Edirne zostało stolicą całej Turcji, a rolę tą pełniło do zdobycia przez Turków Konstantynopola czterdzieści lat później.

Dzięki swojej burzliwej historii na przełomie wielu wieków znajdziemy tu niesamowicie wiele zabytków. Oczywiście większość z okresu panowania Turków.

Miasto jest całkiem przyjemne w odbiorze i to mimo tego iż jest dość duże bo liczy około 150 tys. mieszkańców. Znajdziemy tu kilka zabytków klasy światowej, a największy i najsłynniejszy zabytek Edirne - Meczet Selimiye został kilka lat temu wpisany na światową listę dziedzictwa UNESCO. Obiekt robi niesamowite wrażenie.

Obrazek
Selimiye

Obrazek
Selimiye

Obrazek

Na pewno dużą zaletą(z turystycznego punktu widzenia) jest mocno skoncentrowana lokalizacja najciekawszych zabytków w samym centrum miasta. Okolicę objechałem chyba ze trzy razy !
Oprócz Selimiye jest jeszcze kilka innych nie tak ogromnych, ale równie ciekawych, jak chociażby Üç Şerefeli czy Eski.

Obrazek
Stary meczet.

Obrazek
Stary meczet.

Obrazek
Üç Şerefeli

Obrazek
Üç Şerefeli

Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne również już nieczynne, ale całkiem dobrze wyeksponowane zabytki z okresu rzymskiego oraz Bizancjum. Koty można spotkać tu na każdym kroku 😉

Obrazek

Obrazek
Sarkofagi

Obrazek
Dolmen czyli rodzaj prehistorycznego megalitycznego grobowca.

Obrazek

Obrazek

Oprócz tych wszystkich meczetów i pałaców w mieście, dosłownie po sąsiedzku z meczetem Üç Şerefeli znajduje się "Wieża Macedońska". To pozostałość z czasów rzymskich. Obiekt wchodził w skład fortyfikacji miejskich z II wieku naszej ery. Obok stanowisko archeologiczne, z którego znaleziska można obejrzeć w miejskim muzeum.

Obrazek
Wieża Macedońska

Obrazek
Stanowisko archeologiczne.

Obrazek

Dziś nie mam już zbyt wiele jazdy w planach, więc wstępuję do jednej knajpy, a później do drugiej. Oglądam jakieś uliczne występy. Niestety nie udało się już wymienić pozostałych lirów na euro. Wszystkie kantory nieczynne o tej porze. Teraz zalega mi równowartość 50 euro w walucie tureckiej 😋

Obrazek

Potem kolejny raz jadę na miasto nacieszyć oczy ładnie oświetlonym Selimiye.

Obrazek

Obrazek

I opuszczam powoli miasto starym mostem nad rzeką Nehri.

Obrazek
Stary most na rzece nad rzeką Nehri.

Jeszcze tylko jedna niewielka miejscowość na ziemi tureckiej i docieram do niewielkiego przejścia granicznego z Grecją. Przejście obsługuje tylko pieszych i samochody osobowe. Odprawa bezproblemowa. Strażnik w malutkim okienku tylko poprosił mnie o wydrukowaną wizę, wbija pieczątkę i to tyle, żadnej kontroli osobistej. Natomiast Grek po zajrzeniu do paszportu powiedział "Polska ?", witamy ponownie w Unii Europejskiej 😋
Na greckiej ziemi baza wojskowa, a przy drodze stoją uzbrojeni po zęby żołnierze.

W Kastanies jest jakaś duża impreza i odgłosy jej słyszę jeszcze kilka kilometrów dalej. Na nocleg zatrzymuję się kawałek za miejscowością Rizia.

W końcu mogę rozwiesić hamak !

Dystans dnia: 212,04 km
Suma podjazdów:1739 metrów

Galeria dzień 12: https://photos.app.goo.gl/LxuzxcbFLvgno5Aw5

cdn...
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2285
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 13 grudnia 2019, 16:11

Rowerowy Eurotrip 2019 - Dzień 13/28 - 25.07.2019 - Ciężka trasa dnia trzynastego....

Noc była przyjemnie ciepła. Temperatura taka w sam raz. No i w końcu rozwiesiłem sobie hamak w sosnowym lesie ! Dzięki temu znacznie lepiej wypocząłem choć raczej tego dnia przegiąłem z późnym zwleczeniem się z posłania 😉 W drogę ruszam po ósmej. Początek jest dość łatwy bo prawie płasko. Okolica słabo zaludniona i przejeżdżam przez niewielkie, a zarazem dość biedne miejscowości, których mieszkańcy uprawiają ziemię. Często można spotkać tu ciągniki polskiej marki ursus 😉

Obrazek

Obrazek

Koryto rzeki wzdłuż której jadę początkowo jest w znacznym stopniu wyschnięte. Czasami widzę ciężki sprzęt pozyskujący żwir z koryta rzeki.

Obrazek

Obrazek

Dziś postanawiam zrobić sobie skrót przez góry po mniej uczęszczanych drogach. Z jednej strony fajnie natomiast z drugiej źle.... Na tej trasie przez bardzo długi czas nie napotkam żadnej większej miejscowości. W niewielkich wioskach, przez które przejeżdżam sklepy są naprawdę marnie zaopatrzone. O ile produkty o dłuższym terminie przydatności do spożycia są dostępne o tyle z takimi typu nabiał już jest problem. Chleb dostaję w niewielkiej miejscowości ale raczej nie jest pierwszej świeżości bo gościu wyciąga go z zamrażalki... Zresztą tego dnia jeszcze raz kupię pieczywo głęboko mrożone 😋

Obrazek

Obrazek

No właśnie uświadomiłem sobie, a właściwie zostało mi uświadomione, że to właśnie w Grecji są najbardziej wredne psy jakie kiedykolwiek spotkałem przemierzając Europę. To właśnie w tym kraju dwa lata wcześniej jeden pies pasterski poszarpał mi prawą skarpetkę. Przypomniałem sobie o tym gdy zaczyna mnie gonić dwa ogromne wilczury.
Dla mnie trochę dziwne bo np. w takiej Rumuni jak psy pilnują stada owiec to są zajęte tylko tym. W Grecji natomiast jest zupełnie inaczej. Psy po prostu odchodzą od stada i mają wszystko gdzieś skoro gonią za rowerzystami. Tym razem spokojnie udało mi się im uciec, ale przez cały pobyt w Grecji codziennie i to nie raz będę zmuszony uciekać przed psią watahą. Wyciągam gaz na psy tak by mieć go pod ręką.

Obrazek

Zmieniam kierunek jazdy. Przejeżdżam mającym swoje lata mostem. Osobówki mogą nim przejechać natomiast cięższe pojazdy robią to przejeżdżając po prostu przez wyschnięte koryto rzeki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Robię spore zapasy płynów w Megalo Dereio bo według mapy przez niemal 50 kilometrów nie będzie żadnej miejscowości, a trzeba pamiętać, że muszę przedrzeć się na drugą stronę gór.

Obrazek
Megalo Dereio

Teraz oddalam się od rzeki. Powoli, ale sukcesywnie nabieram wysokości. Co prawda dziś osiągnę trochę ponad 900 m n.p.m., ale trzeba pamiętać, że podjazd rozpoczynałem niemal z zera....

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widoków jednak dziś nie za wiele bo wzniesienia są niemal całkowicie zalesione. Jeżeli czasami jest jakaś polana to z reguły wypasane jest tam bydło lub owce. Zresztą krowy często spacerują wzdłuż drogi obgryzając wszystkie napotkane rośliny na poboczu.

Obrazek
Naturalna przeszkoda 😉

Obrazek

No i nie wiem jak to jest, że w Turcji nie widziałem ani jednego żółwia a tutaj w Grecji jest ich ogrom. Wszędzie gdzie się nie spojrzy łazi żółw !

Obrazek
Wszędzie napotkać można żółwie....

Obrazek

Obrazek

Dziś podobnie jak w dniach poprzednich jest bardzo upalnie, ale tu przynajmniej jest cień i czasami natrafię na jakieś źródełko. Mimo wszystko dość topornie mi się jedzie i kilometry jakoś powoli przybywają na liczniku.

Obrazek

No i późnym popołudniem osiągam w końcu najwyższy punkt drogi na przełęczy pod szczytem Sapka. Dystans trochę marny bo ledwo 100 km ale teraz czeka mnie dość długi zjazd, więc wynik ten odrobinę powinien się poprawić.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Chcąc trochę podgonić dystansu nie zatrzymuję się na zjeździe. Kończy mi się woda, a i piwa bym się już napił 😉 Odbijam trochę z wytyczonej trasy i odwiedzam Sapes. Miasteczko niewielkie i też nic nie ma do zaoferowania turyście. Ja natomiast staram się znaleźć czynny sklep. Jest tylko jeden taki. Kupuję zmrożony chleb, wodę i kilka browarów. Szkoda, że te greckie przeważnie są o pojemności 0,33l. I jeszcze większa szkoda, że cena jest wyższa jak za 0,5 l w innych krajach, w których byłem. W ogóle to odniosłem wrażenie, że w Grecji ceny są wyższe jak gdzie indziej. Oczywiście to tylko moja opinia. Ale przecież ktoś musi spłacać kredyty zaciągnięte przez Greków u innych państw europejskich....

Ponownie strzela mi szprycha na tym wyjeździe. Szybko wymieniam ją na miejscu ale to staje się już powoli niepokojące iż tyle razy przytrafia mi się ten defekt na jednym wyjeździe. W zapasie pozostaje mi już tylko jedna sztuka....

Obrazek

Obrazek

Jadę na zachód po niemal płaskich terenach. Gdzieś w połowie drogi do Komotini zastaje mnie zachód słońca. Na tej wysokości duchota powietrza daje nieźle popalić...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Docieram do Komotini. Trochę się rozczarowałem miastem. Tragiczny duży ruch na ulicach. Centrum miasta stoi w korku, a w parku miejskim ludzi jakby dopiero co wyszli ze stadionu piłkarskiego.... Ja rozumiem sezon turystyczny w pełni tylko, że ja takich tłocznych miejsc po prostu nie lubię. Kilka fotek i uciekam jak najdalej...

Obrazek
Komotini

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Komotini

Obrazek

Jeszcze tylko zapas piwa na wieczór w niewielkim kiosku i opuszczam miasto. Zaledwie po kilku kilometrach odechciewa mi się już jazdy na dziś. Trafiam na sad jabłoni gdzie postanawiam rozwiesić hamak....

Dystans dnia: 180,07 km
Suma podjazdów: 1637 metrów

Galeria dzień 13:

https://photos.app.goo.gl/VAnMiG2PNk2JGnp48


cdn...
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2285
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 16 grudnia 2019, 17:42

Rowerowy Eurotrip 2019 - Dzień 14/28 - 26.07.2019 - Od plaży do plaży :)

Czternasty dzień wyprawy czyli półmetek. Musicie się uzbroić w cierpliwość w oczekiwaniu na pozostałe dwa tygodnie 😋

Poranek o dziwo jest dość chłodny jak na Grecję i to całkiem niedaleko morza egejskiego. Dobrze, że bujam się pod drzewami bo jest niezła rosa o świcie. Szybko się pakuję i ruszam w drogę. Po kilku kilometrach po płaskim droga odbija na północ. Trzeba przeprawić się przez rzekę Kampsatos jednak stary most został zerwany przez wysoką wodę i aktualnie należy się trochę pomęczyć rowerem na podjeździe by dotrzeć do nowej przeprawy 😉

Przejeżdżam u podnóża pasma górskiego Rodopy.

Obrazek
Pasmo górskie Rodopy

Obrazek

Obrazek
Zerwany most na rzece Kampsatos

Obrazek

Jeszcze przed jedenastą docieram do Xanthi. Po drodze bez przygód i przy znośnym natężeniu ruchu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

To kilkudziesięciotysięczne miasto wydawało mi się ciekawsze od Komotini. Jednak w tak wysokiej temperaturze odechciewa mi się zwiedzania. Przede wszystkim myślę o zakupach bo dzisiaj wchłaniam duże ilości płynów, a szczególności piwa 😉 Przejeżdżam przez centrum bo i tak jest mi niemal po drodze 😀

W centrum stoi schludnie wyglądająca wieża zegarowa.

Obrazek
Komotini

Obrazek

Największą i najważniejszą świątynią w mieście jest katedra św. Zofii.

Obrazek
Katedra św. Zofii

W parku przy katedrze stoi pomnik upamiętniający wydarzenia wojen bałkańskich oraz innych konfliktów zbrojnych. Również popiersia wybitnych wojskowych.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po solidnych zakupach jadę dalej w kierunku zachodnim. Bez kombinacji główną drogą. Upał zaczyna mi coraz bardziej dokuczać. Po zmianie koszulki rowerowej na taką o krótszych rękawkach okazuje się, że strasznie spaliłem sobie ramiona i teraz bardzo mnie piecze podrażnione miejsce....
Nad rzeką Mestą pauza na ochłodzenie się w zimnej wodzie. Na mapie widać, że ładnie wije się ona wśród okolicznych gór. Wysyłam Igora by uwiecznił ten widok 😀

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Przełom rzeki Mesta.

Obrazek

Obrazek

Staram się uzupełniać zapasy płynów na bieżąco.

Obrazek

Obrazek
Tak dla odmiany 😋

Ramiona zjarane na czekoladę. Nogi też.....

Obrazek
😂

Postoje mam coraz częstsze i coraz dłuższe.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W końcu docieram nad brzeg morza egejskiego.

Obrazek

Mój dzisiejszy zamiar to kąpiel w morzu. Na przedmieściach Kavala widzę fajną plażę, niemal zupełnie pustą. Postanawiam zatrzymać się w tym miejscu na jakiś czas.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Miejscówka genialna. Plaża piaszczysta, a woda ma przyjemną temperaturę. Zabawiam tu znacznie więcej czasu aniżeli powinienem 😋

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Kavala

Kavala to spore miasto nad brzegiem morza egejskiego. Z reguły pomijane przez turystów, a jest całkiem ładne z dostępem do morza. W okolicy znajduje się kilka piaszczystych plaż. Choć ja tam się raczej nie dziwię bo to dobre miejsce wypadowe na zdecydowanie bardziej popularną wyspę Thassos. Zresztą całkiem dobrze widoczną nawet w tak bardzo zapylonym powietrzu.

Obrazek

Obrazek
Wyspa Thassos

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Historia miasta sięga czasów starożytnych, krzyżują się tu wpływy tureckie, greckie i rzymskie. To właśnie tu przybył św. Paweł by głosić Ewangelię.... Ja oczywiście nie zwiedzam miasta. Trochę zbyt duży ruch na drogach, a i ulice bardzo strome, które wyciskają ze mnie siódme poty.... Kupuję zimnego browara i jadę na przystań.....

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na wzniesieniu Panagia już za czasów Bizancjum powstała twierdza znacznie rozbudowana przez Turków.

Obrazek

Obrazek

Oczywiście robię też trochę więcej zdjęć z drona 😀

Obrazek

Obrazek
Kavala

Obrazek

Obrazek

Robię jeszcze jakieś zakupy i rozpoczynam stromą wspinaczkę pod górę. Każda nawet najmniejsza górka wyciska ze mnie siódme poty, a ta jest naprawdę konkretna. Na górze czeka na mnie fajny punkt widokowy na miasto. Widok z około 200 metrów ponad lustrem wody.

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Kavala

Obrazek

Obrazek

Teraz szybki zjazd ponownie na dół. Podążam główną drogą u podnóża masywu Pangajon.

Obrazek

Obrazek

Niby dość szybko i bez postojów jadę, ale jakoś powoli przybywa mi tych kilometrów. A dzień zbliża się ku końcowi. Wiem, że nie uda mi się osiągnąć 200 km, więc się tym za bardzo nie stresuję 😉

W ciepłych promienia słońca ostatnia dzisiaj pauza na piwo. Z ładnym widokiem na Pangajon.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zachodzi słońce, a na mojej drodze jest jeszcze kilka niewielkich podjazdów. Na jednym ze zniesień, które zdobyłem widać zarys oddalonego o niemal 80 kilometrów szczytu Athos(2033 m). Niby nic, a jednak cieszy widok w tak zapylonym powietrzu 😀

Obrazek

Obrazek

Słońce chowa się za jakieś odległe góry w efekcie czego te rzucają cień na zapylonym powietrzu. Efekt całkiem ciekawy.

Obrazek

Przejeżdżam niespełna kilometr od miejscowości Amphipolis. To starożytne greckie miasto z wielką chęcią bym odwiedził jednak w nocy nie ma to najmniejszego sensu. Obecnie znajduje się tam duże stanowisko archeologiczne ponieważ odkryto prawdopodobnie jeden z największych grobowców na Bałkanach. Przy głównej drodze ustawiono za to "Lwa z Amphipolis" pochodzącego z 300 roku p.n.e. i prawdopodobnie był to pomnik nagrobny.

Obrazek

Obrazek
Lew z Amphipolis

Jadę jeszcze kilka kilometrów i postanawiam rozbić się na noc na plaży w okolicy miasta Asprovalta. Miejscówka genialna tylko, że nie ma gdzie rozwiesić hamaka. Po raz kolejny na tej wyprawie robię coś na wzór tropiku.

Mając biwak na plaży z dostępem do morza nie sposób nie skorzystać z okazji i się nie wykąpać 😀Woda cieplejsza od powietrza ! Tuż obok na plaży zatrzymała się na biwak kamperem ekipa z Bułgarii. Zostaję zaproszony na wieczorne pogaduchy 😋

Spać kładę się późno, ale ustawiłem budzik tak by wstać na wschód słońca....

Dystans dnia 14: 173,6 km
Suma podjazdów: 1079 metrów

Galeria dzień 14: https://photos.app.goo.gl/g3TqrrxBo4NNQ6889


cdn....
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2285
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 19 grudnia 2019, 15:40

Rowerowy Eurotrip 2019 - Dzień 15/28 - 27.07.2019 - I znowu te Saloniki....

W nocy jest strasznie gorąco. Dodatkowo spać nie dalą fale, które bardzo szumią rozbijając się na plaży. Udaje mi się jednak wstać na wschód słońca, który jest niczego sobie chociaż przejrzystość powietrza marna. No ale czego się można spodziewać w tak bardzo zapylonym powietrzu. Wpada trochę fotek. Potem jeszcze kąpiel i zbieram się do drogi. Podczas zwijania obozu moich bułgarskich sąsiadów odwiedza policja. Przysłuchuję się dyskusji, której efektem jest mandat za wjechanie kamperem na plażę 😅

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ruszam w drogę. Po kilkuset metrach zaczyna uchodzić mi powietrze z tylnego koła. Kleję dętkę i jadę. Kilkaset metrów i znowu kapeć.... Co jest grane. Oglądam dokładnie oponę i widzę niewielkie kolce, które zapewne powbijały się na plaży gdy tamtędy jechałem. Teraz pod obciążeniem i na twardym podłożu powoli acz systematyczne są wciskane w głąb opony do momentu aż wyjdą od drugiej strony. Tym razem dokładnie oglądam oponę bo właśnie zużyłem ostatnią łatkę by zakleić dziurę w dętce ! Co prawda mam jeszcze w zapasie zupełnie nową, ale muszę jak najszybciej poszukać sklepu gdzie kupię nowy zestaw do naprawy dętek.

Obrazek

Jeszcze w Asprovalcie trafiam na dobrze wyposażony sklep rowerowy i niezwłocznie robię zapasy na dalszą drogę. Mając świadomość jak wiele razy w tym roku przebiłem już koło kupuję potrójny zestaw 😋
Tylko, że ceny to gdzieś z dupy wzięte bo płacę czterokrotnie więcej jak w kraju....

Obrazek

Obrazek
Teraz przebite dętki mi nie straszne !

Robię zakupy w lokalnym markecie i ruszam dalej. Przed miejscowością Rentina oddalam się na pewien czas od wybrzeża i robię pauzę nad potokiem górskim. Trzeba zmyć z siebie tą sól morską, a i pranko małe by się przydało 😋

Obrazek
Spotkany przy drodze...

Obrazek

Obrazek

Dość długo siedzę. Prawie mi ubrania wyschły 😉 Popijam piwo bo jeszcze jest zimne...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ogólnie dzisiejsza trasa jest względnie płaska jak do tej pory. Jadąc w kierunku zachodnim powoli, ale sukcesywnie nabieram wysokości. Przerw jakoś już zbyt długich nie robię ale w tym upale nawadniać się trzeba 😋

Obrazek

Obrazek

Przejeżdżam obok dwóch dość dużych akwenów wodnych, jezior Valvi oraz Koronia. To pierwsze jest drugim co do wielkości naturalnym jeziorem Grecji.

Obrazek
Jezioro Valvi

Obrazek

Obrazek

I kto by pomyślał, że zaledwie po dwóch latach ponownie zawitam do Salonik.... Ja w każdym bądź razie wcale sobie tego nie wyobrażałem. Jednak by tam dojechać muszę pokonać konkretny podjazd. Niby to tylko 550 metrów, ale podjeżdżając niemal od zera to już jest konkret. Przyznam, że ten podjazd był najtrudniejszym jaki do tej pory podjeżdżałem na tej wyprawie. Droga momentami o nachyleniu 14 % i w tym upale i z takim obciążeniem nie byłem w stanie go pokonać na raz. Wiele razy się zatrzymywałem by zaczerpnąć więcej powietrza. No i jeszcze daje znać o sobie wczorajsza świeża opalenizna. Tak spiekłem część ramion, że teraz skóra mi schodzi , ale tylko na odcinku 3-4 centymetrów świeżej opalenizny. Oj niesamowicie to teraz piecze !

Tak się męczyłem, że nawet nie myślałem by robić jakiekolwiek zdjęcia. Zjazd miał być szybki i przyjemny. Jednak na sporym odcinku jest świeży asfalt i opony wręcz się do niego kleją. Ruch również coraz większy bo to w końcu przedmieścia drugiego pod względem wielkości miasta Grecji.

Znajdziemy tu zabytki rzymskie i bizantyjskie jak również osmańskie. Saloniki, a dokładniej 15 budowli znajdujących się w mieście, zostało wpisanych na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO.
Ja staram się skupić na czymś co pominąłem poprzednim razem. Na początek podjazd pod bizantyjską twierdzę Eptapyrgion. Obiekt zachowany w bardzo dobrym stanie. Kilka fotek z powietrza i jadę na dół wzdłuż bizantyjskich murów.

Obrazek
Eptapyrgion

Obrazek
Eptapyrgion

Obrazek

Obrazek

Mury robią niesamowite wrażenie pomimo iż zachowały się już tylko w tej północnej części. Trzeba zaznaczyć, że w przeszłości opasały swym wieńcem całe miasto.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zjeżdżam coraz bardziej na dół. Uliczki są niesamowicie wąskie i jeszcze bardziej strome !

Obrazek

Obrazek

Nawet miejscowi mają problemy z jazdą po tych drogach 😅

Obrazek
😂

Obrazek
Bazylika św. Dymitra (Demetriusza)

Od bazyliki św. Dimitra jest rzut beretem do pozostałości po rzymskim Forum. Coś tam widać, ale nie są one jakoś bardzo imponujące.

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Rzymskie Forum

Obrazek

Kilka ulic dalej natrafimy na dwa kolejne ważne zabytki z okresu panowania Rzymian. Rotunda oraz łuk triumfalny. Łuk zachował się tylko częściowo.

Obrazek
Łuk Triumfalny Galeriusza.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tuż obok znajduje się Rounda uznawana za jedną z pierwszych świątyń chrześcijańskich. Pierwotnie miała być mauzoleum Galeriusza. Wybudowano ją w 304 roku. W późniejszych czasach zostało zamienione na kościół św. Jerzego. Oczywiście minaret stojący obok to pozostałość po czasach panowania osmańskiego gdy większość świątyń w mieście przemieniono w meczety.

Obrazek
Rotunda to jedna z najstarszych świątyń chrześcijańskich.

Obrazek

Udając się od Rotundy w dół w stronę morza dotrzemy do pozostałości po pałacu Galeriusza.

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Pałac Galeriusza

Inne zabytki zobaczę przy mojej następnej wizycie w tym mieście....😋 Tymczasem małe zakupy i jadę na zachód bo już robi się dość późno....

Obrazek

Obrazek

Wybieram trasę rowerową Eurovelo 11, którą jedzie się dość sprawnie jeżeli korzysta się z mapy. Samo oznaczenie trasy ma wiele do życzenia....

W Alexandrei robię zakupy w tym samym sklepie co dwa lata wcześniej. Pewnie bym tego sobie sam nie skojarzył gdyby nie ekspedientka, która mnie zapamiętała !

Obrazek

Obrazek

Obrazek
W dali Saloniki i przełęcz, przez którą przejeżdżałem.

Trasa rowerowa wiedzie mnie przez tereny rolnicze. Wszędzie gdzie okiem sięgnąć ciągną się kanały doprowadzające wodę na uprawy. Czasami trasa wiedzie polnymi drogami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zbliża się zachód słońca, a więc i koniec mojej dzisiejszej jazdy. Postanawiam odwiedzić jeszcze miejscowość Vergina i tamtejsze stanowisko archeologiczne. Znajdziemy tu pozostałości po najstarszej stolicy starożytnej Macedonii - Ajgaj. Gdy przeniesiono stolicę do Pelli, Ajgaj służyło jako nekropolia. Teraz obszar na wschód od Vergina jest ogrodzony i wyznacza cmentarz na którym grzebano m.in. królów Macedonii jak chociażby Filipa II.

Całe stanowisko zostało wpisane na światową listę dziedzictwa UNESCO.

Niestety o tej godzinie wszystko zamknięte, a spod bramy pogoniły mnie dwa duże psy. Dobrze, że było z góry bo udało się im dość szybko uciec 😉

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jakiś czas temu zdecydowałem o swojej dalszej trasie. Teraz muszę wrócić kawałek do Palatitsia. Tam jeszcze małe zakupy i rozpoczynam stromy podjazd. Nie lubię na koniec dnia się tak męczyć ale co poradzić. Jakoś to przeboleję. Niestety na tym podjeździe mam spotkanie po raz kolejny z greckimi psami. Mijam jakieś gospodarstwo i kilka ogromnych ciuli rozpoczyna za mną pogoń. Ciężko było uciekać pod górę i nawet myślałem przez moment o tym by po prostu zawrócić. Kolejny raz używam gazu, ale te skurwy.... chyba dobrze wiedzą co to jest bo tak skutecznie unikały strumienia, że gaz mi się po prostu skończył 😕 Jednak po niemal kilometrze psy zaczynają odpuszczać(widocznie uznały, że oddaliły się i tak dość daleko od swojego terenu). Po tej ucieczce byłem tak wymordowany, że w połowie podjazdu zjeżdżam w las i rozwieszam hamak kilkadziesiąt metrów od drogi. Przez bardzo długi czas słyszę ujadanie psów gdzieś w dali....

Dystans dnia 15: 181,14 km
Suma podjazdów: 1154 metry

Galeria dzień 15: https://photos.app.goo.gl/tanJQTHQBWUyVqJv6

cdn....
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2285
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 20 grudnia 2019, 19:08

Rowerowy Eurotrip 2019 - Dzień 16/28 - 28.07.2019 - Larissa, Trikala, Kalambaka ....

O świcie zostaję zbudzony przez głośne ujadanie psów. Drogą obok przejeżdża jakaś półciężarówka, a za nią biegnie kilka psów. Mam wrażenie, że to te same, które goniły za mną dnia poprzedniego. Na szczęście nie wyczuły mnie, ale lepiej dmuchać na zimne i szybko się zbieram do drogi. Jeszcze tak szybko nie zwijałem obozu na tej wyprawie. Wszystko pozwijałem byle jak i sruuuu... do sakwy. Po kilku kilometrach podjazdu zatrzymuję się by zrobić porządek z bagażami. Z torby wypada coś co swym wyglądem przypomina skorpiona ! Takie małe może ze trzy centymetry wielkości, ale jednak serce trochę szybciej zabiło. Kawałek dalej uwieczniam wschód słońca.....

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Takie coś wypadło mi z bagaży....

Przejeżdżam przez miejscowość Sykia. Droga staje się podrzędną. Nie zanotowałem żadnego samochodu na tej drodze. Mijam wiele samotnych gospodarstw, a niemal z każdego wybiegają psy i za mną gonią. Te greckie psy to jakaś plaga !
Trasa nie należy do łatwych. Wielokrotnie na mojej drodze stają kolejne podjazdy. Jednak jest całkiem fajnie tak jechać z widokiem na Masyw Olimpu. Choć tym razem nie jest on tak spektakularny jak dwa lata temu 😉

Obrazek
Masyw Olimpu

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z tego co zauważyłem to miejscowi parają się przede wszystkim uprawą tytoniu.

Obrazek

Początkowo nie miałem takiego zamiaru, ale jednak postanowiłem i tym razem odwiedzić Katerini. Normalnie to pewnie starałbym się ominąć to miasto jednak mając świadomość, że w niedzielę ciężko będzie z zakupami w mniejszych miejscowościach postanawiam tam zjechać. Towarzyszy mi ciągle widok Olimpu choć coraz więcej zbiera się tam chmur.

Obrazek
Masyw Olimpu

Obrazek
Katerini

Robię zakupy i jadę ścieżką rowerową do centrum. Tam jedno zdjęcie do archiwum i opuszczam miasto. Tym razem decyduję się jechać na południe wzdłuż wybrzeża, a nie jak poprzednim razem przebijać się przez góry.

Obrazek

Obrazek
Masyw Olimpu

Obrazek

Obrazek

Dość sprawnie docieram do Platamonas. Miejscowość leży u podnóża masywu Olimpu. Popularne miejsce wśród turystów. Tu po raz ostatni zażywam kąpieli w wodach morza egejskiego. Plaża jest żwirowa, a nie tak jak na północnym brzegu piaszczysta. Platamonas jest również kojarzone z zamku,który wybudowali tu krzyżowcy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Zamek w Platamonas

I tym sposobem żegnam się z morzem egejskim. Teraz odbijam w kierunku Larissy. Jadę wzdłuż autostrady. W pewnym momencie natrafiam na bramki takie jak przy wjeździe na autostradę. Co jest ? Przecież na mapie nie ma tu żadnego wjazdu na A1 ! Chwila zastanowienia i jadę. Wrzucam 2 euro do automatu i otwiera się szlaban.

Obrazek

Obrazek

Po niespełna 3 kilometrach docieram na most na rzece Pinios, która w tym miejscu opuszcza kanion. Robię kilka fotek z drona.

Obrazek
Rzeka Pinios

Obrazek

Obrazek

Zaczepia mnie chyba jakiś miejscowy rowerzysta i zaleca bym jak najszybciej stąd odjechał bo tu niewolno rowerami jeździć, ale po przekroczeniu mostu docieram już do wyznaczonej trasy rowerowej Euro Velo 11 czyli tej samej, którą jechałem w dniu wczorajszym. A droga jest bardzo niebezpieczna do poruszania się nią rowerem. Bez pobocza bo ograniczona barierkami od znajdującej się kilkadziesiąt metrów niżej rzeki. Ruch na niej jest też bardzo duży mimo iż tuż obok tunelem biegnie autostrada, która powinna rozładować trochę natężenie ruchu.

Nie robię na tej drodze za bardzo zdjęć bo poza dwoma miejscami na kilka samochodów nie ma gdzie się zatrzymać.

Obrazek

Obrazek

Opuszczam kanion gdzie było odrobinę chłodniej aniżeli na otwartej przestrzeni. Teraz przez krajobraz typowy dla Grecji podążam do Larissy. Spiekota równie duża jak przez kilka ostatnich dni. Świeżo spieczone ramiona coraz bardziej dają o sobie znać. Dopiero co wczoraj schodziła mi skóra, a dziś dzieje się to po raz kolejny. Tym razem ze znacznie gorszymi następstwami. Porobiły mi się pęcherze w podrażnionych miejscach, a gdy popękały i zeszła skóra to zaczęło mi to wszystko krwawić. Od dzisiaj do końca wyjazdu będę mieć "rękawki" składające się z opatrunku 😅

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po lewej stronie cały czas towarzyszy mi widok masywu Ossa....

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Masyw Ossa

Larisa zwróciła moją uwagę już dwa lata temu. Jednak wówczas nie miałem na tyle czasu by odwiedzić to miasto. W mieście trudno doszukiwać się tłumów turystów. W tym mieście będącym stolicą regionu Niziny Tesalskiej znajduje się wiele pozostałości po czasach starożytnych i to przede wszystkim one ściągają tu odwiedzających, których główny cel jest i tak zupełnie gdzie indziej, a miasto traktują jako przystanek na swej trasie.

W mieście możemy przyjrzeć się ruinom starożytnych zabytków takich jak chociażby jednego z największych antycznych teatrów w Grecji. Ten mieszczący niemal 10 tyś. widzów obiekt wybudowano w III w. p.n.e.

Obrazek
Amfiteatr Larissa

Obrazek

Obrazek

Usytuowany jest na zboczu wniesienia gdzie znajdowała się świątynia na Akropolu. Dziś obejrzymy tylko jej marne pozostałości. Bowiem tyle zaledwie przetrwało po silnym trzęsieniu ziemi, jakie nawiedziło region w 1941 r.

Obrazek
Ruiny na Akropolu

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W mieście natkniemy się na wiele innych mniejszych pozostałości obiektów pamiętających czasy antyczne jak chociażby drugi mniejszy amfiteatr czy też łaźnie.

Obrazek
Mniejszy amfiteatr

Obrazek

Obrazek

Nie mogło się obejść bez zrobienia zapasów na dalszą trasę. Część wchłaniam w jednym z kilku parków na terenie miasta.

Obrazek

Tak siedząc i popijając piwko zastanawiam się nad swoją dalszą trasą. Larisa było moim najbardziej na południe wysuniętym punktem, które zdecydowałem, że tym razem odwiedzę. Jednak po powrocie okazało się iż spokojnie jeszcze obróciłbym do stolicy czyli do Aten....
I tak przyglądam się mapie jakby tu dalej jechać... I widzę, że całkiem niedaleko znajdują się słynne Meteory ! No nie może być jadę tam! 😀

Ruszam w kierunku miasta Trikala. Ciągle jadę w bliższej lub dalszej odległości od rzeki Pinios i ciągle po EuroVelo 11. Powiem, że trasa bardzo fajna tylko, że znowu mam do czynienia z tymi cholernymi psami ! Przekraczając w jednym miejscu rzekę starym mostem zatrzymuję się by zrobić fotkę i właśnie w tym momencie z krzaków wylatuje ogromny wilczur. Widać,że nie ma dobrych zamiarów... szybko ruszam by zdołać mu uciec, ale to ogromna bestia i tak mnie dogania. Gazem nie trafiłem kolejny raz i właśnie mi się skończył, a ciul miał tak ogromną paszczę, że złapał za sakwę ! Na szczęście nie przegryzł jej, ale w cholerę obślinił 😕

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ponownie zaczyna mi szybko upływać czas mimo, że jadę po równinach i kilometrów niby przybywa. Jednak przydałoby się trochę więcej..... Ale za to krajobrazy całkiem ładne.... Odwiedzam też jedną niewielką stacyjkę paliw gdzie wciąga mnie w rozmowę jeden starszy pan. Pytania są standardowe jakie się zadaje rowerzyście podróżującemu po Europie 😋

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wpadam do miasta Trikala. Na początku jest ciekawy pomnik, który chciałem uwiecznić na foto, ale tak się składa, że to przed jakąś jednostką wojskową i strażnik pogroził mi palcem dając do zrozumienia, że nie wolno wykonywać zdjęć. Jedynie mogłem cyknąć fotkę części szczytowej pomnika....

Obrazek

Miasto pewnie i ciekawe gdyby je tak pozwiedzać ja jednak nie mam tego w panach. Właśnie następuje zachód słońca i bardziej skupiam się by zrobić zakupy. Oczywiście podjechałem to tu, a to tam 😉

Obrazek

Obrazek
Trikala

Obrazek
Trikala

Obrazek

Wpadłem jeszcze do jakiegoś miejscowego fast fooda i przy zapadającym zmroku ruszam na zachód w kierunku Kalambaki. Już z daleka widoczne są monumentalne skały gdzie znajdują się sławne Meteory. Bardzo szybko się przybliżam bo droga płaska tylko, że pora już późna i zaczynam odczuwać znużenie. Postanawiam zatrzymać się gdzieś w pobliżu miasta. Nie udaje mi się znaleźć miejsca gdzie mógłbym rozwiesić hamak bo okolica uboga w drzewa. Po raz kolejny rozkładam pseudo namiot.

I po raz kolejny spać nie dają mi całe hordy psów biegające tam i z powrotem przez całą noc.....

Dystans dnia 16: 211,82 km
Suma podjazdów: 1160 metrów


Galeria dzień 16 : https://photos.app.goo.gl/rZX9nEoh4sZYVT3B8


cdn...
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2285
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 27 grudnia 2019, 16:32

Rowerowy Eurotrip 2019 - Dzień 17/28 - 29.07.2019 - Meteory i Kozani w upale ....

Przez te biegające i ujadające całą noc psy nie wyspałem się tym razem. Całą noc czuwałem ściskając w jednej dłoni latarkę, a w drugiej resztkę gazu.... Jeżeli zasypiałem to tylko na chwilę by zaraz się zbudzić... Z tego powodu coraz mniej mi się podoba Grecja. Nie to, żeby kiepskie widoki, ale jednak ta psiarnia wpływa na to iż obniżam coraz bardziej ocenę tego kraju pod względem podróżowania po nim rowerem. A dziś kolejny dzień z przygodami i z psami na szczęście już ostatni 😋

W drogę ruszam jeszcze przed wschodem słońca. Na dzień dobry mam konkretny podjazd z Kalambaki w robiący niesamowite wrażenie masyw składający się ze skał piaskowca oraz zlepieńca.

Obrazek

A na szczytach tych skał umiejscowiony jest zespół 24 prawosławnych klasztorów (monastyrów). Obiekty te od 1988 roku znajdują się na Światowej liście dziedzictwa UNESCO. Nie powiem, ale miejsce to robi ogromne wrażenie !

Obrazek

Obrazek
Meteory

Obrazek

Niektóre z monastyrów można zwiedzać, ale to dopiero za kilka godzin, a i raczej nie wpuściliby mnie w stroju kolarskim 😋 Gdy się już wymęczyłem na podjeździe to staram się zatrzymać przy każdym z wielu punktów widokowych. Bo każde miejsce to nowa perspektywa.

Obrazek

Obrazek
Meteory

Obrazek

Obrazek

Chciałem polatać dronem, ale to strefa zakazana(pewnie trzeba zapłacić za pozwolenie jak to przeważnie bywa w takich przypadkach). Poinformowała mnie o tym aplikacja drona, więc zaraz wylądowałem, ale kilka fotek zrobiłem podczas lądowania.... Za to powyżej latało dwa inne drony i tamci ludzie nic sobie z tego zakazu nie robili, a jeden z dronów był takim samym modelem jak mój, więc na pewno wiedzieli o zakazie lotów w tym miejscu....

Obrazek

Mimo tak wczesnej pory już wielu turystów zwiedza okolicę. Wszędzie pozostawiane samochody, a najwięcej w okolicy punktów widokowych.

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Meteory

Obrazek

Zjeżdżam powoli do Kalambaki. W mieście zakupy, ale takie konkretne bo przez weekend ciężko było trafić na otwarty market 😉 Trafiam na sklep ze sprzętem turystycznym i kupuję na zapas gaz na psy.... Samemu miastu nie poświęcam w ogóle czasu. Staram się jak najszybciej jechać dalej.

Obrazek

Obrazek
Kalambaka

Obrazek

Teraz przychodzi moment by zmienić kierunek jazdy na północny. Podążam krajówką początkowo wzdłuż biegu rzeki. Jedzie się całkiem fajnie, ale do momentu....

Obrazek

Po pewnym czasie teren zaczyna się coraz bardziej wznosić. Nie byłoby w tym nic złego gdyby nie to iż co pewien czas wytracam wysokość by po chwili ponownie podjeżdżać pod górę. Nie lubię takich tras... No i to kolejny bardzo upalny dzień. Na szczęście dziś bardzo często napotykam źródełka z zimną wodą 😉

Obrazek

Obrazek
Przyjemnie zimna woda w źródełku

Obrazek

W takich warunkach nie za bardzo myślę o robieniu zdjęć, więc z dokumentacją foto jest raczej marnie.

Po bardzo zniszczonym odcinku drogi zjeżdżam do malowniczego kanionu, który wyrzeźbiła rzeka Venetikos.

Obrazek
Kanion rzeki Venetikos

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Akurat kąpało się tam dwóch facetów na waleta, ale dla mnie to raczej mało interesujący widok 😋 Jadę do miasta Grevena. Wpadam co bardzo zatłoczonego centrum. Stoi tam wieża zegarowa, a poza tym nic ciekawego. Robię zapasy czegoś chłodnego do picia i na wylocie z miasta muszę wymienić kolejną szprychę w tylnym kole. Przy okazji postanawiam wymienić klocki w przednim hamulcu.

Obrazek
Grevena

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mając do wyboru wiele opcji dalszej jazdy postanowiłem skierować się na Kozami. Już tam byłem dwa lata temu. Co prawda wolałbym zobaczyć coś nowego, ale jednak wygrała opcja najłatwiejszej trasy. Na chwilę obecną nie miałem ochoty by się męczyć na długich podjazdach w takich ekstremalnych temperaturach. Jadę krajową drogą wiodącą wzdłuż autostrady A2.

Obrazek

Obrazek

Widoki są niczego sobie. Początkowo mimo wszystko muszę podjechać pod kilka wymagających wzniesień.

Obrazek

Obrazek

Po dwudziestu kilku kilometrach i jednym ekstremalnie szybkim zjeździe docieram pod pozostałości tureckiego mostu. Co prawda musiałem odbić od głównej drogi kilkaset metrów, ale czemu nie ? 😉

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Im późniejsza pora tym jedzie mi się lepiej, ale to tylko i wyłącznie dlatego, że trasa staje się znacznie łatwiejsza. Jeszcze tylko zdobyć niewysoką przełęcz pomiędzy masywami górskimi swą wysokością przekraczające 1,7 k i zbliżam się powoli do Kozani.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

To kolejny dzień mojej wizyty w Grecji i kolejne niemiłe przygody z tamtejszymi psami pasterskimi. Jadę wydawałby się, że przez niezamieszkałe okolice, ale czasami mijam zagrody z owcami. W jednej z takich zagród biegają rozwścieczone psy, ale te nie stanowią dla mnie zagrożenia. Inna sprawa, że jeden ciul nie wiem jakim sposobem, ale znalazł się przede mną przy drodze. Początkowo pomyślałem, że zdołam mu uciec bo dam radę się dość mocno rozpędzić, ale w tym właśnie momencie bestia zrywa się z ziemi zaczynając warczeć na mnie. Z zagrody wylatuje młoda kobieta krzycząc bym się nie ruszał, więc zastygam w bezruchu. Gdy łapie psa za obrożę każe mi przejechać. Myślałem, że ten pies wywróci kobietę i pogoni za mną tak się szarpał. Jeszcze przez długi czas widzę jak baba się z nim męczy. Na szczęście to był ostatni epizod z psami na terytorium Grecji i poza jednym wrednym kundlem w Czarnogórze już do końca wyjazdu miałem z nimi spokój.

Tym czasem im bliżej Kozani tym lepiej widoczny jest masyw Olimpu wyłaniający się z chmur.

Obrazek

Obrazek
Masyw Olimpu spowity chmurami.

A w Kozani zakupy i odwiedziny centrum gdzie jak zwykle stoi wieża zegarowa.

Obrazek

Obrazek
Kozani

Wyjazd z miasta jest bardzo stromy, a z tego co pamiętam dalej też jest ciężko, ale w tym przypadku z pomocą przychodzi aplikacja mapy.cz. Dzięki temu wynajduję alternatywę dla bardzo ciężkiego podjazdu gdzie nachylenie dochodzi do 17 %. Wiem bo jechałem tamtędy dwa lata wcześniej. Tym razem mam znaczne łatwiej no i jestem tu o wcześniejszej godzinie, więc mogę podziwiać okoliczne widoki, które są niczego sobie 😀

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Puszczam jeszcze na moment Igora.....

Te okolice to przede wszystkim pokłady węgla brunatnego. Jest tu kilka ogromnych kopalni odkrywkowych. Węgiel brunatny jest najważniejszym źródłem energii elektrycznej w Grecji (65% udziału w krajowej produkcji).

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Robię pauzę na kolację. Tutaj zapominam okularów, które pozostawiłem na murku. Wracać po nie nie było sensu bo zorientowałem się dopiero kolejnego dnia 😋

Obrazek

Powietrze jest bardzo zapylone. Od pyłu aż szczypią i łzawią oczy. Przez przeszło 40 kilometrów jadę wzdłuż kopalni i kolejnych elektrowni. Jadę z tendencją w dół, więc kilometrów szybko teraz przybywa.

Obrazek

Obrazek

Odkrywkowe kopalnie węgla brunatnego.
Po zachodzie słońca nie robię już zdjęć tylko gonię do dobrze znanego mi miejsca gdzie dwa lata temu miałem biwak tylko, że od tamtego razu postawili ogrodzenie z drutu kolczastego i trochę się namęczyłem by je sforsować 😁


Dystans dnia 17: 184,39 km
Suma podjazdów: 2320 metrów

Galeria dzień 17: https://photos.app.goo.gl/WfPGPrBCPb5BuACD9

cdn....
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2285
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 04 stycznia 2020, 9:31

Rowerowy Eurotrip 2019 - Dzień 18/28 - 30.07.2019 - Republika Macedonii Północnej

Tym razem noc mija bardzo spokojnie. Moja miejscówka znajduje się w sporej odległości od osiedli ludzkich i w związku z tym psów również nie uświadczysz w okolicy. Po bardzo ciepłej nocy wstaje kolejny upalny dzień. Tym razem trochę ociągałem się z wyruszeniem w trasę. Musiałem trochę odespać poprzednią noc 😉 Jednak wiedziałem co mnie czeka na dzisiejszej trasie. W każdym bądź razie w jej początkowej części wiodącej do granicy kraju. I nie widziałem potrzeby spinania się 😉

Obrazek

Obrazek
Po raz pierwszy pszeniczne. Tylko dlaczego etykieta je do góry nogami ?....

Pierwsze kilometry to kontynuacja wczorajszej trasy. Jest delikatnie w dół. W okolicy jeziora Petres rozpoczyna się już ostatni podjazd w Grecji. Tym razem udaje się go pokonać dość sprawnie. Po drugiej stronie zjazd na nizinę w której leży Florina po greckiej stronie oraz Bitola po drugiej stronie granicy na ziemi Macedonii Północnej. Poprzednim razem świadomie ominąłem Florinę tym razem chciałem odwiedzić to miasto jednak odstraszyły mnie opady deszczu w tamtym rejonie. Po prostu nie chciałem zmoknąć, a czekać aż przetoczą się chmury burzowe w inne miejsce nie za bardzo mi się widziało 😉

Obrazek

Obrazek
Jezioro Petres

Obrazek

Obrazek

Docieram do granicy państwa. Pierwsze co się rzuca w oczy to nowa tablica powitalna po macedońskiej stronie. Dwa lata temu wjeżdżałem do Macedonii. Tym razem do Republiki Macedonii Północnej....

Obrazek
Przejście graniczne dwa lata temu....

Obrazek
To samo przejście graniczne obecnie.

Od prawie trzydziestu lat trwał spór pomiędzy Macedonią, a Grecją o nazwę i symbolikę. Grecja blokowała rozpoczęcie rozmów związanych z przystąpieniem Macedonii do NATO, a w późniejszym czasie i do UE. Jak to przeważnie bywa Macedończycy zostali i tak wyruch...., ale za to żyją od tego roku w kraju noszącym nową, zmienioną nazwę....

No cóż z Floriną nie wypaliło no to jadę w kierunku na Bitolę. Po pokonaniu kilku kilometrów od granicy trafiam do tego samego sklepu w miejscowości Krvari co dwa lata wcześniej. W walutę macedońską jeszcze nie zdążyłem się zaopatrzyć ale w tym sklepie to nie problem bo można płacić w euro. Robię spore zapasy, wypijam dwa piwa pod sklepem. Wziąłbym ze sobą, ale trzeba mieć butelki na wymianę. Ciekawe skąd je niby miałbym wziąć skoro nie chcą sprzedawać z kaucją 😏

Wpadam do Bitoli. Właściwie to na przedmieściach południowych odwiedzam planowo pozostałości po antycznym mieście Heraclea Lyncestis. Dwa lata wcześniej trafiłem na zamkniętą bramę i powiedziałem sobie, że jeżeli kiedykolwiek będę w okolicy to odwiedzę to miejsce 😋

Jest otwarte i można płacić w euro. Uiszczam opłatę w wysokości 2 euro i rozpoczynam w sumie dość krótki spacer. Stróż bardzo dokładnie instruuje turystów o kierunku zwiedzania.

Obrazek

Miasto zostało założone przez Macedończyków. Później przyszli Rzymianie, a miasto dzięki dogodnemu położeniu przy szlaku handlowym w dalszym ciągu się rozwijało. Za czasów panowania Rzymian powstały m.in. mury obronne, łaźnie i najważniejszy obiekt czyli teatr. Wybudowano go w II wieku n.e.

Obrazek
Starożytny amfiteatr

Obrazek

Obrazek

Stąpając drogą pamiętającą V wiek naszej ery idę w kierunku małej oraz wielkiej bazyliki. Znajdują się tam bardzo ciekawe mozaiki podłogowe. Niestety tego dnia gdy ja tam byłem nie wszystko było dostępne dla zwiedzających.... Swoją drogą ogrom pałacu biskupiego czy chociażby wspomniane mozaiki obrazują, jak to już u początku chrześcijaństwa kościół opływał w bogactwa gdy jego wierni klepali najzwyklejszą biedę...

Obrazek
Starożytna droga w centrum...

Obrazek

Obrazek
Ruiny wielkiej bazyliki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Na mozaikach podłogowych przeważają motywy roślinne oraz zwierzęce.

Obrazek

Obrazek

Heraclea swój koniec zawdzięcza najazdom barbarzyńców oraz trzęsieniu ziemi, które nawiedziło region w VI wieku n.e. Miejsce to ponownie zostało odkryte dopiero w okresie międzywojennym.

Kręcę się jeszcze po dostępnych zakamarkach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jakiej bym relacji nie czytał z tego miejsca to przeważnie występuje tam jeden bohater czyli miejscowy sierściuch....😉

Obrazek
Leniwy sierściuch 😀

Przejeżdżam przez Bitolę. Dosłownie ! Zatrzymuję się tylko na jednych światłach. Samo miasto sobie odpuszczam. Jeżeli ktoś chce poczytać na temat tego miasta i obejrzeć fotki to odsyłam do relacji sprzed dwóch lat. 😋

Poprzednim razem z Bitoli jechałem w kierunku zachodnim na Ochrydę i dalej do Albanii. Teraz decyduję o kontynuacji jazdy na północ w kierunku stolicy kraju.

Początek to przejazd po równinach w kierunku miasta Prilep. Jadę starą drogą gdzie miejscami nawierzchnia jest brukowana.

Obrazek

Na rzece Szemnicy pod mostem kolejowym odświeżam się w przyjemnie chłodnej wodzie. Pranko też trzeba by zrobić 😋

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Rzeka Szemnica

Obrazek
Pilzner warzony jest tylko w Czechach, więc nieważne gdzie go kupię smakuje tak samo....

Widoki zaczynają dominować pierwsze szczyty górskie. Ja jednak jeszcze jadę po płaskim.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Prilep to jedno z większych miast w kraju. Jak dla mnie przyjemne miasto w odbiorze. Nie jest tak popularne wśród turystów jak chociażby Bitola dlatego panuje tu niezbyt duży ruch. I może dlatego mi się tu podoba.

Centrum to przede wszystkim współczesna zabudowa. Dosłownie na każdym kroku napotkamy tu jakiś pomnik.

Obrazek

Obrazek

Obrazek
W centrum Prilep.

Obrazek

Obrazek

Nad miastem górują pozostałości po średniowiecznej twierdzy Markovi Kuli.

Obrazek

Obrazek
Widok na pozostałości twierdzy Markovi Kuli

Jako że obecne miasto zostało wybudowane za czasów osmańskich większość zabytków pochodzi właśnie z tamtego okresu. Turcy nie chcąc konfrontacji z dużą populacją chrześcijan wybudowali zupełnie nowe miasto poniżej historycznej dzielnicy Warosz.

Symbolem miasta jest wieża zegarowa. To nieodłączny element tureckiego dziedzictwa. Ponoć lekko odchylona od pionu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Turecka wieża zegarowa.

Obrazek

Obok wieży znajdują się wypalone ruiny meczetu. Świątynia pochodzi z 1475 roku. Została ona spalona w wyniku zamieszek w 2001 roku. Całość robi dość przygnębiające wrażenie.
Po prawej pozostałość po meczecie z XV wieku.

W mieście robię niewielkie zakupy głównie płynów. Wybieram trochę gotówki z bankomatu. Nigdy nie ufałem bzdurom, które opowiadają ludzie, że w dzisiejszych czasach zamiast nosić przy sobie gotówkę wystarczy kata płatnicza/kredytowa.

Obrazek

Opuszczam miasto. Jadę w kierunku północnym. Wybieram najkrótszą trasę na Veles. Wiadomo, że najkrótsza nie zawsze jest najszybszą i przede wszystkim najłatwiejszą drogą.... Przede mną dość wysokie góry.

Obrazek

Obrazek

Docieram nad jezioro "Prilep", które zaopatruje w wodę miasto. O tej porze roku stan wody jest dość niski.

Obrazek

Obrazek
Jezioro Prilep.

Obrazek

Mijam ogromny kamieniołom marmuru i kończy się nawierzchnia bitumiczna drogi. Od teraz jest dość dobra droga szutrowa. Ja jednak tego się nie spodziewałem. To oznacza w moim przypadku znacznie wolniejsze poruszanie się naprzód. Szczególnie, że muszę dość wysoko podjechać....

Obrazek

Im wyżej i bliżej przysiółka wsi Prisad tym droga w coraz gorszym stanie. Coraz bardziej luźna nawierzchnia. Nachylenie drogi powoduje, że tylne koło coraz bardziej zaczyna mi "boksować".

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Widok na kamieniołom marmuru. Po lewej zabudowania Prilep.

Obrazek

Za ostatnimi zabudowaniami droga jest w takim stanie w jakim się nie mogłem spodziewać. Ogólnie lubię jazdę w terenie jednak nie w przypadku gdy jestem nastawiony na osiągnięcie określonego dystansu. Od wysokości 1100 metrów rozpoczyna się zjazd na północną stronę. Nawierzchnia to ogromne kamienie, po których bardzo nieprzyjemnie się zjeżdża w dół. Niżej jest lepiej, ale dupy nie urywa. Mam bardzo dużą obsuwę czasową.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po drodze trafiam na "źródło młodości", a że zawsze chcę być młody to spróbowałem wody ze źródełka. Smakowała rdzą....

Obrazek
Źródło młodości

Obrazek

Obrazek

Po ponad 30 kilometrach szutrowej drogi docieram do wsi Izvor. W końcu jest asfalt. Słońce już zaszło, a ja zasiadam z miejscowymi w knajpie na piwo. Właśnie na takie sytuacje trzeba mieć gotówkę bo plastikowym pieniądzem to sobie co najwyżej można dupę podetrzeć.... Ruszam dalej gdy jest całkiem ciemno. Przede mną męczący podjazd. Gdzieś w partii szczytowej zatrzymuję się na nocleg kilka kilometrów przed miastem Veles....

Obrazek

Dystans dnia 18: 179,51 km
Suma podjazdów: 1026 metrów.

Galeria dzień 18: https://photos.app.goo.gl/WHuSw8SHN1kTLfHA8

cdn...
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2285
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 09 stycznia 2020, 18:17

Rowerowy Eurotrip 2019 - Dzień 19/28 - 31.07.2019 - Skopje...

Noc mija spokojnie. Budzę się dość szybko jednak wstaję później aniżeli bym tego chciał. Chyba w dalszym ciągu próbuję odespać to co straciłem w Grecji.... Jem lekkie śniadanko i ruszam po siódmej w drogę. Mój pierwszy cel to miasto Veles. Droga do miasta jest w opłakanym stanie. Trochę mnie wytrzepało na zjeździe.

Obrazek

Veles jest sporym miastem jak na Macedonię. Jego lokacja to dolina, którą płynie największa i najdłuższa rzeka w kraju - Wardar. Okolica bardzo pagórkowata i na wielu z tych pagórów znajdują się dzielnice miasta. Wjeżdżając do jedenego z głównych ośrodków przemysłowych w kraju raczej nie spodziewałem się, że przypadnie mi do gustu. I w sumie dobrze iż miałem takie podejście bo przynajmniej się nie rozczarowałem 😉

Bardziej od zwiedzania moje myśli zaprzątała potrzeba dokonania zakupów i to takich naprawdę sporych.

Obrazek
Veles

Obrazek

Obrazek

Na wylocie z miasta na parkingu przed pięciogwiazdkowym hotelem jem drugie śniadanie i ruszam na północ ku stolicy. Mam do pokonania niemal 50 kilometrów po dość trudnym terenie. Wiadomo, że autostradą nie pojadę ale cały czas raz bliżej, a innym razem dalej od niej biegnie podrzędna droga.
Mijam jezioro Mladost i rozpoczynam ciężką i długą przeprawę przez okoliczne wzniesienia.

Obrazek
Jezioro Mladost

Obrazek

Obrazek

Czasami droga staje szutrowa ale chyba niedługo się to zmieni bo widzę jak geodeci robią jakieś pomiary i droga popryskana sprejem. Na drodze tej zdecydowanie więcej żółwi jak samochodów 😅

Obrazek

Obrazek
😂

Obrazek

Mówią, że współczesna stolica Macedonii Północnej jest najbardziej zwariowaną stolicą w Europie. Wszystko za sprawą projektu "Skopje 2014", który zakłada niemal całkowitą przebudowę centrum. Widać to od razu bo wszystkie najbardziej reprezentacyjne obiekty są całkowicie nowe. Ten projekt pochłania ogromne nakłady finansowe i jak na taki w sumie dość biedny kraj wydaje mi się to trochę dziwne. No ale każdy chce się czymś wyróżniać, a tu na pewno tego dokonali...

Należy tu wspomnieć o tragicznym w skutkach trzęsieniu ziemi, które nawiedziło to miejsce w 1963 roku. Miasto zostało zniszczone w około 80% i zginęło przeszło tysiąc ludzi. Teraz miasto wygląda bardzo "europejsko", ale jednocześnie powiedziałbym że dość kiczowato.

Nad brzegami Wardaru stoją teraz "współczesne zabytki", które nawiązują swą stylistyką do antku, ale ja tu widzę odrobinę stylu barokowego. Brzegi rzeki spięto również nowymi mostami, a wśród nich jest "Most Sztuki".

Obrazek
Skopje

Obrazek
Most Sztuki

Najstarszym mostem w mieście jest ten kamienny spinający Plac Macedoński z dawną turecką dzielnicą handlową.

Obrazek
Najstarszy most w mieście.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Po północnej stronie rzeki

Obrazek

W samym centrum głównego placu ustawiono kilkunastometrowy pomnik Aleksandra Wielkiego... Takim został wybudowany, ale po protestach Greków zmieniono jego oficjalną nazwę na "Wojownik na koniu"....

Obrazek
"Wojownik na koniu" pierwotnie Aleksander Wielki.

Obrazek

W ogóle to Skopie mogłoby nosić miano najbardziej pomnikowej stolicy Europy. Te pomniki poustawiane są dosłownie wszędzie, nawet w niespodziewanych zaułkach....

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Cyryl i Metody

Obrazek

Obrazek

Zobaczymy tu również współczesny łuk triumfalny....

Obrazek

Na północnym brzegu rzeki znajduje się twierdza Skopsko Kale.

Obrazek
Skopsko Kale

W sumie w mieście spędzam około czterech godzin i to wcale nie na zwiedzaniu. Co prawda pokręciłem się dość długo po centrum i chciałem dłużej po zabytkowej dzielnicy na północnym brzegu. Niestety wysypała mi się aplikacja mapy.cz i gdzieś wsiąkły mi dane zmagazynowane na karcie w telefonie. Nie mogłem korzystać z map w trybie offline i musiałem znaleźć darmowe wifi by odbudować bazę danych. Z dostępem do darmowego internetu nie ma najmniejszego problemu, ale ja potrzebowałem szybkiego łącza by ściągnąć kilkanaście gigabajtów danych 😝

Nad brzegiem rzeki zrobiono pseudo przystań gdzie cumują atrapy galeonów. W jednym z nich jest restauracja z dość szybkim łączem internetowym. Wstępuję na obiad. Niestety mimo iż porobiłem zdjęcia wnętrza to nie mam zdjęć bo mi gdzieś wsiąkły. Podobnie jak bardzo wiele innych z tej wyprawy. Wszystko wina aparatu i badziewnej karty, pamięci, która była w zestawie.....

https://1.bp.blogspot.com/-DkhKgCYC3_o/ ... 023732.jpg
Deptak nad brzegiem Wardaru.

Straciłem, więc sporo czasu na czymś co nie było w planach. Opuszczam miasto bo jeszcze dzisiaj chcę wjechać w głąb Kosowa. Wzdłuż brzegów rzeki wiodą świetne ścieżki rowerowe, ale na końcu miasta przecinają one osiedla Romów, a ci zrobili tam masakryczny śmietnik. Ogniska palą dosłownie na środku ścieżki rowerowej, a asfalt po prostu się stopił.

Udając się w kierunku granicy z Kosowem wybieram podrzędną drogę. Ta w przeciwieństwie do głównej wiedzie przez góry. Podjazdy są niesamowicie strome i przez to męczące. Przednie koło mi podrywa, ale powoli dałem radę podjechać.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ale i tak się cieszę iż nie musiałem podjeżdżać od drugiej strony bo tam to dopiero jest stromo. Mi pozostało zjechać na dół....

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na przejściu spora kolejka, ale jako rowerzysta nie muszę stać podobnie jak piesi. Poszło dość sprawnie choć strażnik zabiera mi trochę czasu zadając różne pytania odnośnie mojej wycieczki 😉

Wjeżdżam do Kosowa czyli najmłodszego państwa w Europie. Jest to moja pierwsza wizyta w Kosowie. Pierwsze co to odwiedzam sklep przy granicy. Waluta to euro, więc bardzo łatwo będę mógł porównać ceny w Kosowie z tymi w Grecji. Różnica jest spora, choć na początku kupuję jedynie wodę oraz piwo. O ile w Grecji płaciłem za 0,33 piwa 1,1-1,3 euro tak tutaj 0,6 euro i to za pół litra. Tak to ja lubię ! 😋

Obrazek
Moja pierwsza wizyta w Kosowie.

Obrazek
Piwo z największego browaru w Kosowie.

Pierwsze większe miasto w Kosowie to Ferizaj. Jadę tam starą drogą, która pnie się po zboczach wąwozu, którym płynie rzeka Nerodimka. Z góry ciekawie wygląda biegnąca poniżej autostrada R6.

Obrazek

Obrazek

W Ferizaj jestem w okolicy zachodu słońca. Czasu mi ubywa, więc tylko zakupy płynów i odbijam na zachód. Wiem, że teraz czeka mnie konkretne wyzwanie w postaci podjazdu na przełęcz Prevala. Początek jest spoko. Jadąc wzdłuż rzeki Lepenc do miasta Štrpce zastaje mnie zmrok. Muszę też chwilkę przeczekać bo przechodzi niewielka burza i nie widzi mi się moknąć na koniec dnia 😉

Przy drodze pomniki poległych albańskich partyzantów UÇK..., dla jednych bohaterowie, a dla innych terroryści.

Obrazek

Obrazek

Po drodze są i źródełka, a przy jednym z nich wyskakuje kilka szczeniaków. Obskakują mnie dookoła i liżą po nogach. Co miałem zrobić, podzieliłem się tym co miałem jeszcze do jedzenia i ruszam dalej....

Obrazek

Obrazek

Za miastem Štrpce zaczyna się już konkret podjazd, ale tym razem jestem pozytywnie nastawiony do pokonywanej trasy i całkiem dobrze idzie mi podjazd na przełęcz Prevala. Jedna fota i zjazd, szybki i przyjemny. Udaje się jeszcze trafić na czynny niewielki sklep, a piwka bym się jeszcze napił 😉 Za miejscowością Recane zatrzymuję się na noc pod jakąś przyczepą kempingową. W niewielkiej odległości jest hotel i sięga tu wifi, więc jest git 😋

Obrazek

Obrazek
Musnikovo

Dystans dnia 19: 178,25 km
Suma podjazdów: 2462 metry


Galeria dzień 19: https://photos.app.goo.gl/WGYXs7EaaYtrCVkv6


cdn...
Awatar użytkownika
PiotrekP
Administrator
Administrator
Posty: 8079
Rejestracja: 22 kwietnia 2009, 11:33
Kontakt:

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: PiotrekP » 12 stycznia 2020, 12:47

Robert prędkość masz zawrotną, skoro żółwie Cię wyprzedzają :).
W tamtym rejonie najprawdopodobniej kochają pomniki, w Salonikach co kawałek pomnik, w Ochrydzie co plac to pomnik. Jechałeś tym samym przejściem granicznym między Grecją, Macedonią co my, tylko my odpiliśmy na Ochryd i tam zostaliśmy trzy dni do skopie nie zaglądaliśmy. Mieliśmy w planach Saluńską Głowę, ale pogoda nam się załamała i uciekliśmy do Serbii.
Góry są piękne i niech takie pozostaną.

Nasze Wędrowanie
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2285
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 13 stycznia 2020, 17:01

Rowerowy Eurotrip 2019 - Dzień 20/28 - 01.08.2019 - Przez Kosowo do Czarnogóry...

Tym razem noc dość chłodna, ale za to bardzo spokojna. Chyba już udało mi się odespać zaległości bo o całkiem przyzwoitej godzinie ruszam w drogę. Jadę w dół doliną Zhupa. W wielu miejscach piszą, że jest jedną z najpiękniejszych w całym Kosowie. Skaliste ściany robią duże wrażenie.

Obrazek

Obrazek

Ponad drogą wznoszą się ruiny twierdzy Dusan, a u ich podnóża nad rzeką Bistricą jest Monaster Świętych Archaniołów. Obiekt pochodzi z połowy XIV wieku. Sto lat później zniszczyli go Turcy, a po kolejnych stu latach całkowicie go rozebrano, a pozyskany materiał posłużył do budowy meczetu Sinana Paszy w Prizrenie. Pod koniec XX wieku monaster został reaktywowany.

Obrazek
Ruiny twierdzy Dusan

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Ruiny monasteru Świętych Archaniołów

Obrazek

Obrazek

Prizren to drugie pod względem wielkości miasto Kosowa i jest taką perełką na mapie kraju. Ilość zabytków tu zlokalizowanych aż przytłacza. Niestety podczas ostatnich zamieszek w 2004 roku ludność albańska zniszczyła wszystkie świątynie prawosławne, monastery, dzielnicę serbską, a nieliczni już Serbowie zostali wypędzeni z miasta. I tak o ile zabytki z okresu panowania osmańskiego są w bardzo dobrym stanie tak pozostałe obiekty niszczeją coraz bardziej i wygląda na to iż nikt nawet nie myśli by je wyremontować. W mieście znajduje się chociażby cerkiew Bogurodzicy Ljeviškiej wpisana całkiem niedawno na listę UNESCO. Jednak obiekt odkąd został zniszczony przez Albańczyków w 2004 roku straszy wypalonym wnętrzem, a całość jest ogrodzona.

Obrazek
Cerkiew Bogurodzicy Ljeviškiej

Z racji bardzo wczesnej godziny na ulicach niewiele osób. Zapewne w późniejszych godzinach to się zmieni ale teraz mam całkowity luz w poruszaniu się po mieście. Poruszanie się utrudnia trochę bardzo duża ilość jednokierunkowych ulic, ale ja rowerem to czasami wskoczę na chodnik jeżeli zajdzie taka potrzeba😊😉 Spacerujących miejscowych czy też turystów jest niewielu za to bardzo widoczni są policjanci robiący obchód swoich dzielnic.
Kręcę się po mieście wąskimi uliczkami wśród niskiej zabudowy tak bardzo charakterystycznej dla albańskich miast. Albańscy elektrycy to prawdziwi "artyści" i trudno nie zwrócić uwagi na ich "dzieła" 😉

Obrazek

Obrazek
Dzieło miejscowych elektryków 😉

Obrazek

Głównym meczetem, a jednocześnie symbolem miasta jest ten Sinana Paszy. Wybudowano go w 1615 roku w znacznym stopniu użyto do budowy materiału pozyskanego z rozbiórki monasteru Świętych Archaniołów.

Obrazek

Obrazek
Meczet Sinana Paszy

W Prizren jest też kilka starszych meczetów. Łatwo je zlokalizować oczywiście kierując się po widocznych minaretach.

Obrazek

Obrazek
Pasha Hummam XVI wiek

Obrazek

Obrazek

Sto metrów ponad starym miastem wznosi się twierdza. Nikt tak naprawdę nie zna dokładnej daty jej powstania. Początkowo nawet myślałem by się tam dostać. Jednak lenistwo zwyciężyło....

Obrazek
U góry twierdza Prizren

Stary most pochodzi prawdopodobnie z XV wieku. Obecnie oszpecony futurystycznymi ozdobami, które zdaje się świecą w nocy. Mi takie coś nie przypadło do gustu.

Obrazek

I tutaj miałem mały dylemat jaką dalszą drogę obrać. Początkowo myślałem by udać się w kierunku Albani jednak po zakupach i śniadaniu rozmyśliłem się. Decyduję by się kierować na północ w kierunku miasta Gjakova. Ukształtowanie terenu to bardziej równina, więc będzie mi się dość szybko jechało. Oczywiście wszystko do pewnego czasu 😉
Przejeżdżam przez większe i mniejsze miejscowości. Kilometrów przybywa. Przejeżdżam przez most na Białym Drinie. W miejscu tym rzeka przepływa przez malowniczy wąwóz.

Obrazek

Obrazek

Kawałek dalej stoi Terzijski most. Prawdopodobnie pierwsza kamienna przeprawa powstała w tym miejscu pod koniec XV wieku. Przebudowany w wieku XVIII Pod koniec XX wieku przywrócono mu pierwotny wygląd. Obecnie wyłączony z ruchu.

Obrazek
Ładny most Terzijski. Nazywany również mostem krawców.

Przy drodze do miasta Gjakova niesamowicie duża ilość pomników przy drodze upamiętniające osoby, które tu zginęły. Jeszcze więcej odbywa się w okolicy wesel i to takich na wypasie. Wiadomo, że tutejsze imprezy weselne potrafią trwać i tydzień, więc nic dziwnego iż takie orszaki widać na ulicach w środku tygodnia. Zdecydowana większość pojazdów biorących udział w weselnym orszaku to fury na szwajcarskich blachach i to takie full wypas podrasowane. Ciężko podobne zobaczyć w kraju nad Wisłą....

Gjakova to czwarte pod względem wielkości miasto w Kosowie, choć wcale tego nie widać, że zamieszkuje je zaledwie 40 tyś. mieszkańców.

Nie nastawiam się na zwiedzanie. Dziś czeka mnie spore wyzwanie jakim jest przedostanie się na drugą stronę gór do Czarnogóry. Wpadłem na plan dalszej dzisiejszej trasy siedząc na obiedzie w restauracji zamkowej. Pozwoliłem sobie wydać tym razem kilka euro mając świadomość, że w Kosowie jest znacznie taniej jak chociażby w Polsce. Nie mam porównania jeżeli chodzi o np. noclegi, ale w sklepach i restauracjach jest taniej aniżeli u nas. Restauracja na wypasie, ale szczerze powiedziawszy skusiłem się by tam wstąpić ponieważ nie było za wielu klientów w porównaniu do okolicznych fast foodów. Tu nie muszę czekać aż mnie obsłużą...

Obrazek

Trochę za bardzo się zasiedziałem i wypiłem sporo piwa. Czuję jak mi szumi w głowie, ale co tam...trzeba jechać dalej 😋

Obrazek

Obrazek

Jadę dalej w kierunku Dečani. Widząc jak w najwyższych górach Kosowa zbiera się coraz więcej burzowych chmur jestem zmuszony zmodyfikować trasę i przez Góry Przeklęte przedostać się bardziej od północnej strony. Z racji, że jest dość płasko to szybko docieram do miasta Peć.

Obrazek

Obrazek

Całe Kosowo jest w "remoncie" widać to chociażby w Peć. Droga wjazdowa w remoncie i trzeba kierować się jakimiś zadupiami do centrum. Centrum podobnie jest całe rozkopane....

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Peć

Obrazek

Obrazek

Z racji iż nie chcę by mnie zastała noc gdzieś wysoko w górach to decyduję się niezwłocznie kierować na północ. Odbijam na Rožaje bo tam chciałbym jeszcze zdążyć zrobić zapasy na kolejny dzień.

Obrazek

Obrazek

Od miejscowości Radac rozpoczyna się już podjazd na przełęcz na granicy Kosowa z Czarnogórą, a więc przede mną spora różnica wysokości do pokonania. Upał panuje niemiłosierny. Od samego początku strasznie się pocę. Oj to nie będzie łatwy podjazd.... W pewnym momencie zaczepia mnie miejscowy stojący samochodem na poboczu. I proponuje podwózkę. Dla niego to żaden problem bo i tak ma pustą przyczepę. No kurde chciałbym porobić trochę zdjęć na podjeździe, ale zostaję sprowadzony na ziemię. Widoków nie ma żadnych bo cała trasa wiedzie przez las aż do posterunku kosowskiego. I to był argument, który przeważył. Ładujemy rower na przyczepę i ruszamy pod górę. Branko bo tak ma na imię kierowca opowiada trochę o swojej pracy w Luksemburgu. Zresztą samochód jest na tamtejszych numerach. Obecnie wrócił w rodzinne strony i wozi arbuzy oraz melony z Czarnogóry do Kosowa.

Obrazek

Obrazek

Oczywiście na początku były próby porozumienia się ja po angielsku, a Branko po niemiecku, ale gdy spytał skąd jestem i odpowiedziałem, że z Polski to stwierdził że my wszyscy Słowianie, więc mówiąc we własnych językach na pewno o wiele lepiej się dogadamy 😁
No i tak jak to przeważnie bywa i ja musiałem trochę opowiedzieć o swojej podróży i dokładnie wypisać państwa i miasta przez które już przejechałem bo Blanko będzie chciał wszystko opowiedzieć swojej rodzinie 😉

Chociaż była propozycja podwózki aż do Rožaje to nalegałem, że od posterunku kosowskiego pojadę dalej już o własnych silach. Wymiana danych kontaktowych, wspólna fota i odprawa na przejściu granicznym.

Obrazek

A ja nie wiem jakim sposobem trochę źle określiłem wysokość na jakiej się znajduję. To ledwo 1250 metrów, a więc przede mną jeszcze niemal 600 metrów przewyższenia ! No to przyjdzie mi się jeszcze dziś pomęczyć. Natomiast dużym plusem na chwilę obecną są chmury dzięki czemu słońce już tak nie pali 😀

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest też odrobinę więcej widoków choć przejrzystość powietrza ma wiele do życzenia. I jak tak sobie pomyślę to w sumie przez cały miesiąc podróży nie było ani jednego dnia z dobrą widzialnością.....

Od posterunku kosowskiego do czarnogórskiego jest przeszło 10 kilometrów. Po drodze stoi nawet niezła wiata, w której od biedy można by było skryć się w razie niepogody. Na przejściu czarnogórskim spędzam trochę więcej czasu bo puszczają do odprawy na światła.

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Posterunek czarnogórski.

Mimo iż okoliczne szczyty przekraczają 2400 metrów to nie wyglądają tak spektakularnie jak te zlokalizowane w południowej części pasma. Ale chmury zaczęły zanikać, więc raczej nie powinno dziś padać.

Obrazek

Obrazek
Widok z Dacići na Masyw Hajla 2403 m.

Szybko wytracam niemal 800 metrów i docieram do Rožaje. W mieście wypijam szybkiego browarka i lecę dalej bo być może uda się mimo wszystko dotrzeć do Berane. Co prawda wolałbym poruszać się wyznaczoną trasą rowerową, o której dowiedziałem się już po fakcie ale co tam. Jadę M-5 gdzie momentami panował dość spory ruch. Ogólnie droga w świetnym stanie. Jednak najgorzej było pokonać przeszło kilometrowej długości tunel. Tunel Lokve to jednocześnie najwyższy punkt na tej trasie.

Obrazek

Obrazek
Rožaje

Obrazek

Po wyjeździe z tunelu całkiem fajne widoki. W dali widoczny najwyższy szczyt Crna glava (2139 m) będący jednocześnie najwyższym szczytem Parku Narodowego Biogradska Gora. Oraz bardziej charakterystyczny szczyt z nadajnikiem - Zekova Glava.

Obrazek

Obrazek
Park Narodowy Biogradska Gora. Po prawej najwyższy szczyt Crna glava (2139 m)

Obrazek
Zekova Glava(2122 m)

Mimo iż słońce skryło się już za horyzont to widoki na zjeździe są niczego sobie 😀

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Rzeka Lim

Wpadam do Berane. Podstawowa sprawa to zakupy. Bardzo szybko trafiam na czynny sklep. Niestety i tu ekspedientka nie chciała sprzedać piwa w butelce na wynos. Nie pozostaje mi nic innego jak wypić na miejscu 😋

Obrazek
Berane

Z Berane kieruję się na północ wzdłuż rzeki Lim. Chcę jeszcze trochę nabić kilometrów. Tylko jeden postój w kanionie którym płynie rzeka. Robi niesamowite wrażenie. Szkoda tylko, że jest już tak ciemno 😕

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po kilkunastu kilometrach zatrzymuję się na kolejny biwak. Podjechałbym jeszcze kilka kilometrów w kierunku Bielo Polje ale zaczyna delikatnie popadywać deszczyk. Na szczęście tylko postraszyło, ale na wszelki wypadek rozwiesiłem płachtę biwakową....

Dystans dnia 20: 179,09 km
Suma podjazdów: 1721 metrów


Galeria dzień 20: https://photos.app.goo.gl/smZpbCRJTaZreXzM7
cdn...
ODPOWIEDZ